Sześciolatku idź do szkoły, by nie tracić roku

Olga Szpunar
11.03.2010 , aktualizacja: 10.03.2010 22:20
A A A Drukuj
Rodzice zaczynają zapisywać sześciolatki do krakowskich szkół! Mają rację. Zamiast buntować się przeciw reformie, która już jest, i z uporem zostawiać dzieci w przedszkolach, zacznijmy realnie myśleć, jakie pociąga to dla nas skutki
Ślubowanie klas pierwszych
Fot. Michał Łepecki / Agencja Ga
Ślubowanie klas pierwszych
SONDAŻ
Czy poślesz swoje sześcioletnie dziecko do szkoły?

Tak
Nie

Mój synek Antek urodził się w 2006 roku. W 2012 - jako sześciolatek pomaszeruje do szkoły. Współczuję - powiedział mi wczoraj dyrektor Wydziału Edukacji UMK Jan Żądło.

Wie co mówi. W 2012 r. do pierwszej klasy podstawówki może przyjść o 6 tys. więcej uczniów niż zazwyczaj (sześciolatki, które wtedy muszą obowiązkowo rozpocząć naukę razem z siedmiolatkami, których rodzice nie zdecydowali się wcześniej posłać do szkoły). Używając terminologii obowiązującej w totolotku - to będzie kumulacja. Tyle, że tym razem na pewno nikt nie wygra. Dzieci (zamiast 6 tys. ma ich być 12 tys.!) będą się tłoczyć w przepełnionych klasach, potem bić z dwa razy większą niż zazwyczaj konkurencją o miejsce w dobrym gimnazjum, liceum, wreszcie na studiach. Będą miały pod górkę od początku do końca nauki. Chyba że rodzice, którzy jeszcze mają wybór: posłać dziecko do zerówki czy do pierwszej klasy w szkole, wybiorą to drugie rozwiązanie.

"Sześciolatku nie trać roku" to akcja, którą w ubiegłym miesiącu rozpoczął krakowski magistrat. Ma namówić rodziców, by zapisywali sześciolatki do pierwszych klas. Pomijając, że Kraków ma w tym swój interes (po pierwsze: sześciolatki w szkołach zwalniają miejsca w przedszkolach, których notorycznie brakuje, po drugie: przynoszą miastu oszczędności, bo za utrzymanie dziecka w szkole płaci państwo, podczas gdy utrzymanie malucha w przedszkolu jest wyłącznie zadaniem gminy), trudno nie zgodzić się z tym hasłem. Sześciolatek, który zostaje w przedszkolu zamiast iść do szkoły, rzeczywiście traci rok. "Przerabia" w zerówce to wszystko, czego nauczył się już wcześniej w młodszej grupie. "Zerówka równa się zero nauki" alarmowaliśmy w czerwcu ubiegłego roku w "Gazecie". Wtedy Ministerstwo Edukacji ogłosiło wreszcie nową podstawę programową. Zakłada ona, że pod koniec edukacji przedszkolnej dziecko ma umieć określić kierunki, słuchać opowiadań i baśni oraz "interesować się pisaniem i czytaniem". Ale nie - jak było przez reformą - czytać i pisać. Wszystko przez to, że program powstawał przy założeniu, iż ustawa o obniżeniu wieku szkolnego wejdzie w życie i przedszkole będą kończyć dzieci pięcioletnie. Choć tak się nie stało, przygotowana wcześniej podstawa została. A to doprowadziło do absurdu.

Siedmiolatki nauczone pisać i czytać jeszcze w zerówce dziś uczą się pisać i czytać na nowo. W pierwszych klasach! Niektóre przedszkolanki z zerówek, nie mogąc pogodzić się z nową podstawą programową, uczą dzieci pisać i czytać po cichu, tak by nikt się o tym nie dowiedział. "Mamy takie tajne komplety" - powiedziała mi w zaufaniu jedna z dyrektorek. Inne zerówki trzymają się ściśle litery reformy.

Dlatego co bardziej przytomni rodzice sześciolatków - gdy tylko poznali nową podstawę - zaczęli w ostatniej chwili zapisywać sześcioletnie dzieci do podstawówek. Jeszcze przed czerwcem ubiegłego roku w przygotowanych przez magistrat ankietach taką chęć deklarowały 74 osoby. Ostatecznie 1 września przed tablicą zasiadło 188 krakowskich sześciolatków.

Urzędnicy chcą, by we wrześniu tego roku było ich 1200. Szkołom, którym uda się stworzyć klasy złożone z samych sześciolatków, obiecują pieniądze na remonty i zakupy. Tak by sale dla najmłodszych uczniów były urządzone zgodnie z wymogami reformy. Prócz przystosowanych sal dzieci mają mieć zapewnioną opiekę do godz. 16.30.

W budżecie na ten cel zarezerwowanych jest 1,5 mln zł. Jasne, że wszystko powinno być gotowe już teraz, by rodzice podejmujący decyzję nie musieli kupować kota w worku. Ale lepszy ten kot niż hamowanie dziecka w rozwoju lub narażanie go na chodzenie do szkoły w największym w historii edukacji "wyżu demograficznym".

Wiele matek i ojców już to zrozumiało. I - choć dopiero marzec - zapisują swoje sześcioletnie dzieci do pierwszych klas. W podstawówce nr 113 na liście przyszłorocznych sześcioletnich uczniów widnieje 19 nazwisk, w SP nr 47 - 28, w SP nr 26 - 11... Można boczyć się na reformę posyłającą sześciolatki do szkół. Można ją krytykować. Ale zanim zapamiętamy się w tym buncie i z tego powodu zostawimy sześciolatki w przedszkolach, zastanówmy się, jakie pociągnie to za sobą skutki.

Podziel się

  • 'stracony' rok? turpin 11.03.10, 09:07

    To doprawdy bez znaczenia, czy dzieci w tym wieku będą się czegoś 'uczyć' w szkole, czy bawić się w przedszkolu. Mądre będą mądre, głupie zostaną głupie. Na prawdziwą naukę jest czas »

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku