Polska animacja w czasach Pixara

Adrian Bąk
09.02.2011 , aktualizacja: 09.02.2011 17:43
A A A Drukuj
"Włatcy Móch" - zdaniem dra Pawła Sitkiewicza zupełnie nieudana podróbka "South Parku"
Rozmowa o przeszłości i przyszłości sztuki animacji w Polsce z dr Pawłem Sitkiewiczem*, historykiem i teoretykiem animacji. Wyjaśnia w niej między innymi, dlaczego dobranocki odchodzą do lamusa, dlaczego Miś Colargol mógł być komunistą, kogo seksualnie kręcił Królik Bugs, i dlaczego jego zdaniem "Włatcy móch" są marną kopią "South Parku".
Tomasz Bagiński, Historia Polski, kadr z klipu/YouTube
Tomasz Bagiński, Historia Polski, kadr z klipu/YouTube
Tomasz Bagiński, Historia Polski, kadr z klipu/YouTube
Kadr z filmu
Kadr z filmu "Apel" Ryszarda Czekały
Zbigniew Rybczyński, laureat Oscara za animowane
Fot. Marcin Wojciechowski / AG
Zbigniew Rybczyński, laureat Oscara za animowane "Tango"
Miś Colargol
Miś Colargol
Pszczółka Maja/kadr z klipu
Pszczółka Maja/kadr z klipu
Pszczółka Maja/kadr z klipu
ZOBACZ TAKŻE
Czy ogląda Pan dobranockę na TVP?

Teraz? Nie, już nie. W dobranocce puszczane są raczej filmy animowane dla najmłodszych widzów, i to nie jest już mój świat. Nie odnajduję już w tych filmach czegoś dla siebie. Jeśli chodzi o bajki dla młodszych dzieci, to one są właśnie dobre wtedy, gdy nudzą dorosłego. Ale cały czas śledzę, co puszczane jest w TV.

A słyszał Pan o tym, że dobranocka może w ogóle zniknąć z ramówki TVP?

Tak, słyszałem. Ale to naturalny proces, nie powinniśmy się temu dziwić i lamentować! To już nie te czasy, gdy na wieczorynkę czekało się przez cały dzień, odliczało się godziny do tej 19.15. Wówczas to był rytuał - teraz takie podejście byłoby anachroniczne. Paleotelewizja odeszła już do lamusa. Przecież o każdej porze dnia i nocy dziecko ma możliwość obejrzenia gdzieś bajki - jeśli nie w TV, to na ekranie komputera. Choć to smutny proces.

Mówi się, że dziś już nie robi się takich bajek jak kiedyś, że czasy Reksia, Misia Uszatka czy Bolka i Lolka przeminęły i nie widać godnych następców. Zgadza się Pan z tą opinią?

To wynika z podejścia rodziców, z ich sentymentu do tych bajek. Odbiorcami tej polskiej klasycznej animacji z lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych byli ludzie, którzy teraz mają dzieci, a nawet wnuki. Oczywiste jest więc to, że chcą dzielić się z nimi tym, co sami zapamiętali z najlepszej strony. Ja też wolę tę klasyczną animację, na której się wychowałem. Miś Uszatek, mój idol z dzieciństwa, Pszczółka Maja, i tak dalej. Jestem zdania, że dzisiaj takie stare hity niekoniecznie kręcą młodych widzów. Wiele dzieci woli oglądać japońskie kreskówki i nie ma zmiłuj, nie można im tego zabronić. Nie zawsze próba powrotu do przeszłości jest możliwa.

Dlaczego dzieci przyciąga świat Pokemonów?

Psychologia tłumaczy to tak: jeśli dziecku pokaże się rysunek brzydki i ładny, to przeważnie wybierze ten brzydki, dlatego że brzydactwo jest fabularnie ciekawsze, a ładna plastyka oparta jest na oszczędnych środkach wyrazu i przez to trudna do przyswojenia. Podobnie jest z japońską animacją, która atakuje zmysły i od której trudno się oderwać. To jest natłok emocji, obrazów, ruchu. Zupełnie inne doświadczenie w odbiorze niż w przypadku starych kreskówek.

Nie odnosi pan wrażenia, że dzisiejsze bajki są inne niż te, na których wychowało się wcześniejsze pokolenie - bardziej dynamiczne niż kiedyś, pełne zwrotów akcji, często z dużą dozą fantastyki i przemocy. To głos ludu. Dostosowują się do współczesności?

Kino zawsze odzwierciedla to, co się dzieje w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym. Jeżeli teraz mamy kulturę impulsów, to i filmy będą atakować widza impulsami informacji, a więc taki Miś Uszatek nie ma szans się przebić w nowych realiach, bo jest zbyt wolny i zbyt nudny. Ale z drugiej strony, jak oglądam taką "Świnkę Peppę" czy "Listonosza Pata", to widzę, że ta animacja jest duszą bardzo bliska takim Misiom Uszatkom. Trzeba powiedzieć, że bajki telewizyjne muszą ulegać zmianie, bo zmianie ulega cała telewizja. To jest dość dynamiczny proces. Dziś telewizja ma być przede wszystkim rozrywką, a dla rodziców pełnić głównie funkcję elektronicznego pastucha, który dziecko zajmie na jakiś czas i przypilnuje.

Stąd takie bajki jak "Ed, Edd i Eddy". Widziałem dwa odcinki i zanotowałem: trzy stwory o odrzucającej aparycji, na okrągło plujące, obrzucające się pomidorami i używające brzydkiego słownictwa. Czy taka bajka w jakiś sposób wychowuje?

Nie, przecież wielu twórców nie ma takich ambicji, żeby ich bajki wychowywały. A często jest nawet tak, że twórcy traktują ten pierwiastek edukacyjny jako zło konieczne albo nawet wręcz przeszkodę w stworzeniu atrakcyjnego serialu dla dzieci. Animacja telewizyjna nie musi wychowywać, trzeba o tym pamiętać.

Czy jednak nie uważa Pan, że to jest odchodzenie od samej idei bajki, która powinna też czegoś uczyć?

Jestem przekonany, że powinna! Świadczyć może o tym najlepiej uniwersalność Disneyowskiego modelu kina dla całej rodziny. Symboliczną śmierć Disneya ogłaszano już wiele razy, mówiono, że jego filmy już się do niczego nie nadają, po czym one ciągle wracają. Nie da się uśmiercić tej formuły. Tradycyjna fabuła, bohaterowie, z którymi można się utożsamić, wątek dydaktyczny, wymieszanie różnych emocji. Disney wiedział, co robi. Bardzo cenię go jako twórcę i animatora.

Uważa Pan, że w taki sposób powinno się robić filmy dla dzieci? Czerpać od Disneya?

Tak sądzę. Dziecko potrzebuje filmu z morałem, potrzebuje świata w którym panuje jakiś porządek. Widać to choćby po zachowaniu dziecka, które wbrew pozorom nie lubi rodziców, którzy mu na wszystko pozwalają. Lubi czuć kto rządzi i jakie funkcje pełni w domu. Film animowany też powinien mieć zasady moralne, etyczne, gdzie zło jest karane, a dobro wynagradzane.

Lecz w dzisiejszych bajkach te granice dobra i zła się strasznie zacierają...

To prawda, ale jeżeli nie dojdzie do sytuacji, że zły zwycięża dobrego, to nie ma się o co bać.

A nie było takiej sytuacji w historii, że w bajce zło pokonuje dobro? Pan tyle tych bajek widział.

Nie przypominam sobie takiej sytuacji, choć w filmie wszystko już było, więc pewnie to też. Ale wtedy automatycznie to nie będzie twórczość dla dzieci!

Podziel się

  • 3
  • 1
  • Polska animacja w czasach Pixara gronostaj8 15.02.11, 09:35

    a nic nie napisali o Kapitanie Bombie? jedna z najlepszych polskich kreskówek ostatnich lat»

  • Pan historyk teoretyk krociech 15.02.11, 21:30

    zdaje się nie zdążył policzyć dzieci, które nie mają w Polsce ani kablówki, ani stałego łącza internetowego. Ale czego się spodziewać po teoretyku, zapewne absolwencie dobrego liceum i »

  • Panie doktorze animacji... lord_destroyer 11.05.11, 17:12

    Najpierw zalicza Pan Pszczółkę Mają do grona klasycznych animacji i stawia na piedestale z Bolkiem i Lolkiem, Reksiem, by za chwilę stwierdzić, że dziś dzieci wolą japońską »

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku