Dziewięć miesięcy wolontariatu
19.04.2011
, aktualizacja: 19.04.2011 13:41
Ola z Ukrainy i Johanna z Niemiec spędziły dziewięć miesięcy w Polsce, pracując jako wolontariuszki European Voluntary Service dla Stowarzyszenia Parafiada. Prowadziły w tym czasie zajęcia z dziećmi i młodzieżą, włączyły się także w bieżące działania Centrum Parafiadowego. Ich wizyta, to część projektu "Beyond yourself - vounteering for children and youth" prowadzonego przez EVS. Czego w tym czasie się nauczyły?
- Wolontariat Europejski to dla wielu pierwszy krok w dorosłość. Daje o wiele więcej, niż roczny wyjazd na studia, przede wszystkim dlatego, że wymaga więcej kreatywności od wolontariusza. Na studiach otrzymujesz plan zajęć, chodzisz na wykłady i albo je zaliczasz albo nie - mówi Renata Wardecka, wiceprezes Stowarzyszenia Parafiada. - Tu trzeba większość rzeczy wymyślić samemu w oparciu o propozycje, jakie otrzymujesz od organizacji goszczącej. Prowadzisz zajęcia z dziećmi według swojego pomysłu i to reakcja dzieci będzie najszczerszą oceną - kontynuuje. Zdaniem wiceprezes fundacji, jeżeli wolontariusz ma ochotę wprowadzić coś nowego do ustalonego już programu, wówczas po konsultacji z organizacją może to zrobić. Ma też możliwość wpływu na to, co robi i to on - wolontariusz - zastanawia się nad wynikami swojej pracy, za którą nie otrzymujesz wynagrodzenia ani stopni. - To jest największa szkoła życia - przekonuje Renata Wardecka.
Wolontariat na piątkę
Na jaką ocenę ten egzamin z dorosłości zdały Ola i Johanna, wolontariuszki EVS goszczące w Polsce od listopada 2009 do lipca 2010? W czasie pobytu w Polsce, dziewczyny zajmowały się pracą z dziećmi z rodzin związanych ze Stowarzyszeniem Parafiada z obszaru warszawskich Siekierek. Po raz pierwszy wolontariuszki odwiedziliśmy w siedzibie Stowarzyszenia w marcu tego roku, by zobaczyć, jak wygląda ich praca.
- Pomagamy w środowych zajęciach pozalekcyjnych dla dzieci w Parafiadzie. Jestem zaskoczona, że dzieci mogą mieć aż tyle energii! Czasem pracujemy też w biurze Parafiady - wylicza Ukrainka Ola. Do ich cotygodniowych obowiązków należało także prowadzenie zajęć z malcami z pobliskiego domu dziecka oraz Ośrodku Interwencyji Kryzysowej. - W czasie, gdy rodzice odbywają swoje terapie, my bawimy się, śpiewany i rozmawiamy z ich dziećmi - opowiada Johanna.
Trafiliśmy na wieczorną zabawę Oli i Johanny z dziećmi polskimi oraz czeczeńskimi w liczbie około dwudziestu malców. Mimo, że wśród chłopców było wielu rozrabiających urwisów zaczepiających dziewczynki, a w sali panował wielki hałas i zamieszanie, wolontariuszki sprawnie radziły sobie z prowadzeniem spotkania. Gry integracyjne, opierając się na zabawie, służyły przełamywaniu barier językowych i kulturowych między dziećmi z różnych kultur, a mieszkających w tym samym siekierkowskim środowisku.
Ale praca wolontariuszek nie ograniczała się tylko do zajęć prowadzonych w Warszawie. Ola i Johanna wzięły udział w zimowisku dla dzieci z Parafiady w Kacwinie, dziewczyny były także opiekunkami malców na letnim parafiadowym obozie integracyjnym w Żelistrzewo koło Pucka i wzięły aktywny udział w przygotowaniach oraz pracy na "Parafiadzie", czyli 22. spotkaniu dla uczestników programów Stowarzyszenia z Polski i zagranicy.
2500 dzieci w jednym miejscu
O najważniejszym corocznym projekcie Stowarzyszenia Parafiada opowiada jedna z organizatorek, pani Natalia Mazan, przewodnicząca Centrum Informacji i Promocji Stowarzyszenia. - Nasz program wychowawczy opiera się na trzech filarach: stadion (sport), teatr (wychowanie poprzez kulturę) oraz świątynia (wychowanie poprzez duchowość). "Parafiady", to cykl imprez odbywających się w terenie, zarówno w Polsce jak i w krajach partnerskich: na Białorusi, w Rosji, Ukrainie, na Litwie oraz Łotwie. Dzieci i młodzi, których lokalne wydarzenia są najlepsze mogą tu, do Warszawy przyjechać za darmo. Zjazd taki trwa tydzień, a po nim odbywają się jeszcze dwutygodniowe obozy integracyjne - opowiada.
I tak, w lipcu 2010 roku w jednym czasie na kampus Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego zjechała się młodzież z kilku krajów. - Jest tu 2500 uczestników. Moja praca polega na tłumaczeniu z polskiego na rosyjski. Razem z Johanną pomagamy też prowadzić warsztaty taneczne, konkursy plastyczne, konkursy wiedzy. Muszę między innymi tłumaczyć testy konkursowe - opowiada Ola, wolontariuszka z Ukrainy.
Zdecydowanie większe kłopoty z komunikacją miała Niemka Johanna, która choć pochodzi z Gorlitz, czyli miasta podzielonego jedynie schengenowską granicą z Polskim Zgorzelcem, nie znała polskiego wyjeżdżając na wolontariat. Barierę językową pomiędzy dwiema wolontariuszkami niwelowała podstawowa znajomość angielskiego, za pośrednictwem którego obie dziewczyny stale się porozumiewały.
- Jeżeli chodzi o znajomość języka polskiego, sytuacja Olgi i Johanny była zupełnie inna. Olga potrafiła jeszcze przed przyjazdem porozumiewać się po polsku całkiem dobrze, dla niej więc pobyt ten pomógł w doskonaleniu języka. Była dzięki temu wielką pomocą dla Johanny w pierwszych krokach z nowym słownictwem - opowiada Renata Wardecka. I dodaje, że znajomość polskiego przez Olgę ułatwiła też pracę z dziećmi. Łatwo było wytłumaczyć, o co chodzi w danej zabawie, a dodatkowo fakt, że mogły dowiedzieć się jak dana rzecz nazywa się w obcych językach i np. nauczyć się ukraińskiej czy niemieckiej piosenki zwiększał atrakcyjność tych spotkań.
Znowu na EVS?
9-miesięczny pobyt wolontariuszek w Warszawie dobiegł już końca i 30 lipca Johanna wróciła do rodzinnego Gorlitz, a Ola do miejscowoci Kałusz na Ukrainie. Zanim opuściły Polskę, zdążyliśmy zapytać je o wrażenia i zdobyte doświadczenia. - Nauczyłyśmy się języka polskiego, poznałyśmy polską kulturę. Pierwszy raz w życiu miałyśmy okazję pracować z malutkimi dziećmi - wyliczała Ola. Dodaje jednak, że na kolejny 9-miesięczny wolontarit już by się nie zdecydowała, ponieważ chce teraz skupić na założeniu rodziny i pracy. - Gdybym jednak miała okazję jechać na kolejną Parafiadę, na 3 tygodnie, to na pewno bym się zdecydowała - dodała Ola. Jej koleżanka Johanna przyznała z kolei, że wyjazd do Polski był jedną z lepszych decyzji w jej życiu. - Gdyby było mniej pracy biurowej, a więcej praktycznej z dziećmi, to na pewno chciałabym pojechać na EVS raz jeszcze - odpowiedziała kilka lat młodsza Johanna.
Dziewczyny podkreślały też, że dzięki wolontariatowi zyskały przyjaciół rozsianych po całym świecie. A wszystko dzięki cotygodniowym spotkaniom wolontariuszy EVS w jednej z warszawskich herbaciarni, na które regularnie schodzili się młodzi ludzie z całego świata uczestniczący w programie. - To było zorganizowane w ten sposób, że na każdym stoliku była karteczka z językiem, w jakim toczy się rozmowa. Dzięki temu można było znaleźć zarówno "swoich", jak i przysiąść się do stolika angielskiego i porozmawiać z ludźmi z najdalszych zakątków - opowiadała Ola.
Czas wracać do domu
Jak pracę wolontariuszek podsumowuje Stowarzyszenie Parafiada? - Dzieci bardzo polubiły zajęcia z wolontariuszkami i z pewnością będzie im ich brakować - przyznaje Renata Wardecka.
- Dla nas to było pierwsze doświadczenie programu European Voluntary Service w charakterze organizacji goszczącej. Już przymierzamy się do przyjęcia kolejnych wolontariuszy. Został już wysłany nowy wniosek o gościa z Białorusi. Chcielibyśmy, by jedna osoba była z Białorusi, a druga o podobnych zainteresowaniach z Włoch - zdradza Maria Kujel z Parafiady, która dowodziła zespołem reprezentacji zagranicznych podczas 22. zjazdu "Parafiada" w Warszawie.
- Zostawimy tu dużo znajomych, wolontariuszy, mentorów, ich kolegów, braci, dużo wspaniałych młodych ludzi. To na pewno będą trwałe znajomości, które będziemy podtrzymywać przez internet - stwierdziła na koniec Ola. - Niestety, nasza przygoda dobiegła już końca. Było warto - dodała Johanna.
Zdjęcia: Krzysztof Kuczyk
Wolontariat na piątkę
Na jaką ocenę ten egzamin z dorosłości zdały Ola i Johanna, wolontariuszki EVS goszczące w Polsce od listopada 2009 do lipca 2010? W czasie pobytu w Polsce, dziewczyny zajmowały się pracą z dziećmi z rodzin związanych ze Stowarzyszeniem Parafiada z obszaru warszawskich Siekierek. Po raz pierwszy wolontariuszki odwiedziliśmy w siedzibie Stowarzyszenia w marcu tego roku, by zobaczyć, jak wygląda ich praca.
- Pomagamy w środowych zajęciach pozalekcyjnych dla dzieci w Parafiadzie. Jestem zaskoczona, że dzieci mogą mieć aż tyle energii! Czasem pracujemy też w biurze Parafiady - wylicza Ukrainka Ola. Do ich cotygodniowych obowiązków należało także prowadzenie zajęć z malcami z pobliskiego domu dziecka oraz Ośrodku Interwencyji Kryzysowej. - W czasie, gdy rodzice odbywają swoje terapie, my bawimy się, śpiewany i rozmawiamy z ich dziećmi - opowiada Johanna.
Trafiliśmy na wieczorną zabawę Oli i Johanny z dziećmi polskimi oraz czeczeńskimi w liczbie około dwudziestu malców. Mimo, że wśród chłopców było wielu rozrabiających urwisów zaczepiających dziewczynki, a w sali panował wielki hałas i zamieszanie, wolontariuszki sprawnie radziły sobie z prowadzeniem spotkania. Gry integracyjne, opierając się na zabawie, służyły przełamywaniu barier językowych i kulturowych między dziećmi z różnych kultur, a mieszkających w tym samym siekierkowskim środowisku.
Ale praca wolontariuszek nie ograniczała się tylko do zajęć prowadzonych w Warszawie. Ola i Johanna wzięły udział w zimowisku dla dzieci z Parafiady w Kacwinie, dziewczyny były także opiekunkami malców na letnim parafiadowym obozie integracyjnym w Żelistrzewo koło Pucka i wzięły aktywny udział w przygotowaniach oraz pracy na "Parafiadzie", czyli 22. spotkaniu dla uczestników programów Stowarzyszenia z Polski i zagranicy.
2500 dzieci w jednym miejscu
O najważniejszym corocznym projekcie Stowarzyszenia Parafiada opowiada jedna z organizatorek, pani Natalia Mazan, przewodnicząca Centrum Informacji i Promocji Stowarzyszenia. - Nasz program wychowawczy opiera się na trzech filarach: stadion (sport), teatr (wychowanie poprzez kulturę) oraz świątynia (wychowanie poprzez duchowość). "Parafiady", to cykl imprez odbywających się w terenie, zarówno w Polsce jak i w krajach partnerskich: na Białorusi, w Rosji, Ukrainie, na Litwie oraz Łotwie. Dzieci i młodzi, których lokalne wydarzenia są najlepsze mogą tu, do Warszawy przyjechać za darmo. Zjazd taki trwa tydzień, a po nim odbywają się jeszcze dwutygodniowe obozy integracyjne - opowiada.
I tak, w lipcu 2010 roku w jednym czasie na kampus Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego zjechała się młodzież z kilku krajów. - Jest tu 2500 uczestników. Moja praca polega na tłumaczeniu z polskiego na rosyjski. Razem z Johanną pomagamy też prowadzić warsztaty taneczne, konkursy plastyczne, konkursy wiedzy. Muszę między innymi tłumaczyć testy konkursowe - opowiada Ola, wolontariuszka z Ukrainy.
Zdecydowanie większe kłopoty z komunikacją miała Niemka Johanna, która choć pochodzi z Gorlitz, czyli miasta podzielonego jedynie schengenowską granicą z Polskim Zgorzelcem, nie znała polskiego wyjeżdżając na wolontariat. Barierę językową pomiędzy dwiema wolontariuszkami niwelowała podstawowa znajomość angielskiego, za pośrednictwem którego obie dziewczyny stale się porozumiewały.
- Jeżeli chodzi o znajomość języka polskiego, sytuacja Olgi i Johanny była zupełnie inna. Olga potrafiła jeszcze przed przyjazdem porozumiewać się po polsku całkiem dobrze, dla niej więc pobyt ten pomógł w doskonaleniu języka. Była dzięki temu wielką pomocą dla Johanny w pierwszych krokach z nowym słownictwem - opowiada Renata Wardecka. I dodaje, że znajomość polskiego przez Olgę ułatwiła też pracę z dziećmi. Łatwo było wytłumaczyć, o co chodzi w danej zabawie, a dodatkowo fakt, że mogły dowiedzieć się jak dana rzecz nazywa się w obcych językach i np. nauczyć się ukraińskiej czy niemieckiej piosenki zwiększał atrakcyjność tych spotkań.
Znowu na EVS?
9-miesięczny pobyt wolontariuszek w Warszawie dobiegł już końca i 30 lipca Johanna wróciła do rodzinnego Gorlitz, a Ola do miejscowoci Kałusz na Ukrainie. Zanim opuściły Polskę, zdążyliśmy zapytać je o wrażenia i zdobyte doświadczenia. - Nauczyłyśmy się języka polskiego, poznałyśmy polską kulturę. Pierwszy raz w życiu miałyśmy okazję pracować z malutkimi dziećmi - wyliczała Ola. Dodaje jednak, że na kolejny 9-miesięczny wolontarit już by się nie zdecydowała, ponieważ chce teraz skupić na założeniu rodziny i pracy. - Gdybym jednak miała okazję jechać na kolejną Parafiadę, na 3 tygodnie, to na pewno bym się zdecydowała - dodała Ola. Jej koleżanka Johanna przyznała z kolei, że wyjazd do Polski był jedną z lepszych decyzji w jej życiu. - Gdyby było mniej pracy biurowej, a więcej praktycznej z dziećmi, to na pewno chciałabym pojechać na EVS raz jeszcze - odpowiedziała kilka lat młodsza Johanna.
Dziewczyny podkreślały też, że dzięki wolontariatowi zyskały przyjaciół rozsianych po całym świecie. A wszystko dzięki cotygodniowym spotkaniom wolontariuszy EVS w jednej z warszawskich herbaciarni, na które regularnie schodzili się młodzi ludzie z całego świata uczestniczący w programie. - To było zorganizowane w ten sposób, że na każdym stoliku była karteczka z językiem, w jakim toczy się rozmowa. Dzięki temu można było znaleźć zarówno "swoich", jak i przysiąść się do stolika angielskiego i porozmawiać z ludźmi z najdalszych zakątków - opowiadała Ola.
Czas wracać do domu
Jak pracę wolontariuszek podsumowuje Stowarzyszenie Parafiada? - Dzieci bardzo polubiły zajęcia z wolontariuszkami i z pewnością będzie im ich brakować - przyznaje Renata Wardecka.
- Dla nas to było pierwsze doświadczenie programu European Voluntary Service w charakterze organizacji goszczącej. Już przymierzamy się do przyjęcia kolejnych wolontariuszy. Został już wysłany nowy wniosek o gościa z Białorusi. Chcielibyśmy, by jedna osoba była z Białorusi, a druga o podobnych zainteresowaniach z Włoch - zdradza Maria Kujel z Parafiady, która dowodziła zespołem reprezentacji zagranicznych podczas 22. zjazdu "Parafiada" w Warszawie.
- Zostawimy tu dużo znajomych, wolontariuszy, mentorów, ich kolegów, braci, dużo wspaniałych młodych ludzi. To na pewno będą trwałe znajomości, które będziemy podtrzymywać przez internet - stwierdziła na koniec Ola. - Niestety, nasza przygoda dobiegła już końca. Było warto - dodała Johanna.
Zdjęcia: Krzysztof Kuczyk
Najczęściej czytane24 htydzień





więcej zdjęć
