Jacek bez Agatki. Klasy dla chłopców i klasy dla dziewczynek
02.04.2010
, aktualizacja: 02.04.2010 12:13
Oddzielne klasy żeńskie i męskie? Jeśli tylko będą chcieli tego rodzice, mogą powstać w krakowskich podstawówkach i gimnazjach już we wrześniu.
Krakowianin Stanisław Kowal jest pedagogiem. Chce, by jego czteroletni synek chodził do klasy dla samych chłopców. Dlaczego? - Bo chłopcy i dziewczynki są równi, ale różni. Chłopcy szybciej łapią matematykę, więc ich koleżanki z klasy nabierają niesłusznego przekonania, że są w tym gorsze. Tymczasem one potrzebują tylko więcej czasu. Odwrotnie jest z językami. Tu chłopcy nie nadążają i już myślą: "Humanistki to dziewczynki". Na wspólnej edukacji zawsze ktoś traci - mówi Kowal.
W tym miesiącu o możliwości tworzenia klas męskich i żeńskich w koedukacyjnych szkołach poinformuje dyrektorów szef krakowskiego wydziału edukacji Jan Żądło. - Jestem otwarty na ten eksperyment zwłaszcza w pierwszych klasach szkół podstawowych - powiedział wczoraj "Gazecie", uzasadniając to podobnie jak Kowal.
O stworzenie męskiej i żeńskiej szkoły w Krakowie zaapelowała do prezydenta Jacka Majchrowskiego radna Małgorzata Jantos. W interpelacji przytacza wyniki badań australijskiego towarzystwa edukacyjnego, którymi objęto 270 tys. dziewcząt i chłopców: "Osoby, które ukończyły szkoły żeńskie lub męskie, na studiach osiągają znacznie lepsze wyniki niż ich koledzy i koleżanki ze szkół koedukacyjnych".
W Krakowie nie ma ani jednej żeńskiej lub męskiej szkoły. Do 2005 roku żeńską prowadziły siostry prezentki, męską do lat 90. XX wieku ojcowie pijarzy. Dziś i tu, i tu uczą się dziewczynki i chłopcy. Do koedukacji szkoły zmusił niż demograficzny.
Żądło nie pozostawia złudzeń: samorządowa szkoła niekoedukacyjna w Krakowie na razie nie powstanie. - Poza tym gdyby rzeczywiście było tak duże zainteresowanie tym typem edukacji, już dawno na rynku znaleźliby się prywatni przedsiębiorcy - mówi.
Ale klasy złożone z samych chłopców lub dziewczynek jest gotów otworzyć nawet we wrześniu tego roku: - O ile będzie na nie zapotrzebowanie.
Czy będzie? Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny "Sternik" prowadzi niekoedukacyjne szkoły w Warszawie. W podstawówce i gimnazjum dla chłopców jest w sumie 300 miejsc, dla dziewczynek tyle samo. W przedszkolu - dzieci dzielone są na grupy dopiero w zerówce - 350.
- W inny sposób przekazujemy chłopcom i dziewczynkom te same treści. Do chłopców się mówi krótko, jasno i głośno, nawet temperaturę w sali powinni mieć niższą niż dziewczynki - tłumaczy Paweł Zuchniewicz. I dodaje - Badania prowadzone na Zachodzie pokazują, że dziewczynki uczące się w żeńskich szkołach częściej niż ich koleżanki ze szkół koedukacyjnych idą na studia techniczne. Dlaczego? Bo szkoły uczące w sposób zróżnicowany ze względu na płeć nie utrwalają stereotypów: kobiety są humanistkami i interesują się kulturą, a chłopcy lubią komputery i piłkę nożną.
Sternik już prowadzi w Krakowie przedszkole, a rodzice chodzących tam dzieci myślą o założeniu podstawówki. - Osobiście jestem za koedukacją, to bardziej naturalne - komentuje Elżbieta Piwowarska, dyrektorka poradni psychologiczno-pedagogicznej w Nowej Hucie. - Jasne, że między dziewczynkami a chłopcami są różnice, ale lepiej je zacierać, niż pogłębiać poprzez separowanie. Powinni obserwować relacje między sobą, zawiązywać przyjaźnie i rozwiązywać konflikty. Z drugiej strony męskie i żeńskie szkoły sprawdzają się na całym świecie. Jeśli są chętni na taki eksperyment, nie zaszkodzi spróbować.
- Zawracanie kijem Wisły. Powrót do XVIII wieku - komentuje pomysł Artur Ławrowski, dyrektor Zespołu Szkół Integracyjnych. - Mój brat chodził do męskich pijarów, zawsze narzekał na brak przeciwnej płci i zazdrościł mi, że miałem w klasie dziewczyny.
Gabriela Olszowska, kierująca Gimnazjum nr 2, przyznaje, że koedukacja czasem przeszkadza w nauce, zwłaszcza w gimnazjum, gdy zaczynają się pierwsze miłości, ale osobnych klas męskich i żeńskich nie czuje. - Chodziłam do klas z chłopakami, nie wyobrażam sobie inaczej - mówi.
- Może to jest myśl - zastanawia się dyrektorka SP nr 85 Barbara Nowak. Chodziła do żeńskiej klasy i nie czuje się z tego powodu gorzej. - Przeszłam może szkołę spokojniej, bo nie było w niej żadnych zakochań. Nie było awantur, złości, rywalizacji. Dziś dziewczynki są bardziej niegrzeczne niż chłopcy. Z wieloma uczennicami nie da się wręcz wytrzymać. Może żeńska klasa by to zmieniła?
W tym miesiącu o możliwości tworzenia klas męskich i żeńskich w koedukacyjnych szkołach poinformuje dyrektorów szef krakowskiego wydziału edukacji Jan Żądło. - Jestem otwarty na ten eksperyment zwłaszcza w pierwszych klasach szkół podstawowych - powiedział wczoraj "Gazecie", uzasadniając to podobnie jak Kowal.
O stworzenie męskiej i żeńskiej szkoły w Krakowie zaapelowała do prezydenta Jacka Majchrowskiego radna Małgorzata Jantos. W interpelacji przytacza wyniki badań australijskiego towarzystwa edukacyjnego, którymi objęto 270 tys. dziewcząt i chłopców: "Osoby, które ukończyły szkoły żeńskie lub męskie, na studiach osiągają znacznie lepsze wyniki niż ich koledzy i koleżanki ze szkół koedukacyjnych".
W Krakowie nie ma ani jednej żeńskiej lub męskiej szkoły. Do 2005 roku żeńską prowadziły siostry prezentki, męską do lat 90. XX wieku ojcowie pijarzy. Dziś i tu, i tu uczą się dziewczynki i chłopcy. Do koedukacji szkoły zmusił niż demograficzny.
Żądło nie pozostawia złudzeń: samorządowa szkoła niekoedukacyjna w Krakowie na razie nie powstanie. - Poza tym gdyby rzeczywiście było tak duże zainteresowanie tym typem edukacji, już dawno na rynku znaleźliby się prywatni przedsiębiorcy - mówi.
Ale klasy złożone z samych chłopców lub dziewczynek jest gotów otworzyć nawet we wrześniu tego roku: - O ile będzie na nie zapotrzebowanie.
Czy będzie? Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny "Sternik" prowadzi niekoedukacyjne szkoły w Warszawie. W podstawówce i gimnazjum dla chłopców jest w sumie 300 miejsc, dla dziewczynek tyle samo. W przedszkolu - dzieci dzielone są na grupy dopiero w zerówce - 350.
- W inny sposób przekazujemy chłopcom i dziewczynkom te same treści. Do chłopców się mówi krótko, jasno i głośno, nawet temperaturę w sali powinni mieć niższą niż dziewczynki - tłumaczy Paweł Zuchniewicz. I dodaje - Badania prowadzone na Zachodzie pokazują, że dziewczynki uczące się w żeńskich szkołach częściej niż ich koleżanki ze szkół koedukacyjnych idą na studia techniczne. Dlaczego? Bo szkoły uczące w sposób zróżnicowany ze względu na płeć nie utrwalają stereotypów: kobiety są humanistkami i interesują się kulturą, a chłopcy lubią komputery i piłkę nożną.
Sternik już prowadzi w Krakowie przedszkole, a rodzice chodzących tam dzieci myślą o założeniu podstawówki. - Osobiście jestem za koedukacją, to bardziej naturalne - komentuje Elżbieta Piwowarska, dyrektorka poradni psychologiczno-pedagogicznej w Nowej Hucie. - Jasne, że między dziewczynkami a chłopcami są różnice, ale lepiej je zacierać, niż pogłębiać poprzez separowanie. Powinni obserwować relacje między sobą, zawiązywać przyjaźnie i rozwiązywać konflikty. Z drugiej strony męskie i żeńskie szkoły sprawdzają się na całym świecie. Jeśli są chętni na taki eksperyment, nie zaszkodzi spróbować.
- Zawracanie kijem Wisły. Powrót do XVIII wieku - komentuje pomysł Artur Ławrowski, dyrektor Zespołu Szkół Integracyjnych. - Mój brat chodził do męskich pijarów, zawsze narzekał na brak przeciwnej płci i zazdrościł mi, że miałem w klasie dziewczyny.
Gabriela Olszowska, kierująca Gimnazjum nr 2, przyznaje, że koedukacja czasem przeszkadza w nauce, zwłaszcza w gimnazjum, gdy zaczynają się pierwsze miłości, ale osobnych klas męskich i żeńskich nie czuje. - Chodziłam do klas z chłopakami, nie wyobrażam sobie inaczej - mówi.
- Może to jest myśl - zastanawia się dyrektorka SP nr 85 Barbara Nowak. Chodziła do żeńskiej klasy i nie czuje się z tego powodu gorzej. - Przeszłam może szkołę spokojniej, bo nie było w niej żadnych zakochań. Nie było awantur, złości, rywalizacji. Dziś dziewczynki są bardziej niegrzeczne niż chłopcy. Z wieloma uczennicami nie da się wręcz wytrzymać. Może żeńska klasa by to zmieniła?
Polecamy: Na żądanie rodziców magistrat ujawni oceny szkół
-
Jacek bez Agatki, czyli klasy dla chłopców i kl...
jerjar
02.04.10, 09:11
No nie wiem. Mój znajomy kończył ostatnią z męskich klas znanego warszawskiego liceum. Całe życie miał zaburzone relacje z kobietami, a dzisiaj jest starym, nieszczęśliwym mizoginistą.»
-
Jacek bez Agatki, czyli klasy dla chłopców i kl...
kissmygrass
02.04.10, 11:06
"Osoby, które ukończyły szkoły żeńskie lub męskie, na studiach osiągają znacznie lepsze wyniki niż ich koledzy i koleżanki ze szkół koedukacyjnych".Szkoda, że nikt nie skorelował tych »
-
Jacek bez Agatki, czyli klasy dla chłopców i kl...
chochlik5
02.04.10, 11:23
Wiek XX to znaczy w czasie II RP chodziłam w Poznaniu do 1 3 klasy szkoły powszechnej żeńskiej. Było nas w klasie około 40 dziewczat. Po przeprowadzce przeszłam do małej prywatnej szkoły »






