Wieś po angielsku nie mówi
22.03.2011
, aktualizacja: 22.03.2011 12:14
Poziom nauczania języka obcego na wsiach jest o wiele niższy niż w miastach. Uczniowie mogą mieć problem z dostaniem się do dobrych szkół
Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej, organizacja pozarządowa prowadząca projekty wspierające polską wieś, przepytał 336 anglistów, z których połowa uczy na wsi albo w miastach poniżej 20 tys. mieszkańców.
Na co się skarżą? Większość na to, że uczniowie nie mają kontaktu z językiem obcym poza szkołą. - W mieście uczeń dodatkowo chodzi do szkoły językowej, a na wsi nie zawsze ma dostęp do internetu, gdzie może obejrzeć film czy przeczytać coś po angielsku - mówi Krzysztof Lipiński, zastępca dyrektora Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej, współautor raportu "Angielski - czyja szansa?".
Problemem są też zbyt liczne klasy. - Żeby nauka języka była efektywna, w grupie nie może być więcej niż piętnaścioro dzieci - uważa Lipiński.
Aż 71,4 proc. pytanych podkreśla, że szkoły wiejskie są słabo wyposażone - czasem nie ma nawet ksero. Ponad połowa nauczycieli pisze, że rodziców nie stać m.in. na zakup podręczników. Na dodatek szkoły na wsi muszą walczyć o nauczycieli. Kilka lat temu przekonanie magistra anglistyki do pracy w wiejskiej szkole graniczyło z cudem. Dyrektorzy proponowali pracę studentom ostatnich lat anglistyki albo czekali, aż dodatkowe kwalifikacje zdobędzie nauczyciel innego przedmiotu.
- W tym roku mam anglistę, ale wcześniej co roku był ktoś nowy - mówi dyrektorka jednego z gminnych gimnazjów. I dodaje: - W mojej szkole nauka angielskiego jest obowiązkowa od trzech lat. Jeśli uczeń nie uczył się języka obowiązkowo w podstawówce, to trudniej mu nadrobić zaległości.
Efekt? Uczniowie wiejskich gimnazjów o wiele gorzej niż ich rówieśnicy w miastach zdają test na egzaminie gimnazjalnym. A angielski wybiera 78 proc. uczniów wiejskich gimnazjów.
- Dane Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie pozostawiają wątpliwości. Wyniki uczniów ze szkół wiejskich są o 2 punkty gorsze niż rówieśników z miast do 20 tys. mieszkańców. W przypadku gimnazjalistów uczących się na wsi i w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców różnica wynosi już ponad 6 punktów - wylicza Lipiński.
A od 2012 r. wyniki z części językowej egzaminu gimnazjalnego będą uwzględniane w rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych. Drzwi dobrych liceów i techników mogą być przed dziećmi ze wsi zamknięte. - Ministerstwo Edukacji powinno opóźnić moment, od którego wynik testu z języka będzie brany pod uwagę w czasie rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych aż do likwidacji różnic w nauce angielskiego w mieście i na wsi - podkreśla Lipiński.
Resort edukacji na razie takich planów nie ma. - Nauczyciele w gimnazjach od kilku lat wiedzą, od kiedy wyniki testu z języka będą brane pod uwagę w czasie rekrutacji do liceów - mówi rzecznik MEN Grzegorz Żurawski. - Mieli czas, by przygotować uczniów. Zmniejszenie w tej chwili wymagań nie zlikwiduje różnic w poziomie nauki języka między miastem i wsią. Angielski zdawany na egzaminach zewnętrznych to jedno z założeń reformy edukacji.
Na co się skarżą? Większość na to, że uczniowie nie mają kontaktu z językiem obcym poza szkołą. - W mieście uczeń dodatkowo chodzi do szkoły językowej, a na wsi nie zawsze ma dostęp do internetu, gdzie może obejrzeć film czy przeczytać coś po angielsku - mówi Krzysztof Lipiński, zastępca dyrektora Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej, współautor raportu "Angielski - czyja szansa?".
Problemem są też zbyt liczne klasy. - Żeby nauka języka była efektywna, w grupie nie może być więcej niż piętnaścioro dzieci - uważa Lipiński.
Aż 71,4 proc. pytanych podkreśla, że szkoły wiejskie są słabo wyposażone - czasem nie ma nawet ksero. Ponad połowa nauczycieli pisze, że rodziców nie stać m.in. na zakup podręczników. Na dodatek szkoły na wsi muszą walczyć o nauczycieli. Kilka lat temu przekonanie magistra anglistyki do pracy w wiejskiej szkole graniczyło z cudem. Dyrektorzy proponowali pracę studentom ostatnich lat anglistyki albo czekali, aż dodatkowe kwalifikacje zdobędzie nauczyciel innego przedmiotu.
- W tym roku mam anglistę, ale wcześniej co roku był ktoś nowy - mówi dyrektorka jednego z gminnych gimnazjów. I dodaje: - W mojej szkole nauka angielskiego jest obowiązkowa od trzech lat. Jeśli uczeń nie uczył się języka obowiązkowo w podstawówce, to trudniej mu nadrobić zaległości.
Efekt? Uczniowie wiejskich gimnazjów o wiele gorzej niż ich rówieśnicy w miastach zdają test na egzaminie gimnazjalnym. A angielski wybiera 78 proc. uczniów wiejskich gimnazjów.
- Dane Centralnej Komisji Egzaminacyjnej nie pozostawiają wątpliwości. Wyniki uczniów ze szkół wiejskich są o 2 punkty gorsze niż rówieśników z miast do 20 tys. mieszkańców. W przypadku gimnazjalistów uczących się na wsi i w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców różnica wynosi już ponad 6 punktów - wylicza Lipiński.
A od 2012 r. wyniki z części językowej egzaminu gimnazjalnego będą uwzględniane w rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych. Drzwi dobrych liceów i techników mogą być przed dziećmi ze wsi zamknięte. - Ministerstwo Edukacji powinno opóźnić moment, od którego wynik testu z języka będzie brany pod uwagę w czasie rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych aż do likwidacji różnic w nauce angielskiego w mieście i na wsi - podkreśla Lipiński.
Resort edukacji na razie takich planów nie ma. - Nauczyciele w gimnazjach od kilku lat wiedzą, od kiedy wyniki testu z języka będą brane pod uwagę w czasie rekrutacji do liceów - mówi rzecznik MEN Grzegorz Żurawski. - Mieli czas, by przygotować uczniów. Zmniejszenie w tej chwili wymagań nie zlikwiduje różnic w poziomie nauki języka między miastem i wsią. Angielski zdawany na egzaminach zewnętrznych to jedno z założeń reformy edukacji.
Najczęściej czytane24 htydzień



