Czy student jest głąbem i dlaczego aż takim

oprac. b
16.06.2009 , aktualizacja: 16.06.2009 14:33
A A A Drukuj
Fot. Paweł Kozioł / AG
Zaczęło się od wyznania wrocławskiego chemika, prof. Mikołaja Rudolfa z Wydziału Chemii UWr: - Podczas wykładu mówię wolniej, bo wiem, że większość studentów ma problemy z przyswojeniem podstawowych informacji. Poziom wiedzy osób, które przychodzą na studia, jest żałośnie niski.
Prof. Mikołaj Rudolf z Uniwersytetu Wrocławskiego
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Prof. Mikołaj Rudolf z Uniwersytetu Wrocławskiego
Uniwersytet Wrocławski
Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Uniwersytet Wrocławski
SONDAŻ
Czy zgadzasz się z opinią, że dzisiejsi studenci są głupsi niż ich starsi koledzy?

Oczywiście, z roku na rok jest coraz gorzej. Zanik szarych komórek zaczyna się już przed testem szóstoklasisty
Zawsze starym się wydaje, że kiedyś było lepiej
Wręcz przeciwnie, są mądrzejsi - nie uczą się tego, co można znaleźć w internecie
Żyjemy w czasach nieporównywalnych z wcześniejszymi

I dalej profesor wymieniał: - Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.

A czy da się co na to poradzić? Prof. Rudolf zaproponował: - Odchudzić programy nauczania, to podstawa. Należy wyeliminować testy na egzaminach oraz zastanowić się nad wprowadzeniem rozmów kwalifikacyjnych na studia. Ale nie oszukujmy się - na poprawę jakości kształcenia trzeba poczekać co najmniej jedno pokolenie - stwierdził wykładowca chemii w tekście „Na uczelnię trafiają niedouczeni kandydaci”

Poprosiliśmy wtedy Internautów o listy na temat: "Czy studenci są głąbami i czy można coś na to poradzić?". I zaczęła się dyskusja. Kto zawinił? System edukacji, przygotowujący bezrefleksyjnych półgłówków do zdawania egzaminów testowych, rodzice, społeczeństwo, uczelnie, w których coraz trudniej o Mistrza, a wykładowcy gonią z etatu na etat, czy może założenie, że każdy ma prawo studiować.

Na wypowiedzi prof. Rudolfa od razu zareagował samorząd studencki UWr: „Brak zaplecza naukowego, zbiurokratyzowana, niereformowalna struktura administracyjna uczelni czy kompletny brak kontaktu między nauczycielem akademickim a studentem (ograniczony do godzinnych konsultacji raz w tygodniu) - to wszystko może sprawić, że studentom odbiera ochotę do podjęcia jakiegokolwiek wysiłku. Jakiś przykład? Zajęcia z informatyki dla 30-osobowej grupy studentów na ośmiu komputerach z windowsem '98...” napisał rzecznik samorządu

"Prof. Mikołaj Rudolf stawia zarzuty, iż studenci robią błędy ortograficzne, nigdy nie obsługiwali urządzeń laboratoryjnych czy nie przeprowadzali doświadczeń. No cóż, nie każdy może być ekspertem w dziedzinie ortografii jak prof. Miodek czy prof. Bralczyk. To, że student nie potrafi pisać poprawnie ortograficznie, jest według pana profesora czynnikiem całkowicie go dyskwalifikującym? Czy gdyby Einstein pisał "rzułf" zamiast "żółw", byłby gorszym fizykiem? Chyba nie, bo też nie ortografia była jego domeną ” - napisał Jacek Jaruchowski

Student nie jest inteligentem

Innego zdania była Ania: „Większości moich znajomych studentów wydaje się, że jak studiują, to już znaczy, że są inteligentni. Robią się intelektualnie ospali i nic im nie można zarzucić, bo przecież właśnie zaliczyli koło z przedmiotu o nazwie, której przeciętny człowiek ani nie pozna, ani nie usłyszy w ciągu całego życia. Jeśli mam być magistrem takim samym jak studenci z mojej grupy, czyli osoby, które na III roku filologii rosyjskiej nie umiały wskazać podmiotu i orzeczenia i które nazwały mnie kujonem, bo, o dziwo, jakoś pamiętam to z podstawówki, to dzięki. Jest mi wszystko jedno - napisała Ania

O diagnozę, dlaczego nie da się zwiększyć liczby wybitnych studentów, pokusił się dr inż. Przemysław Czyryca: „Mamy więc, upraszczając, kilka procent ludzi umysłowo upośledzonych, dalej po kilkadziesiąt procent ludzi niezbyt inteligentnych, przeciętnych i ponadprzeciętnych, wreszcie kilka procent ludzi o wybitnych możliwościach intelektualnych. To czysta biologia i oszukać jej się nie da - tzw. upowszechnienie wyższego wykształcenia może się odbywać wyłącznie kosztem inflacji tytułów. Podobnie zresztą jak przeniesienie znaczącej części populacji z zawodówek do liceów musi zostać skompensowane obniżeniem poziomu matury. Niestety, realne wykształcenie nieuchronnie jest elitarne. Żaden program, nawet najlepiej ułożony, nie wykształci osobnika intelektualnie ograniczonego - stwierdził stwierdził chemik

Potwierdza to Paweł: „Niedługo będziemy mieli najwięcej magistrów (licencjat w Polsce w zasadzie powinno się dawać po maturze, bo taki poziom jest przez ten stopień naukowy reprezentowany). W pogoni za pieniędzmi następuje nawet dewaluacja zaszczytnego stopnia doktora, ponieważ państwowe uczelnie za pozwoleniem najwyższych władz otwierają niestacjonarne studia doktoranckie! Mój kolega - średniak na studiach ("leciał na samych trójach") jest teraz właśnie na takich studiach. Kryterium przyjęcia: sprostać finansowo opłatom w wysokości kilku tysięcy za semestr, znaleźć skorumpowanego promotora, który za kilka "kawałków" podpisze się pod marnej jakości kompilacją skomplikowanych tekstów innych autorów - ubolewa Paweł

Czy reglamentować edukację?

Innego zdania jest jednak prof. Mirosława Nowak-Dziemianowicz, dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu: „Organizując edukację na poziomie podstawowym, średnim czy wyższym, każdy musi odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań. Jednym z nich jest pytanie o to, czy edukacja jest wartością, do której dostęp mają wszyscy obywatele, czy dostęp ten może być jakoś reglamentowany. Edukacja może więc być dobrem dla wybranych. Wówczas potrzebne są różne formy selekcji, niedopuszczenie osób niespełniających warunków (na przykład mało zdolnych, mniej inteligentnych, gorzej wyuczonych na poprzednim etapie edukacji). Przez wiele lat taki właśnie, elitarny, chroniony egzaminami, charakter miała edukacja na poziomie wyższym. Na drodze selekcji wyłanialiśmy naszym zdaniem najlepszych, najzdolniejszych, wyposażonych sowicie w to, co dzisiaj nazywamy kapitałem społecznym, kapitałem kulturowym. Czy ta selekcja miała wiele wspólnego z faktycznymi talentami, możliwościami przyszłych studentów? Kto dał nam prawo ograniczania dostępu do edukacji, dostępu do wiedzy, dostępu do wykształcenia? Czy my, nauczyciele akademiccy, jesteśmy strażnikami wiedzy, mądrości, umiejętności? Czy naszym zadaniem jest "nie dopuszczać"? - zastanawia się pani dziekan

Gorzkie słowa nauczycieli

„Nie protestowaliśmy, gdy powstawały gimnazja, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że zgromadzenie tysiąca nastolatków w najtrudniejszym okresie życia to tykająca bomba zegarowa. Siedzimy cicho, gdy urzędnicy wpisują na listę lektur archaiczne pozycje, które pamiętają chyba z własnego dzieciństwa. Jaką wizję współczesnej literatury ma licealista, skoro jego najmłodsza lektura ma ponad 40 lat? Pozwoliliśmy się otumanić wizją umiejętności, które uczeń powinien posiadać, a zredukować prawie do zera wiedzę, która powinien zdobyć - napisała Maria, nauczyciel z 24-letnim stażem

- Myślę, że wszystko zaczyna się na długo, nim dziecko pójdzie do szkoły. Jeżeli jeszcze przed pójściem do szkoły dziecko nie nauczy się myśleć, to szkoła go tego nie nauczy. Nie chcę obwiniać rodziców, bo to nie ich wina, że społeczeństwo głupieje. To proces społeczny. Postęp cywilizacyjny decyduje o tym, że coraz mniej czytamy, coraz słabiej posługujemy się językiem, zwłaszcza na piśmie, coraz mniej ze sobą rozmawiamy i coraz mniej rozumiemy. Kolega biolog prowadził zajęcia o sinicach z uczniami, którzy wybrali biologię jako przedmiot fakultatywny. Chciał opowiedzieć anegdotę z historii o związku cesarskich Chin i sinic. Usłyszał: "Nas historia nie interesuje, to jest fakultet biologiczny" - w rozmowie z Tomaszem Wysockim powiedziała Małgorzata Smolik-Wyczałkowska, pedagog renomowanego wrocławskiego XII LO

Światełko w tunelu

„Jestem nauczycielem. I wiem, po co przychodzę do szkoły. Po to, by uczniowie, którzy spędzają ze mną trochę czasu w pracowni fizycznej, wyrośli na mądrych, światłych ludzi. Ludzi, którzy będą umieli być szczęśliwi, albowiem będą świadomi skutków swoich działań i będą umieli szukać przyczyn obserwowanych zdarzeń. Ludzi, którzy będą analizować rzeczywistość, korzystając ze zdobytych wcześniej informacji, i nie dadzą się łatwo zmanipulować. I takich, którzy z szacunkiem popatrzą na te osoby, które umieją coś innego, bowiem wiedzą, że opanowanie jakiejś umiejętności i wiedzy wymaga pracy. I tą pracę będą potrafili docenić - pisze Fizyko-astronom



Poczytaj wszystkie opinie i listy: Król jest nagi, a student niedouczony



Podziel się

  • kretynska reforma oswiaty piekny_romanek 29.06.09, 08:33

    Przywrocic poprzedni system - 8 klas podstawowki, a pozniej zawodowka, technikum albo liceum. Jak ktos ma jeszcze jakies ambicje to niech idzie dalej na studia po technikum czy liceum. Po »

  • Walczę ze szkolnictwem krokodyl_13 29.06.09, 12:39

    na trzech poziomach edukacyjnych na razie, podstawówka, gimnazjum i liceum. Oboje z mężem mamy takie wykształcenie i zainteresowania że na tym etapie jesteśmy wstanie pomóc naszym dzieciom. »

  • Z przykrością muszę się zgodzić z większością maputo19 29.06.09, 12:48

    prezentowanych tutaj opinii. Aczkolwiek pomimo braków na wcześniejszychpoziomach nauczania tj. 3-letnie gimnazjum oraz liceum, można , a nawet trzebaje zniwelować na poziomie akademickim. »

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Polub nas na Facebooku