Komunikacyjny nieład, czyli rzecz o wulgaryzmach

Justyna Urbaniak
21.02.2011 , aktualizacja: 21.02.2011 13:46
A A A Drukuj
Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Ktoś kiedyś powiedział mi, że w przyzwoitym domu nie tylko nie używa się wulgaryzmów, ale także się o nich nie rozmawia. Dla mnie to zdanie tak mocno uderza w podstawy sprawnej komunikacji, że z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, obchodzonego 21 lutego, postanowiłam właśnie tę kwestię poddać głębszej refleksji.
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego - plakat
Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego - plakat
Mariusz Grzebalski (1969)
Poeta i prozaik, studiował filozofię i polonistykę w Poznaniu. Autor ośmiu tomów poetyckich, m.in.:
Mariusz Grzebalski (1969) Poeta i prozaik, studiował filozofię i polonistykę w Poznaniu. Autor ośmiu tomów poetyckich, m.in.: "Negatyw" (1994), "Widoki" (1998), "Słynne i świetne" (2004), "Niepiosenki" (2009), "Kronika zakłóceń" (2010). Laureat nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny, nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek i wielu innych. Były redaktor naczelny Ogólnopolskiego Dwutygodnika Literackiego "Nowy Nurt".
Joanna Roszak (1981)
Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa, poetka, autorka tomu
Joanna Roszak (1981) Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa, poetka, autorka tomu "Tintinnabuli" (2006), laureatka I nagrody Konkursu im. J.J. Lipskiego, publikowała m.in. w: "Liparze" (Serbia), "Pro Femina" (Serbia), "Trag" (Serbia), "Przeglądzie Polskim" (Nowy Jork), "Literaturze na Świecie", "Res Publice Nowej", "Nowych Książkach", "Odrze", "Toposie", "Zeszytach Literackich".
Bianka Rolando (1979)
Pisarka i artystka sztuk wizualnych. Absolwentka poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jej książki poetyckie to
Bianka Rolando (1979) Pisarka i artystka sztuk wizualnych. Absolwentka poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jej książki poetyckie to "Modrzewiowe korony" (2010), "Biała Książka" (2009), wyróżniony Nagrodą im. Kazimiery Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki, oraz zbiór opowiadań "Rozmówki włoskie" (2007), za który otrzymała Medal Młodej Sztuki w dziedzinie literatury.
Dyskusja o zasadności stosowania wulgaryzmów toczy się od lat i dotyczy praktycznie każdego języka. Językoznawcy więc dyskutują, tymczasem w publiczne wypowiedzi coraz częściej wdzierają się słowa niecenzuralne, budząc tym samym powszechną radość wśród odbiorców. Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur... będę jak brzytwa - to fragment rozmowy byłego premiera Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym. A to już inna, bardziej aktualna wypowiedź posła Węgrzyna na temat stroju Marzeny Wróbel, posłanki PiS: Jaki kolor ubrała jeszcze, kuźwa! Takie inwektywy w wypowiedziach publicznych mnożą się i mnożą. Niektóre z nich zyskują miano kultowych, przechodząc tym samym do kanonu językowych żarcików i ciesząc uszy kolejnych pokoleń. Ubaw po pachy.

A naukowcy podłapują i badają, bo skoro rzeczywistość jest, jaka jest - to należy ją opisać, tworząc na przykład Słownik polszczyzny rzeczywistej , składający się zaledwie z... 4 wyrazów. Za to bardzo dosadnych, i to występujących aż w 350 konfiguracjach. Twórcy tego rzeczywistego raportu próbują udowodnić, że opanowała nas niezwykła kreatywność językowa, z którą jednak po lekturze zaledwie kilku pierwszych stron zaczynamy czuć się nieswojo.

Wulgaryzmy dynamizują język. Ci, którzy uważają, że niecenzuralne słowa są niebezpieczne dla kultury, może i mają rację, ale ja zagrożenia bardziej doszukiwałabym się w użyciu wulgarnych wyrażeń, niż w samym ich istnieniu. To bowiem, że istnieją, jest od wielu wieków stanem niezmiennym, natomiast sposób, w jaki zaczynamy ich używać w mowie codziennej, coraz częściej prosi się o komentarz.

Być może z poczucia bezradności zdarza nam się siarczyście przeklnąć. Czasem to też emocje, które przecież dominując nad nami, kwestie poprawności językowej spychają na dalszy plan. Problem pojawia się wówczas, gdy poza kilkoma inwektywami nie potrafimy w sposób komunikatywny dotrzeć do naszego odbiorcy. To się zdarza również wtedy, gdy nie dostosowujemy języka do sytuacji komunikacyjnej.



W Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, który obchodzimy 21 lutego, UNESCO namawia do refleksji nad stanem naszego języka. 59 lat temu w Bangladeszu grupa studentów domagała się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego. Walka o język była wstępem do uzyskania niepodległości przez Bangladesz.

Istnieje ponad 6 tysięcy języków na całym świecie. 90 proc. z nich grozi wyginięcie. UNESCO przewiduje, że 3 tysiące z nich może zniknąć w ciągu 2-3 pokoleń. Obecnie główną przyczyną wymierania języków jest wypieranie jednych przez inne. Użytkownicy języków mniejszościowych zaczynają bowiem posługiwać się językami dominującymi, kojarzonymi z prestiżem i bogactwem. Kiedy umiera język, umiera również kultura, dlatego organizacja, ustanawiając Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego promuje wielojęzyczność i wspiera języki mniejszości narodowych.

W takim dniu warto zastanowić się nad tym, czy sposób w jaki używamy naszego języka jest tym, który chcielibyśmy uważać za właściwy. Nie jestem zwolenniczką milczenia o kwestiach oczywistych, bo wulgarne słowa wdzierają się do naszej rzeczywistości czy tego chcemy, czy nie. Dlatego stwierdzenie, że w przyzwoitym domu o wulgaryzmach się nie rozmawia, powoduje we mnie wręcz odwrotne reakcje.

Poeci Mariusz Grzebalski, Bianka Rolando i Joanna Roszak odpowiadają, jakie emocje budzi w nich Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego - komu to potrzebne?

Mariusz Grzebalski: Nam wszystkim, jak sądzę. -Takie święto buduje, ma budować świadomość, że język to coś ważnego. Istotna jest oczywiście jego podstawowa funkcja komunikacyjna, ale język buduje również tożsamość grupową czy narodową, i to na różnych poziomach, jest w pewnym sensie miernikiem tego, co nas różni od innych nacji. W języku odbija się także zdolność człowieka, grup społecznych i narodowościowych do nazywania świata, w którym one funkcjonują, czyli jego niepodległości. Nie sposób przeoczyć, że taka zdolność to jednocześnie zdolność rozumienia tego świata. Kto ją posiada, potrafi dobrze żyć. Paradoksalnie język to także medium, w którym dokonuje się dialog z "innym". W tym sensie jest to przestrzeń, w której spotykają się i zacierają różnice.

W jaki sposób poeta odbiera rzeczywistość językową?

Joanna Roszak: Poezja jest językiem-zawsze-obcym, jednorazowym, światem w znakach i dźwiękach - antidotum na łatwiznę języka. W niej spotykają się palące doświadczenie rzeczywistości i kiełznanie, zakładanie myślom wędzidła, pilnowanie wersu, szukanie nici dla słów, wsłuchiwanie się w energię języka. Andrzej Bursa pisał w jednym z moich ulubionych wierszy - wierszy o językowym doświadczaniu świata - o otwieraniu o-knonaświat. Są takie słowa, które mieszczą świat - WORLD mieści WORD. Trzeba tylko uważnie słuchać.

W dzisiejszych czasach, mam wrażenie, postępuje stale wulgaryzacja języka. Czy to zjawisko, które w jakiś sposób dotyka wierszy?

Bianka Rolando: Język ma charakter dynamiczny, poeta powinien mieć świadomość dynamiki i ukrytych możliwości języka, tym samym jego talent polega właśnie na rozwiązywaniu problemów języka, poszukiwaniu nowych metafor i konstrukcji. Trudno nabrać wytrawnego czytelnika na wulgaryzm, który sam w sobie nic nie oznacza.

„Granice mojego języka są granicami mojego świata” to zdanie Wittgensteina. Jakie są granice językowe poety?

Mariusz Grzebalski: Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie... W potocznej świadomości funkcjonuje przesąd, że poecie więcej wolno, jeśli chodzi o język. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Poezja to sztuka skrótu, metafory; to praktyka artystyczna pozwalająca przy minimalnym nakładzie słów przekazać maksimum sensów. Pisanie wierszy to w gruncie rzeczy samoograniczanie się. Żyjemy we wszechobecnym bełkocie, na przykład reklamowym, ale nie tylko. Właśnie dlatego poecie wolno mniej. Wolno mu pisać wyłącznie konieczne, "niezbędne" wiersze, takie które bełkotu nie wzmacniają. Wiersz w szczególnym sensie jest miarą naszej przytomności; miarą świadomego życia. Reasumując, granice mojego języka zaczynają się tam, gdzie zaczyna się bełkot, głupota i chamstwo. Głównie chamstwo intelektualne, które jest siłą sprawczą chamstwa językowego.

Podziel się

  • Śmieszą mnie niewulgaryzmy j-50 22.02.11, 11:50

    Upowszechnione jest u nas prześmieszne używanie wśród "wyższych skwer" określenia "pupa" - co od zawsze nazywało się u nas po prostu dupą, a potem wprowadzono określenie tyłek. Nie wiem skąd»

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku