Kto i dlaczego boi się praw dziecka?

tas
23.11.2009 , aktualizacja: 01.12.2009 10:57
A A A Drukuj
W listopadzie obchodzimy 20-lecie uchwalenia Konwencji o prawach dziecka. Jest to rocznica rewolucyjnego dokumentu, w którym po raz pierwszy mówi się o prawach i wolności osobistej dziecka. Czy Polacy znają Konwencję? Na co skarżą się dzieci w kwestii przestrzegania ich praw? Rozmowa z Ewą Falkowską z UNICEF

Z okazji 20. urodzin Konwencji o prawach dziecka przed Sejmem spotkało się prawie pół tysiąca dzieci z warszawskich szkół. Fot. Dawid Parus
Nie wszyscy wiedzą, że to Polska zainicjowała powstanie Konwencji o prawach dziecka...

Zgadza się, Polska zgłosiła pierwszy projekt tego dokumentu. Do dziś na forum międzynarodowym podkreśla się zasługi współtwórcy Konwencji prof. Adama Łopatki.

Wspominany i doceniany jest również mocno Janusz Korczak, którego uważa się za prekursora praw dziecka, a duch jego myśli przebija się przez dokument.

Czy obecnie Polska odgrywa równie znaczącą rolę we wprowadzaniu tych praw w życie?

Dziś jesteśmy po prostu jednym ze 193 państw, które ratyfikowały Konwencję, czyli tzw. państwem - stroną. Poza tym trwają starania, aby Polska wycofała dwa zastrzeżenia, pod warunkiem których akceptowaliśmy ten dokument.

Pierwsze zastrzeżenie mogłoby być wycofane właściwie od razu. Nie przyjęliśmy bowiem zapisu Konwencji mówiącego, że państwo nie może rekrutować do wojska dzieci poniżej 15 roku życia. W polskim prawie granica wieku wynosi 18 lat, czyli nasze prawodawstwo w tej kwestii chroni dzieci w szerszej skali. Wedle Konwencji natomiast, jeśli prawo kraju, który ją ratyfikował, zapewnia lepszą ochronę i realizację praw niż artykuły tego dokumentu, to prawo kraju obowiązuje w pierwszej kolejności. Tym samym zastrzeżenie to nie ma żadnego uzasadnienia i nie ma sensu jego podtrzymywanie.

A to drugie zastrzeżenie?

Konwencja daje prawo dzieciom przysposobionym (czyli m.in. z domów dziecka) do poznania tożsamości swoich rodziców. Natomiast polskie zapisy pozwalają zachować je w tajemnicy i dopiero gdy młody człowiek osiągnie pełnoletniość, może dowiedzieć się, kim są jego biologiczni rodzice. Przy tym zagadnieniu nie ma już tak jednoznacznych ekspertyz, które definitywnie uzasadniałyby wycofanie przez Polskę tego zastrzeżenia. Jednak rozmawiając z osobami, które na co dzień pracują z dziećmi z domów dziecka i adoptowanymi, wiem, że jest to dla tych dzieciaków niesamowicie ważne, aby mogły poznać swoje korzenie. Takie dzieci z ogromną zaciętością szukają informacji o swoich rodzicach i cierpią, gdy uniemożliwia się im poznanie choćby podstawowych danych o swojej najbliższej, biologicznej rodzinie. Jest to im bardzo potrzebne.

Jak wygląda znajomość praw dziecka wśród Polaków?

Z przykrością muszę stwierdzić, że konwencja nie jest szeroko znana Polakom. Zdecydowanie lepiej powinni się z nią zaznajomić nauczyciele, rodzicie, no i dzieci.

To o prawach dziecka nie uczy się w szkole?

Prawa dziecka są wpisane w ustawę programową, ale kiedy rozmawiamy z młodzieżą, sporo z nich mówi, że takiej lekcji nie miało. A nawet jeśli takowa się odbyła, to w sposób bardzo teoretyczny: "w takim a takim roku powstał taki a taki dokument, a prawa te dzielimy na socjalne, ekonomiczne, polityczne". Powiem szczerze, że ja po takiej lekcji też nie wiedziałabym, co wynika z praw dziecka i co ja mogę z tą wiedzą zrobić, jak przełożyć ją na codzienne życie. Jeśli nauczyciele nie są przygotowani do przeprowadzenia takich zajęć, to niech chociaż podadzą listę instytucji, do których dzieci mogą zadzwonić i dowiedzieć się, czy dane zachowania są naruszeniem ich praw i gdzie mogą uzyskać pomoc. To już byłoby dużo.

Wśród dzieci w ogóle brakuje edukacji obywatelskiej. Młodzi ludzie powinny wiedzieć, że są obywatelami, że mają w związku z tym swoje prawa i mogą ich dochodzić. Jeśli się ich tego nie nauczy w szkole, to potem, gdy wejdą w dorosłe życie, również prawa człowieka są dla nich rzeczą abstrakcyjną, nie potrafią z nich korzystać.

Czy nauczyciele i rodzice przypadkiem nie obawiają się zapoznać młodych ludzi z ich prawami?

Bywa i tak - nauczyciele boją się, że zaznajomienie dzieci z ich prawami będzie zagrożeniem, że młodzież, kiedy stanie się świadoma swoich praw, przyjmie postawę roszczeniową. Podobnie rodzice niepokoją się, że prawa dziecka godzą w ich autorytet, zagrażają ich prawu do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. Ale to nie jest tak.

Prawa dziecka nie kolidują z prawami rodziców. Wręcz przeciwnie, uzupełniają je. Dla twórców konwencji bardzo ważna była integralność rodziny i aby to rodzicom pozostawić kwestię wychowania dzieci.

Konwencja o prawach dziecka reguluje relacje władza - dziecko, a nie rodzic - dziecko. Według niej państwo, władza może ingerować w sprawy rodzinne tylko w dwóch przypadkach - kiedy dochodzi do krzywdzenia dziecka lub do jego zaniedbania. Poza tym, Konwencja nie wtrąca się do relacji rodzinnych.

Rodzice powinni poznać prawa dziecka, bo to przecież narzędzie, które pozwala chronić ich własne dzieci. Kiedy rodzice będą wiedzieli, co Konwencja zapewnia ich dzieciom, będą mogli się domagać tych praw dla nich. Na przykład dostępu do odpowiedniej opieki medycznej, edukacji itd.

Konwencja daje dzieciom mi.in prawo do prywatności. Czy jeśli rodzic przeczyta SMSy swojej pociechy, można go posądzić o łamanie praw dziecka?

Konwencja mówi, że nikt nie ma prawa bezprawnie ingerować w prywatność dziecka. Ale przede wszystkim ma się tu na myśli szeroko rozumianą władzę. Czyli: higienistka w szkole nie może rozpowiadać, na co dziecko jest chore, nauczyciel nie powinni mówić o problemach danego młodego człowieka na forum całej klasy itd.

Podziel się

  • Kto i dlaczego boi się praw dziecka? oszolom.z.radia.maryja 23.11.09, 18:01

    O prawach dziecka media socliberalne mówią non stop a o jego obowiązkach już milczą. Te prawa dziś sa tak interpretowane że własciwie rozkładają na łopatke proces wychowawczy podważają »

  • Re: Kto i dlaczego boi się praw dziecka? em-chan 23.11.09, 20:28

    Na szacunek to trzeba sobie zasłużyć, zwłaszcza jak ma się ambicję do bycia dlaosoby młodej czy dziecka autorytetem. Nikt, nie ważne czy rodzic, czy starszy,czy duchowny, nie ma szacunku "z »

  • Nie mam nic przeciwko zaznajamianiu dzieci z ich guru133 24.11.09, 00:06

    prawami, pod warunkiem że równolegle będziemy zaznajamiać je z obowiązkami iskrupulatnie egzekwować jedno i drugie. No i jeszcze podobnie należy postąpićz rodzicami tych pociech a wówczas »