Szkoły będą wymyślać własne wzory świadectw
05.02.2010
, aktualizacja: 04.02.2010 19:46
Z Wawelem w tle? Z twarzą patrona? Ze zdjęciem ucznia? - ministerstwo edukacji chce, by każda szkoła opracowała własny wzór świadectwa. W Krakowie część dyrektorów już snuje wizje, jak cenzurki miałyby wyglądać. A część alarmuje: - Pojawią się podróbki!

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja
Kur, kaganek oświaty, wielki numer szkoły, po bokach ozdobne wzory - tak wygląda świadectwo dla uczniów klas I-III krakowskiej Szkoły Podstawowej nr 38 im. Bractwa Kurkowego

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja
Kur, kaganek oświaty, wielki numer szkoły, po bokach ozdobne wzory - tak wygląda świadectwo dla uczniów klas I-III krakowskiej Szkoły Podstawowej nr 38 im. Bractwa Kurkowego
Kur, kaganek oświaty, wielki numer szkoły, po bokach ozdobne wzory - tak wygląda świadectwo dla uczniów klas I-III krakowskiej Szkoły Podstawowej nr 38 im. Bractwa Kurkowego.
Na to, by szkoła miała własny wzór cenzurki, w 2000 roku musiał wydać zgodę ówczesny kurator oświaty. - Dla najmłodszych opracowaliśmy własny program nauczania, daleki od obowiązujących w szkole szablonów. Dlatego świadectwa też postanowiliśmy mieć nieszablonowe - tłumaczy dyrektorka Małgorzata Komenda. Jej podstawówka jest jedyną w Małopolsce, która zdecydowała się na własny wzór świadectwa.
Niebieskie (w podstawówkach), pomarańczowe (w gimnazjach), różowe (w liceach i technikach) - takie cenzurki od lat wydają wszystkie polskie szkoły. Drukują je u siebie w sekretariatach po wcześniejszym zakupieniu odpowiednich formularzy (około 20 gr za sztukę) w firmach akcydensowych. Są to tzw. druki ścisłego zarachowania (z ich zakupu i wydania trzeba się dokładnie rozliczyć) i jedyny szkolny dokument, na którym dyrekcja przybija okrągłą pieczątkę z orzełkiem.
Od września ma się to zmienić. Resort edukacji chce, by wspólny wzór obowiązywał jedynie świadectwa ukończenia szkoły. Tzw. świadectwa promocyjne (potwierdzające przejście ucznia z klasy do klasy) podstawówki, gimnazja i licea mają opracowywać sobie same. W zamieszczonym na stronach MEN projekcie rozporządzenia czytamy, że ma to zwiększyć samodzielność i odpowiedzialność szkół.
- A zmniejszyć biurokratyczną machinę uruchamianą przy wydawaniu tych świadectw - już cieszy się Ryszard Sikora, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 36 w Krakowie. Zauważa: - Świadectwo przejścia z klasy do klasy to dokument, który ląduje głęboko w szufladzie zaraz po wydaniu, a potem trzyma się go jedynie na pamiątkę. By go wydać uczniowi, nie ma sensu przechodzić całej procedury jak przy wystawieniu dokumentu państwowego.
Według Sikory Ministerstwo Edukacji powinno pójść jeszcze dalej w uproszczeniu wystawiania świadectw promocyjnych. Dając bowiem szkołom dowolność w zaprojektowaniu świadectwa, resort stawia pewne wymogi: wygląd cenzurki musi być zatwierdzony przez organ prowadzący, a najlepsi nadal dostają czerwony pasek. Jest też nowość. Na każdym świadectwie musi być numer PESEL ucznia, a dotychczas obowiązujące na świadectwach sformułowanie, że otrzymał on promocję decyzją rady pedagogicznej, ma zniknąć.
- Wprowadzamy PESEL, by ujednolicić dane ze świadectw z zaświadczeniami o egzaminach wydawanymi przez okręgowe komisje egzaminacyjne. Zaś informację, że uczeń jest klasyfikowany uchwałą rady pedagogicznej, uważamy za nieprecyzyjną. Uczeń przechodzi do następnej klasy za swoje oceny, a nie na mocy jakiejś uchwały - tłumaczy Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.
Wielu dyrektorów szkół nie może zrozumieć, po co resort edukacji wprowadza zmiany do czegoś, co przez lata sprawnie funkcjonowało.
Iwona Janek, dyrektorka krakowskiego Gimnazjum nr 7, boi się, że szkolne świadectwa będą fałszowane. - Uczniowie przecież zmieniają szkołę w trakcie nauki i przyjmowani są do nowych na podstawie świadectw. Dziś wiem, jak one wyglądają, i wiem, że niełatwo zdobyć ich wzór. Są dla mnie, dla rodziców i uczniów poważnym dokumentem. Za rok nie będę miała pewności, czy papier, który przedstawia mi uczeń, jest oryginalny - zauważa.
- Dyrektor, który ma wątpliwości, może poprosić poprzednią szkołę o arkusz z ocenami ucznia - rozwiewa obawy resort edukacji.
W Krakowie są już tacy, którzy myślą nad tym, jak świadectwo ich szkoły powinno wyglądać. - Na pewno umieścimy na nim patrona szkoły Krzysztofa Kieślowskiego. Ładnie będzie - snuje plany dyrektor Liceum nr XXIX Marian Krampus. Ale jednocześnie przyznaje: - Prócz tego że sobie poszalejemy estetycznie, celowości zmian nie widzę. Ministerstwo powinno zająć się ważniejszymi sprawami.
Dyrektor krakowskiego wydziału edukacji już martwi się, co będzie, jak zostanie zawalony kilkuset wzorami świadectw do zatwierdzenia. Dlatego jeśli projekt wejdzie w życie, chce zwołać zebranie wszystkich dyrektorów szkół i wspólnie opracować jeden wzór świadectwa. Dla całego Krakowa.
Na to, by szkoła miała własny wzór cenzurki, w 2000 roku musiał wydać zgodę ówczesny kurator oświaty. - Dla najmłodszych opracowaliśmy własny program nauczania, daleki od obowiązujących w szkole szablonów. Dlatego świadectwa też postanowiliśmy mieć nieszablonowe - tłumaczy dyrektorka Małgorzata Komenda. Jej podstawówka jest jedyną w Małopolsce, która zdecydowała się na własny wzór świadectwa.
Niebieskie (w podstawówkach), pomarańczowe (w gimnazjach), różowe (w liceach i technikach) - takie cenzurki od lat wydają wszystkie polskie szkoły. Drukują je u siebie w sekretariatach po wcześniejszym zakupieniu odpowiednich formularzy (około 20 gr za sztukę) w firmach akcydensowych. Są to tzw. druki ścisłego zarachowania (z ich zakupu i wydania trzeba się dokładnie rozliczyć) i jedyny szkolny dokument, na którym dyrekcja przybija okrągłą pieczątkę z orzełkiem.
Od września ma się to zmienić. Resort edukacji chce, by wspólny wzór obowiązywał jedynie świadectwa ukończenia szkoły. Tzw. świadectwa promocyjne (potwierdzające przejście ucznia z klasy do klasy) podstawówki, gimnazja i licea mają opracowywać sobie same. W zamieszczonym na stronach MEN projekcie rozporządzenia czytamy, że ma to zwiększyć samodzielność i odpowiedzialność szkół.
- A zmniejszyć biurokratyczną machinę uruchamianą przy wydawaniu tych świadectw - już cieszy się Ryszard Sikora, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 36 w Krakowie. Zauważa: - Świadectwo przejścia z klasy do klasy to dokument, który ląduje głęboko w szufladzie zaraz po wydaniu, a potem trzyma się go jedynie na pamiątkę. By go wydać uczniowi, nie ma sensu przechodzić całej procedury jak przy wystawieniu dokumentu państwowego.
Według Sikory Ministerstwo Edukacji powinno pójść jeszcze dalej w uproszczeniu wystawiania świadectw promocyjnych. Dając bowiem szkołom dowolność w zaprojektowaniu świadectwa, resort stawia pewne wymogi: wygląd cenzurki musi być zatwierdzony przez organ prowadzący, a najlepsi nadal dostają czerwony pasek. Jest też nowość. Na każdym świadectwie musi być numer PESEL ucznia, a dotychczas obowiązujące na świadectwach sformułowanie, że otrzymał on promocję decyzją rady pedagogicznej, ma zniknąć.
- Wprowadzamy PESEL, by ujednolicić dane ze świadectw z zaświadczeniami o egzaminach wydawanymi przez okręgowe komisje egzaminacyjne. Zaś informację, że uczeń jest klasyfikowany uchwałą rady pedagogicznej, uważamy za nieprecyzyjną. Uczeń przechodzi do następnej klasy za swoje oceny, a nie na mocy jakiejś uchwały - tłumaczy Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.
Wielu dyrektorów szkół nie może zrozumieć, po co resort edukacji wprowadza zmiany do czegoś, co przez lata sprawnie funkcjonowało.
Iwona Janek, dyrektorka krakowskiego Gimnazjum nr 7, boi się, że szkolne świadectwa będą fałszowane. - Uczniowie przecież zmieniają szkołę w trakcie nauki i przyjmowani są do nowych na podstawie świadectw. Dziś wiem, jak one wyglądają, i wiem, że niełatwo zdobyć ich wzór. Są dla mnie, dla rodziców i uczniów poważnym dokumentem. Za rok nie będę miała pewności, czy papier, który przedstawia mi uczeń, jest oryginalny - zauważa.
- Dyrektor, który ma wątpliwości, może poprosić poprzednią szkołę o arkusz z ocenami ucznia - rozwiewa obawy resort edukacji.
W Krakowie są już tacy, którzy myślą nad tym, jak świadectwo ich szkoły powinno wyglądać. - Na pewno umieścimy na nim patrona szkoły Krzysztofa Kieślowskiego. Ładnie będzie - snuje plany dyrektor Liceum nr XXIX Marian Krampus. Ale jednocześnie przyznaje: - Prócz tego że sobie poszalejemy estetycznie, celowości zmian nie widzę. Ministerstwo powinno zająć się ważniejszymi sprawami.
Dyrektor krakowskiego wydziału edukacji już martwi się, co będzie, jak zostanie zawalony kilkuset wzorami świadectw do zatwierdzenia. Dlatego jeśli projekt wejdzie w życie, chce zwołać zebranie wszystkich dyrektorów szkół i wspólnie opracować jeden wzór świadectwa. Dla całego Krakowa.
-
Wzory świadectw to najważniejszy problem oświaty
falco2009
09.02.10, 10:22
Poza tym jest cudownie ,nie brakuje pieniędzy, Kościół Katolicki nad wszystkim czuwa /zwłaszcza nad kasą/ więc można myśleć o duperelach.Podyskutować czy musi być orzełek czy krzyż. A z »






