Konfitura z marchewki i truskawek
19.04.2011
, aktualizacja: 19.04.2011 13:45
- Nie będziemy dzielić marchewki na witaminy, żelazo i tak dalej. Będziemy rozmawiać o energii pożywienia i szukać w nim tao, czyli równowagi sił Ying i Yang - zaczęła Katarzyna Rączka, koordynatorka cyklu warsztatów zdrowego żywienia "Marchewka: reaktywacja". Projekt współfinansowany ze środków programu "Młodzież w Działaniu", akcja 1.2 "Inicjatywy młodzieżowe" odbywał się w roku 2009 w trzech polskich miastach: Gdańsku, Warszawie i Katowicach.
21 listopada, wraz z piętnastoma uczestnikami (tylko dwóch mężczyzn!) i czwórką prowadzących warsztaty dziewczyn, jesteśmy w sali konferencyjnej warszawskiego Centrum ekoJa przy ulicy Bohdanowicza 5. W rogu sali leży tyle zdrowej żywności, że wystarczyłoby na zapełnienie małego sklepu. Na czas weekendowych warsztatów "Marchewka: reaktywacja" salę przekształcono w kuchnię z kilkoma gazowymi palnikami, masą garnków, desek do krojenia i noży. Warsztaty prowadzą miłośniczki zdrowego, bezmięsnego gotowania, które przybrały sobie nazwę "Nieformalna Grupa Działań Pozytywnych". Spotkanie zaczęło się od wspólnego przemielenia płatków owsianych i ugotowania śniadaniowej owsianki, którą potem wszyscy uczestnicy ze smakiem zjedli.
Tao marchewki
- Wszystko w świecie jest energią, także pożywienie. Udowodnili to fizycy kwantowi, ale zwykli ludzie wiedzieli to już w starożytności - mówi Katarzyna Rączka. Tłumaczy zebranym, że "tao" oznacza równowagę. Wszystko jest w nieustannym ruchu i istnieją dwie siły: Yin i Yang, które się równoważą. Im bardziej coś jest wodniste, zimne, ciemne, tym bardziej jest to Yin. Z kolei z Yang związane jest ciepło, światło, siła, aktywność, ogień. Ten system nie mówi tylko o jedzeniu, ale obejmuje cały świat i wszystkie sfery życia. - Skupmy się jednak na pożywieniu. Tutaj mamy prowizoryczną marchewkę, bo prawdziwej zdrowej marchewki w całości o tej porze roku nie dostaniemy. I ona składa się z dwóch ślicznych części: korzenia pod ziemią, czyli części Yang , oraz frywolnych latających listków Yin. Cała marchewka, to tao - tłumaczy Katarzyna. I dodaje, że jeśli od marchewki odetniemy łodygę, to ją także będzie można podzielić na Yin i Yang. I tak aż do struktury komórkowej.
Podczas gdy Katarzyna wprowadza słuchaczy w tematykę zasad zdrowego gotowania, jej koleżanki Karolina Anweiler, Małgorzata Meller i Małgorzata Rajchman-Cieślak krzątają się po prowizorycznej kuchni, kroją warzywa i przygotowują pozostałe składniki do wspólnego gotowania obiadu. Wstęp Katarzyny Rączki w teorię Yin-Yang jest niezbędny, by pojąć zasady gotowania zgodnie z teorią makrobiotyki.
Pozbądź się huśtawki zachcianek
Makrobiotyka, to tysiącletnie zasady filozofii Dalekiego Wschodu przełożone na system prostego zastosowania w życiu codziennym, opracowane przez Japończyka George'a Ohsawę. Fundamentem tej filozofii jest teoria odwiecznych i nieustających przemian oraz równowagi pomiędzy siłami Yin-Yang. Makrobiotyka uczy, że im większa jest przewaga jednej z sił, tym większy nacisk siły przeciwnej. Dlatego tak istotne jest zachowanie harmonii w organizmie, a stan chorobowy jest rezultatem nierównowagi. Zgodnie z tą teorią, główną przyczyną chorób jest nieprawidłowy sposób odżywiania własnego oraz genetycznie odziedziczonego po przodkach. Stąd założenie, że dobierając odpowiednią dietę, możemy wyeliminować każdą chorobę. - Jeżeli nasza mama miała cukrzycę, to możemy jeść takie potrawy, które nas od tej choroby uchronią - przekonuje Katarzyna.
Uczestnicy warsztatów dowiedzieli się, że dieta makrobiotyczna opiera się na produktach zrównoważonych. Osoby jedzące za wiele produktów z grupy Yang mają potem nadmierne pragnienie produktów Yin i odwrotnie. A to prowadzi do huśtawki między skrajnościami. Tylko zrównoważona dieta owocuje spokojem ciała i umysłu. - Moja koleżanka gdy miała ochotę na ciastko, to je jadła. Pół godziny później mogła poczuć chęć na kanapkę z musztardą, więc ją zjadała. W swoim odżywianiu kierowała się ochotą, a nie głodem - opowiada Katarzyna. I dodaje, że polskie klasyki żywienia, które nie dają wcale długotrwałej harmonii, to golonka z piwem lub wódeczka ze śledzikiem.
Jak twierdzi koordynatorka projektu, Eskimos żyje w środowisku skrajnie Yin, więc jedząc pokarmy skrajnie Yang doprowadza się do harmonii pozwalającej na zdrowe funkcjonowanie. Z kolei Polacy, z uwagi na nasz klimat, powinni jeść produkty zrównoważone. Można wśród nich wymienić między innymi pełne ziarna zbóż, nierafinowaną sól morską, rośliny strączkowe, warzywa (ale nie mrożonki!), nierafinowane oleje roślinne, nasionka, orzechy a także piwo i wino naturalnie fermentowane. Do produktów silnie Yin zalicza się oczyszczone zboża, np. mąkę czy biały ryż, konserwy, produkty zawierające konserwanty, barwniki i pestycydy, owoce i warzywa tropikalne, nabiał, ostre przyprawy, kawa, miód, alkohol i tytoń. Wśród produktów silnie Yang można wymienić sól rafinowaną i jodowaną, żeń-szeń, jaja, kawior, mięso, sery, ryby i owoce morza.
Wyrzuć patelnie z teflonu i przeżuwaj
Wspólne gotowanie zaczynamy od gomasio, czyli soli sezamowej. Jej podstawowym składnikiem jest sól nierafinowana, którą jeden z ochotników "yangizuje", czyli wypraża na patelni bez tłuszczu. Potem osobno należy pod przykryciem wyprażyć siemię i sezam do momentu, aż nasiona będą mniej strzelać. Gotowe zmieszane składniki ucieramy w makutrze lub moździerzu tak, by połowa ziaren była w całości. Gomasio dodajemy do kasz, zbóż, warzyw lub nawet na kanapkę z masłem, a należy je spożyć w ciągu 10 dni od zrobienia. Przy szykowaniu ważne są proporcje - na jedną łyżkę soli używamy sześciu łyżek siemienia i tyle samo łyżek niełuskanego sezamu. - Ci, którzy próbują gomasio po raz pierwszy, od razu się w nim zakochują. To pyszne źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, którego można jeść ile się chce - zachwala Gosia. I dodaje, że poleca szarą sól kamienną "z głębi naszej kochanej matki ziemi". - Nie trzeba drastycznie zmniejszać ilości sodu. Wystarczy solić dobrą solą, a nie sztucznym NaCl. Wtedy nasz organizm będzie wdzięczny - przekonuje.
Po gomasio uczestnicy warsztatów przystępują do gotowania kolejnych przysmaków pod czujnym okiem prowadzących. Menu tego nietypowego obiadu wygląda następująco: kasza orkiszowa, surówka z dyni i czarnej rzepy, marchewka z orzechami i rodzynkami oraz buraczki w sosie balsamicznym. Wszystko można do smaku posypać gomasio. I choć osobie żywiącej się na co dzień pizzą czy schabowym z frytkami trudno w to uwierzyć, potrawy przyrządzone zgodnie z regułami makrobiotyki są naprawdę wyśmienite.
W czasie wspólnego gotowania, trenerki zdrowego żywienia udzielały uczestnikom wielu cennych rad, które osoby z wolnymi rękoma skrzętnie notowały. Z zaleceń prowadzących wynika, że powinniśmy jeść zboże i ziarna, ale jak najmniej przetworzone. Warto na przykład zamienić białą mąkę na razową "z farfoclami". Zamiast koktajli na mleku dziewczyny polecają miksować je na bazie zboża i wody. Warto też kupować makaron z mąki durum lub semoliny. - Pamiętajcie, że ryż też jest zbożem! Polujcie na królewski ryż brązowy, basmati z wysokich Himalajów i krótkoziarnisty też! - mówi Katarzyna.
Uczestnicy dowiadują się też, że do gotowania najlepsze są garnki żeliwne, a można też korzystać z garnków stalowych z grubym dnem, ceramicznych i glinianych. - Wyrzućcie patelnie z teflonem, a garnki aluminiowe dajcie teściowej, o ile jej nie lubicie - żartuje Gosia Meller. - Zboża i w ogóle wszystko gotujemy bez soli, a doprawiamy na talerzu solą lub gomasio - tłumaczy dalej Kasia. - Bardzo zachęcam do przeżuwania, bo zboża trzeba żuć aż do słodkiego smaku. Chodzi o to, że jemy by odżywiać nasz mózg, a z jamy ustnej jest do niego najkrótsza droga - mówi. Co więcej, porządnie przeżuwając unikniemy przejadania się.
Ugotować szpinak z cynamonem?
- Chodzi o to, by ludzie wchodząc do kuchni chcieli zrobić coś zdrowego - przekonuje Małgorzata Rajchman zapytana o cel projektu "Marchewka: reaktywacja". - Dla nas to cały styl życia. Do tej pory prowadziłam go we własnej kuchni, a uczyłam się z książek. Takich warsztatów jak nasze poza Warszawą w zasadzie nie ma. Ziarno zasiane wiosną zbieramy już jesienią, bo uczestnicy warsztatów polecają je rodzinie i znajomym - cieszy się Gosia Meller. I dodaje, że po każdych zajęciach otrzymują wiadomości o podobnej treści: "Dziewczyny, dotąd jadłam beznadziejnie ale wywróciłyście moje życie do góry nogami. Dziękuję!". Gosia wspomina, że cztery lata temu sama miała poważne problemy ze zdrowiem, więc przestawiła się na tzw. "dietę rozdzielną" w której nie łączy się białek i węglowodanów. - Po dwóch tygodniach czułam się lepiej. Zaczęłam dużo czytać o makrobiotyce, kuchni pięciu przemian, ajurwedzie, i tak to się zaczęło - kończy.
- Warsztaty są bezpłatne, bo całe jedzenie na projekt dali producenci zdrowej żywności. Przyszliśmy na nie, bo moja żona musi przejść na zdrowszą dietę. Poznajemy więc nowe składniki i smaki, by nie było monotonnie - tłumaczy Jan Dąbkowski, który na warsztaty przyszedł z żoną Magdą. - Spędzając cały dzień w pracy, nie da się stosować do prezentowanych tu zasad i jeśli nie będzie wyboru, to pójdę na kebab. Ale w domu postaram się wszystkie potrawy harmonizować - zapewnia Magda. - Zajęciami zachwyca się inna uczestniczka Barbara: - Ten projekt jest niepowtarzalny, żądam więcej! Dziewczyny kładą nacisk na tanie i proste przyrządzanie pysznych potraw. Jestem wegetarianką, kocham Matkę Ziemię i warsztaty "Marchewki" polecam każdemu.
Na koniec warsztatów prowadzące zadają swoim uczestnikom pracę domową. Każdy musi wylosować kilka karteczek z nazwami produktów spożywczych. Zabawa polega na tym, że trzeba ugotować potrawę zawierającą wszystkie wylosowane składniki, w razie potrzeby dodając jeden. Ewentualnie któryś składnik można wymienić. I tak, jedna z uczestniczek wylosowała: oliwę z oliwek, cynamon, śliwkę i szpinak. Strach pomyśleć, jaka potrawa z tego wyjdzie. - Degustacja nastąpi jutro na przyjęciu podsumowującym warsztaty. Najlepsi dostaną nagrody! - zapowiada Katarzyna Rączka. Na koniec pociesza: - I nie martwcie się, niedawno w Gdańsku powstała konfitura z marchewki i truskawek, którą wszyscy się zajadali!
Zdjęcia: Krzysztof Kuczyk
Tao marchewki
- Wszystko w świecie jest energią, także pożywienie. Udowodnili to fizycy kwantowi, ale zwykli ludzie wiedzieli to już w starożytności - mówi Katarzyna Rączka. Tłumaczy zebranym, że "tao" oznacza równowagę. Wszystko jest w nieustannym ruchu i istnieją dwie siły: Yin i Yang, które się równoważą. Im bardziej coś jest wodniste, zimne, ciemne, tym bardziej jest to Yin. Z kolei z Yang związane jest ciepło, światło, siła, aktywność, ogień. Ten system nie mówi tylko o jedzeniu, ale obejmuje cały świat i wszystkie sfery życia. - Skupmy się jednak na pożywieniu. Tutaj mamy prowizoryczną marchewkę, bo prawdziwej zdrowej marchewki w całości o tej porze roku nie dostaniemy. I ona składa się z dwóch ślicznych części: korzenia pod ziemią, czyli części Yang , oraz frywolnych latających listków Yin. Cała marchewka, to tao - tłumaczy Katarzyna. I dodaje, że jeśli od marchewki odetniemy łodygę, to ją także będzie można podzielić na Yin i Yang. I tak aż do struktury komórkowej.
Podczas gdy Katarzyna wprowadza słuchaczy w tematykę zasad zdrowego gotowania, jej koleżanki Karolina Anweiler, Małgorzata Meller i Małgorzata Rajchman-Cieślak krzątają się po prowizorycznej kuchni, kroją warzywa i przygotowują pozostałe składniki do wspólnego gotowania obiadu. Wstęp Katarzyny Rączki w teorię Yin-Yang jest niezbędny, by pojąć zasady gotowania zgodnie z teorią makrobiotyki.
Pozbądź się huśtawki zachcianek
Makrobiotyka, to tysiącletnie zasady filozofii Dalekiego Wschodu przełożone na system prostego zastosowania w życiu codziennym, opracowane przez Japończyka George'a Ohsawę. Fundamentem tej filozofii jest teoria odwiecznych i nieustających przemian oraz równowagi pomiędzy siłami Yin-Yang. Makrobiotyka uczy, że im większa jest przewaga jednej z sił, tym większy nacisk siły przeciwnej. Dlatego tak istotne jest zachowanie harmonii w organizmie, a stan chorobowy jest rezultatem nierównowagi. Zgodnie z tą teorią, główną przyczyną chorób jest nieprawidłowy sposób odżywiania własnego oraz genetycznie odziedziczonego po przodkach. Stąd założenie, że dobierając odpowiednią dietę, możemy wyeliminować każdą chorobę. - Jeżeli nasza mama miała cukrzycę, to możemy jeść takie potrawy, które nas od tej choroby uchronią - przekonuje Katarzyna.
Uczestnicy warsztatów dowiedzieli się, że dieta makrobiotyczna opiera się na produktach zrównoważonych. Osoby jedzące za wiele produktów z grupy Yang mają potem nadmierne pragnienie produktów Yin i odwrotnie. A to prowadzi do huśtawki między skrajnościami. Tylko zrównoważona dieta owocuje spokojem ciała i umysłu. - Moja koleżanka gdy miała ochotę na ciastko, to je jadła. Pół godziny później mogła poczuć chęć na kanapkę z musztardą, więc ją zjadała. W swoim odżywianiu kierowała się ochotą, a nie głodem - opowiada Katarzyna. I dodaje, że polskie klasyki żywienia, które nie dają wcale długotrwałej harmonii, to golonka z piwem lub wódeczka ze śledzikiem.
Jak twierdzi koordynatorka projektu, Eskimos żyje w środowisku skrajnie Yin, więc jedząc pokarmy skrajnie Yang doprowadza się do harmonii pozwalającej na zdrowe funkcjonowanie. Z kolei Polacy, z uwagi na nasz klimat, powinni jeść produkty zrównoważone. Można wśród nich wymienić między innymi pełne ziarna zbóż, nierafinowaną sól morską, rośliny strączkowe, warzywa (ale nie mrożonki!), nierafinowane oleje roślinne, nasionka, orzechy a także piwo i wino naturalnie fermentowane. Do produktów silnie Yin zalicza się oczyszczone zboża, np. mąkę czy biały ryż, konserwy, produkty zawierające konserwanty, barwniki i pestycydy, owoce i warzywa tropikalne, nabiał, ostre przyprawy, kawa, miód, alkohol i tytoń. Wśród produktów silnie Yang można wymienić sól rafinowaną i jodowaną, żeń-szeń, jaja, kawior, mięso, sery, ryby i owoce morza.
Wyrzuć patelnie z teflonu i przeżuwaj
Wspólne gotowanie zaczynamy od gomasio, czyli soli sezamowej. Jej podstawowym składnikiem jest sól nierafinowana, którą jeden z ochotników "yangizuje", czyli wypraża na patelni bez tłuszczu. Potem osobno należy pod przykryciem wyprażyć siemię i sezam do momentu, aż nasiona będą mniej strzelać. Gotowe zmieszane składniki ucieramy w makutrze lub moździerzu tak, by połowa ziaren była w całości. Gomasio dodajemy do kasz, zbóż, warzyw lub nawet na kanapkę z masłem, a należy je spożyć w ciągu 10 dni od zrobienia. Przy szykowaniu ważne są proporcje - na jedną łyżkę soli używamy sześciu łyżek siemienia i tyle samo łyżek niełuskanego sezamu. - Ci, którzy próbują gomasio po raz pierwszy, od razu się w nim zakochują. To pyszne źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, którego można jeść ile się chce - zachwala Gosia. I dodaje, że poleca szarą sól kamienną "z głębi naszej kochanej matki ziemi". - Nie trzeba drastycznie zmniejszać ilości sodu. Wystarczy solić dobrą solą, a nie sztucznym NaCl. Wtedy nasz organizm będzie wdzięczny - przekonuje.
Po gomasio uczestnicy warsztatów przystępują do gotowania kolejnych przysmaków pod czujnym okiem prowadzących. Menu tego nietypowego obiadu wygląda następująco: kasza orkiszowa, surówka z dyni i czarnej rzepy, marchewka z orzechami i rodzynkami oraz buraczki w sosie balsamicznym. Wszystko można do smaku posypać gomasio. I choć osobie żywiącej się na co dzień pizzą czy schabowym z frytkami trudno w to uwierzyć, potrawy przyrządzone zgodnie z regułami makrobiotyki są naprawdę wyśmienite.
W czasie wspólnego gotowania, trenerki zdrowego żywienia udzielały uczestnikom wielu cennych rad, które osoby z wolnymi rękoma skrzętnie notowały. Z zaleceń prowadzących wynika, że powinniśmy jeść zboże i ziarna, ale jak najmniej przetworzone. Warto na przykład zamienić białą mąkę na razową "z farfoclami". Zamiast koktajli na mleku dziewczyny polecają miksować je na bazie zboża i wody. Warto też kupować makaron z mąki durum lub semoliny. - Pamiętajcie, że ryż też jest zbożem! Polujcie na królewski ryż brązowy, basmati z wysokich Himalajów i krótkoziarnisty też! - mówi Katarzyna.
Uczestnicy dowiadują się też, że do gotowania najlepsze są garnki żeliwne, a można też korzystać z garnków stalowych z grubym dnem, ceramicznych i glinianych. - Wyrzućcie patelnie z teflonem, a garnki aluminiowe dajcie teściowej, o ile jej nie lubicie - żartuje Gosia Meller. - Zboża i w ogóle wszystko gotujemy bez soli, a doprawiamy na talerzu solą lub gomasio - tłumaczy dalej Kasia. - Bardzo zachęcam do przeżuwania, bo zboża trzeba żuć aż do słodkiego smaku. Chodzi o to, że jemy by odżywiać nasz mózg, a z jamy ustnej jest do niego najkrótsza droga - mówi. Co więcej, porządnie przeżuwając unikniemy przejadania się.
Ugotować szpinak z cynamonem?
- Chodzi o to, by ludzie wchodząc do kuchni chcieli zrobić coś zdrowego - przekonuje Małgorzata Rajchman zapytana o cel projektu "Marchewka: reaktywacja". - Dla nas to cały styl życia. Do tej pory prowadziłam go we własnej kuchni, a uczyłam się z książek. Takich warsztatów jak nasze poza Warszawą w zasadzie nie ma. Ziarno zasiane wiosną zbieramy już jesienią, bo uczestnicy warsztatów polecają je rodzinie i znajomym - cieszy się Gosia Meller. I dodaje, że po każdych zajęciach otrzymują wiadomości o podobnej treści: "Dziewczyny, dotąd jadłam beznadziejnie ale wywróciłyście moje życie do góry nogami. Dziękuję!". Gosia wspomina, że cztery lata temu sama miała poważne problemy ze zdrowiem, więc przestawiła się na tzw. "dietę rozdzielną" w której nie łączy się białek i węglowodanów. - Po dwóch tygodniach czułam się lepiej. Zaczęłam dużo czytać o makrobiotyce, kuchni pięciu przemian, ajurwedzie, i tak to się zaczęło - kończy.
- Warsztaty są bezpłatne, bo całe jedzenie na projekt dali producenci zdrowej żywności. Przyszliśmy na nie, bo moja żona musi przejść na zdrowszą dietę. Poznajemy więc nowe składniki i smaki, by nie było monotonnie - tłumaczy Jan Dąbkowski, który na warsztaty przyszedł z żoną Magdą. - Spędzając cały dzień w pracy, nie da się stosować do prezentowanych tu zasad i jeśli nie będzie wyboru, to pójdę na kebab. Ale w domu postaram się wszystkie potrawy harmonizować - zapewnia Magda. - Zajęciami zachwyca się inna uczestniczka Barbara: - Ten projekt jest niepowtarzalny, żądam więcej! Dziewczyny kładą nacisk na tanie i proste przyrządzanie pysznych potraw. Jestem wegetarianką, kocham Matkę Ziemię i warsztaty "Marchewki" polecam każdemu.
Na koniec warsztatów prowadzące zadają swoim uczestnikom pracę domową. Każdy musi wylosować kilka karteczek z nazwami produktów spożywczych. Zabawa polega na tym, że trzeba ugotować potrawę zawierającą wszystkie wylosowane składniki, w razie potrzeby dodając jeden. Ewentualnie któryś składnik można wymienić. I tak, jedna z uczestniczek wylosowała: oliwę z oliwek, cynamon, śliwkę i szpinak. Strach pomyśleć, jaka potrawa z tego wyjdzie. - Degustacja nastąpi jutro na przyjęciu podsumowującym warsztaty. Najlepsi dostaną nagrody! - zapowiada Katarzyna Rączka. Na koniec pociesza: - I nie martwcie się, niedawno w Gdańsku powstała konfitura z marchewki i truskawek, którą wszyscy się zajadali!
Zdjęcia: Krzysztof Kuczyk
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć
