Naruszyli godność ucznia. Bo pomalował sprayem zaporę

Małgorzata Szlachetka
16.03.2010 , aktualizacja: 15.03.2010 18:26
A A A Drukuj
13-letniego gimnazjalistę oskarżono o pomalowanie sprayem ściany, policjanci wyprowadzili go ze szkoły i radiowozem zawieźli na przesłuchanie. Dyrekcja nie powiadomiła o sprawie rodziców chłopca. - Doszło do rażących uchybień ze strony szkoły - komentuje kuratorium oświaty.

Fot. Rafał Michałowski / AG
Policjanci z posterunku w Dębowej Kłodzie 8 lutego przyjechali do Zespołu Szkół Publicznych w Sosnowicy (powiat parczewski) i poinformowali, że muszą przesłuchać 13-letniego Bartka. - Przedstawili mi fragment ustawy, z którego miało wynikać, że uczeń nie musi być przesłuchany w obecności rodziców. I to mimo tego, że poinformowałam, że mama tego gimnazjalisty jest na terenie szkoły - tłumaczy Barbara Dorożyńska, pełniaca obowiązki dyrektora Zespołu Szkół Publicznych w Sosnowicy.

Dyrektorka nie poinformowała matki ucznia o tym co się stało, ale wezwała wychowawczynię i pedagog szkolną. W asyście policjantów poszli pod salę, w której lekcje ma klasa Bartka. Dorożyńska mówi "Gazecie", że nie widziała kto - policjant, czy nauczyciel - wyprosił chłopca z lekcji, bo jej przy tym nie było. Policjanci wyprowadzili chłopca do radiowozu, uczeń pojechał w asyście pedagog szkolnej i wychowawczyni do punktu przyjęć dzielnicowego w Sosnowicy.

- Jeden z uczniów zobaczył przez okno, że policja prowadzi mojego syna do radiowozu. Kiedy pobiegłam po wyjaśnienia do dyrektorki usłyszałam, że wszystko jest zgodne z prawem - opowiada matka Bartka.

Na posterunek dotarła, kiedy przesłuchanie jej syna już trwało. - Dziecko trzęsło się ze strachu. Przyznał się do wszystkiego, bo policjanci go zastraszyli. Nie chcieli mi też pozwolić przeczytać protokołu z zapisem jego zeznań - relacjonuje matka Bartka.

Chłopcu postawiono zarzut "umyślnego zniszczenia mienia". Chodzi o pomalowanie sprayem ściany zapory kanału Wieprz-Krzna. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy, że chodziło o obsceniczny obrazek, którego jednym z bohaterów miał być - podpisany z nazwiska - policjant. - Na posterunku usłyszałam, że wszyscy mówią, że to właśnie mój syn jest autorem rysunku. Jeden z policjantów pokazywał mi zdjęcie pomazanej ściany. Tak naprawdę nie do końca mogłam się tam czegokolwiek dopatrzyć - mówi matka Bartka. Po blisko godzinie 13-latek wrócił z matką do domu.

Andrzej Kot, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Parczewie: - Z moich informacji wynika, że to pracownik szkoły, a nie policjant wyprowadził ucznia z klasy. Nie zakuwaliśmy go w kajdanki. Spokojnie poszedł do radiowozu. Policjanci wykonywali swoje czynności zgodnie z prawem. Robili wszystko, aby nie narazić ucznia na stygmatyzację.

- Dlaczego w takim razie o przesłuchaniu nie została poinformowana matka ucznia, chociaż w tym czasie była w szkole - pytamy.

- W tym wypadku doszło nie do wykroczenia, ale przestępstwa, bo wysokość poniesionych strat przekroczyła 250 złotych. W obliczu zebranych dowodów obecność rodzica w trakcie przesłuchania nie była wskazana ze względu na dobro sprawy - tłumaczy Andrzej Kot.

Oficer prasowy dodał, że nic więcej nie może powiedzieć, bo dokumentacja została już przekazana do sądu rodzinnego.

Rodzice Bartka byli na tyle oburzeni sposobem, w jaki został potraktowany ich syn, że złożyli skargi do lubelskiego kuratorium oświaty, komendy wojewódzkiej policji, rzecznika praw dziecka oraz doniesienie do prokuratury. - Komenda przeprowadziła w tej sprawie postępowanie wyjaśniające i nie dopatrzyła się naruszeń prawa ze strony policjantów - informuje Andrzej Kot.

Zastrzeżenia do postępowania dyrektorki szkoły miało natomiast kuratorium. Kontrola przeprowadzona przez wizytatorów wykazała, że w Sosnowicy doszło do "naruszenia godności osobistej ucznia", a nauczyciele nie zapewnili Bartkowi bezpieczeństwa na terenie szkoły.

- Wszystko jest kwestią wyczucia. Na pewno matka chłopca powinna być zawiadomiona o tym, że jej syn jedzie na przesłuchanie. Poza tym, czy pomalowanie ściany sprayem jest aż takim przestępstwem? Policja zastosowała siły niewspółmierne do czynu - mówi lubelski wicekurator oświaty Bogdan Wagner. I dodaje: - Doszło w tym przypadku do rażących uchybień, zaleciliśmy, żeby szkoła natychmiast opracowała szczegółowe procedury prowadzenia zatrzymań przez policję na terenie placówki, wcześniej takich wytycznych, niestety, nie było.

Podziel się

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku