Szkolna wyprawka, czyli płać i płacz

Tomasz Zdunek - Edustacja.pl
23.08.2010 , aktualizacja: 27.08.2010 16:53
A A A Drukuj
"Moim zdaniem Ministerstwo Edukacji znalazło sobie nowy sposób prześladowania rodzin" - powiedział pan Kazimierz, gdy policzył ile musi wydać na podręczniki dla swoich dzieci.
Dla branży papierniczej, producentów podręczników czy mebli rozpoczynają się prawdziwe żniwa. W ciągu najbliższych dwóch lat rodzice pierwszoklasistów oraz szkoły wydadzą grube miliony.
Na zdjęciu: stoisko z wyprawką szkolną
Fot. Aleksander Prugar / AG
Dla branży papierniczej, producentów podręczników czy mebli rozpoczynają się prawdziwe żniwa. W ciągu najbliższych dwóch lat rodzice pierwszoklasistów oraz szkoły wydadzą grube miliony. Na zdjęciu: stoisko z wyprawką szkolną
ZOBACZ TAKŻE


Początek roku szkolnego dla wielu rodziców oznacza jedynie kolejne wydatki. Wygląda na to, że rekordowa kwota za podręczniki i podstawowe artykuły szkolne jeszcze nie padła. Według wstępnych szacunków nauczycieli w tym roku na szkolną wyprawkę będzie trzeba wydać nawet o 30 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Zatem jak zaoszczędzić na wyprawce szkolnej? Na czym można zaoszczędzić, co się przyda, a co jest zbyteczne? Na jakie wydatki powinni być przygotowani rodzice pierwszoklasistów?

Odkładamy na zeszyty

Mateusz i Ania, są małżeństwem od 8 lat.

On, informatyk, prowadzi działalność gospodarczą. Pracuje w pogotowiu komputerowym. Gdy ktoś ma problem z komputerem, dzwoni do Mateusza, a ten w ciągu kilku minut stawia się na miejscu - praca ciekawa, choć wymagająca zaangażowania. Średni dochód to 2000 zł.

Ona, psycholożka szkolna, kilka miesięcy temu wróciła do pracy. Po narodzinach dziecka, Marka, podjęła decyzję o pozostaniu w domu i opiece nad synem. Wróciła do pracy, gdy przyjęli ich syna do przedszkola. Jej dochód to 1800 zł miesięcznie.

"Wiele słyszeliśmy o wydatkach na szkolną wyprawkę. Podobno niektórzy rodzice wydają nawet po 700 zł. Sam nie wiem na co idą te pieniądze, ale wolałem się zabezpieczyć i już od maja odkładam na to wszystko" - przyznaje Mateusz.

W pierwszym semestrze mają zamiar wydać nie więcej jak 1000 zł. W kolejnym, nauczeni doświadczeniem, będą już wiedzieli na czym można zaoszczędzić, co się przyda, a co jest zbyteczne.

Jak zaoszczędzić?

Skoro posłanie dziecka do szkoły jest nieuniknione, a to wiąże się z dużymi wydatkami, już teraz warto przygotować się na ten moment. Zaoszczędzić można na wszystkim, także na szkolnej wyprawce. Jak tego dokonać? Są dwa rozwiązania: kupować po sezonie lub w sprawdzonych miejscach. W przypadku podręczników pierwsza opcja jest mało atrakcyjna. Choć ceny podręczników już pod koniec października spadają blisko o 30 proc. to jednak przez te dwa miesiące dziecko musi z czegoś się uczyć.

Dobrym rozwiązaniem są targi książek używanych, antykwariaty lub nawet zwykłe skupy makulatury. W każdym z tych miejsc można skompletować niekiedy całą listę podręczników i to za 100 zł. Natomiast jeżeli jest to nowość wydawnicza niestety trzeba zacisnąć pasa i pójść do księgarni.

Szkoła zwróci część pieniędzy z wyprawki

"Wydawnictwa podręczników szkolnych każdego roku oferują te same książki, ale w kolejnym, zmienionym wydaniu. I choć książki są podobne to zupełnie różne, więc rodzic nie ma wyjścia i musi wydać kolejne pieniądze" - mówi Andrzej Skowroński, pracownik antykwariatu "Książki świata".

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku artykułów szkolnych jak zeszyty, piórnik czy linijka. Taki asortyment najlepiej zakupić w supermarkecie, gdzie ceny są znacznie niższe. Poza tym każda z sieci supermarketów w połowie sierpnia organizuje akcję typu "radosny powrót do szkoły". W jej ramach można zakupić po wyjątkowo atrakcyjnej cenie praktycznie wszystko, co potrzebne pierwszoklasiście. Do tego warto rozłożyć zakupy w czasie i nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Niektóre przedmioty, jak tornister lub obuwie, można kupić jeszcze podczas wakacji.

Ministerstwo prześladuje rodziny wielodzietne?

Państwo Kazimierz i Aneta Malwińscy, są szczęśliwymi rodzicami czwórki dzieci: Natalii, Tomasza, Konrada i Justyny. Pan Kazimierz jest elektrykiem w państwowym Zakładzie Budowy Mostów, natomiast jego małżonka jest pielęgniarką. Gdy cztery lata temu Natalia szła do pierwszej klasy, wydali na jej wyprawkę około 350 zł. Liczyli na troszkę mniej, ale "ukochana córka tatusia" umiejętnie naciągnęła pana Kazimierza na super tornister w kolorze różowym i przepiękny kostium gimnastyczny. Gdy rok później do szkoły szykował się Tomek, już nie mógł liczyć na specjalne względy ze strony rodziców.

"Liczyliśmy, że z części książek po Natalii będzie mógł korzystać Tomek. Oczywiście programy w każdym roku nieco się różnią i zawsze coś trzeba dokupić, ale ta lista jest już nieco krótsza" - przypomina sobie pan Kazimierz.

Z listy książek powtórzyła się tylko jedna - podręcznik do plastyki. Za komplet książek państwo Malwińscy zapłacili blisko 300 zł. Do tego zeszyty, blok rysunkowy, papier kolorowy, piórnik. Wyprawka szkolna na drugie dziecko kosztowała ponad 400 zł. Nie można zapominać też o wydatkach na Natalię, która właśnie szła do drugiej klasy. Jej książki i potrzebne przybory kosztowały w sumie 350 zł.

Gdy rok temu do szkoły szykował się Konrad, pan Kazimierz przez wakacje oszczędzał na wrześniowe zakupy. Nawet zaczął się śmiać ze swojej sytuacji. Zadawał żonie pytanie: "Po czym poznać bogatego człowieka? Po trójce dzieci w szkole, z czego jedno w drodze do pierwszej klasy". Jednak żarty skończyły się z początkiem września. Po rozpoczęciu roku szkolnego, pan Kazimierz wziął ze sobą trzy listy z niezbędnymi podręcznikami dla jego dzieci i pojechał do księgarni. Przy każdej pozycji zapisywał cenę. Wrócił do domu, usiadł z żoną przy stole i oświadczył: "musimy z czegoś zrezygnować". Podręczniki dla Natalii kosztowały 370 zł, dla Tomka 320 zł, a dla Konrada 420 zł. Gdyby kupić wszystkie książki, a do tego niezbędne przybory dla każdego dziecka, państwo Malwińscy musieliby wydać ok. 1600 zł.

"Moim zdaniem Ministerstwo Edukacji znalazło sobie nowy sposób prześladowania rodzin wielodzietnych. Bo czy to jest normalne, aby każdego roku zmieniać komplet książek. Jak ja się uczyłem to miałem książki po starszym bracie, a później po mnie skorzystała jeszcze siostra. A teraz bywa i tak, że za książkę trzeba zapłacić niekiedy 70 zł, a dziecko otworzy ją zaledwie dwa razy i trzeba ją wyrzucić, bo znowu zmienił się program" - mówi oburzony pan Kazimierz.

Podziel się

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku