Wyspy nowoczesności polskiego szkolnictwa
27.02.2009
, aktualizacja: 09.03.2009 15:03
Opinie dotyczące polskiej szkoły są typowo polskie. Przeważają wśród nich: narzekania, pretensje, kompleks niższości, w najlepszym wypadku politowanie. Tymczasem przynajmniej niektóre z nich przeobrażają się w nowoczesne placówki.
ZOBACZ TAKŻE
- Co podjadać podczas nauki? (27-03-09, 14:59)
- Edukacja w sieci - czy Jarosław Kaczyński miał rację? (22-06-09, 11:49)
- Wyniki egzaminu gimnazjalnego - miasta (15-06-09, 14:44)
- Strategia picia kawy (15-07-11, 12:00)
- Dieta na koncentrację (15-07-11, 12:00)
- Szkolne feng shui (18-12-08, 14:29)
- Wpływ snu na zdolności poznawcze człowieka (15-07-11, 12:00)
SERWISY
W 2006 r. w ramach badań nad rozwojem społeczeństwa informacyjnego PISA zapytano piętnastoletnich Europejczyków, czy codziennie korzystają z internetu w szkole. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało jedynie 2,5 proc. polskich uczniów, podczas gdy w Danii 20 proc., w Holandii i Austrii było to ponad 15 proc. Z czego to wynika? W 2006 r. w polskiej szkole na 100 uczniów przypadło 6 komputerów, w krajach starej unijnej piętnastki - ponad dwa razy więcej. Dostęp do internetu miało 92 proc. polskich szkół, ale tylko 23 proc. szerokopasmowy. Tymczasem w Wielkiej Brytania i Francji przed trzema laty szybkim łączem dysponowało 75 proc. szkół, a w Danii prawie wszystkie (95 proc.).
Do szkoły bez plecaka?
Jeszcze w zeszłym roku kancelaria premiera szczyciła się ambitnym programem "Komputer dla ucznia". Finansowanie projektu, w którym każdy gimnazjalista miał otrzymać notebooka, zostało jednak w tym roku ograniczone w ramach rządowych oszczędności. Ponuremu nastrojowi kryzysu nie poddaje się jednak śląski kurator oświaty. Pan Stanisław Faber wciąż chce odciążyć uczniowskie plecy. W tym celu wysłał do wybranych śląskich szkół notebooki. Kurator podkreśla, że e-podręczniki są praktycznie bez wad: nie psują wzroku, nauczyciel bezprzewodowo może połączyć się z urządzeniem ucznia i przesłać mu materiały. Notebooki nie będą odciągały od nauki, nie można na nich grać i łączyć się z internetem. W takim indywidualnym komputerze zainstalować można będzie również pomoce naukowe: tablice, atlasy, słowniki czy encyklopedie. Uczniowie będą korzystali z nich w szkole, tradycyjnych podręczników będzie trzeba używać tylko w domu.
Pilotażowy program obejmie klasy trzecie i czwarte szkół podstawowych. Pierwsze 30 komputerów wypożyczonych za darmo przez firmę Intel Technology Poland już trafiło do jednej z katowickich podstawówek.
Przeszkodą w powszechnym wprowadzeniu takiego rozwiązania do szkół są oczywiście pieniądze. Koszt jednego notebooka to 1500 zł. Dodatkowo trzeba wykupić licencje na korzystanie z treści przygotowanych przez wydawnictwa edukacyjne. Śląski kurator liczy jednak, że zainspiruje samorządy do inwestowania w tego rodzaju sprzęt.
Koniec z gąbką i kredą
Wyspą nowoczesności na mapie polskiego szkolnictwa może stać się stutysięczny Tarnów. Urząd miasta zobowiązał się wyposażyć każdą szkołę podstawową w tablicę multimedialną. Jest to elektromagnetyczny ekran, który dzięki połączeniu z komputerem i projektorem staje się interaktywnym narzędziem do prowadzenia lekcji. Reaguje zarówno na specjalny pisak, jak i na dotyk. Projektor rzuca obraz na tablicę, która w ten sposób przejmuje funkcję monitora. Pisak (lub palec) zastępuje myszkę, dzięki czemu nauczyciel nie musi podchodzić do komputera. Wszystko co na tej tablicy zostanie zapisane lub narysowane, wędruje automatycznie na twardy dysk komputera. Uczniowie nie będą więc musieli notować wszystkiego w pośpiechu. Wystarczy, że po zajęciach nauczyciel roześle pliki z zajęć na ich skrzynkę e-mailową.
Na nowej tablicy można prezentować gotowe schematy, pokazywać zdjęcia, tworzyć wykresy, wyświetlać filmy. Faktem jest, że metody audiowizualne znacząco poprawiają na jakość kształcenia. W 2004 r. w Zakładzie Dydaktyki Chemii przeprowadzono eksperyment mający sprawdzić, która z metod nauczania (tradycyjna, w pracowni komputerowej czy przy użyciu tablicy multimedialnej) jest najbardziej skuteczna. Po wyjściu z zajęć przeprowadzono test sprawdzający, ile uczestnicy zrozumieli i zapamiętali. Po lekcji z tablicą multimedialną odpowiedzi poprawne stanowiły 91-95 proc., podczas gdy uczniowie po zajęciach tradycyjnych osiągali wynik w granicach 72-79 proc.
Dodatkową zaletą używania tablic multimedialnych jest lepsza motywacja uczniów. Przynajmniej na jakiś czas słowo "tablica" przestaje kojarzyć się z niebezpieczną przestrzenią, gdzie nauczyciel znęca się nad nieszczęśnikiem.
W Tarnowie przy nowoczesnych tablicach jako pierwsi wykażą się nauczyciele przedmiotów ścisłych (matematyki, fizyki, przyrody) oraz języków obcych. Zastosują programy, z których korzystają już nauczyciele w innych krajach Unii Europejskiej (m.in. Wielkiej Brytanii i Holandii).
- Zapotrzebowanie na tablice i ich oprogramowanie wzrasta. Myślę, że w Polsce znajdujemy się w przededniu prawdziwego boomu na multimedialne narzędzia edukacyjne tego typu. Tablice interaktywne mają swoich entuzjastów i przeciwników, ale z jakichś przyczyn znajdują się w 98 proc. szkół w Anglii. Czy to przypadek? Mamy podstawy sądzić, że nie - przekonuje Ewa Prokopek z polskiego oddziału brytyjskiej firmy Accelerated Learning Systems.
Odpowiedzią firmy na trudności finansowe sektora szkół publicznych w Polsce jest specjalny sposób finansowania przedsięwzięcia. - Jesteśmy w fazie finalizowania umów z bankami, na mocy których szkoły będą mogły podpisać specjalną, preferencyjną umowę leasingową bądź ratalną. Takie rozwiązanie pozwoliłoby rozłożyć płatność na długi okres i niewielkie raty, np. złotówka za miesiąc za każdego ucznia, które nie obciążałyby zbyt mocno szkolnego budżetu. Chcemy także współpracować z samorządami, nakłaniając je do zaangażowania w ten cel środków unijnych. Nie chcemy aby tablice stały się luksusowym towarem dostępnym jedynie dla szkół prywatnych - dodaje Ewa Prokopek.
Już nie zgubisz dzienniczka
Jednym z problemów szkoły jest komunikacja na linii rodzice - szkoła. Wywiadówki są kłopotem nie tylko dla uczniów, ale również dla rodziców. Zdarza się, że trudno nawet raz w miesiącu znaleźć czas na zebranie klasowe. Co prawda nic nie zastąpi rozmowy z wychowawcą, ale część funkcji wywiadówek mogą przejąć dzienniczki on-line. Idea jest prosta. Nauczyciel po zajęciach (lub nawet w ich trakcie) loguje się na swoje konto, wpisuje nieobecności, oceny oraz ewentualne uwagi. Informacje te są od tej pory widoczne zarówno dla ucznia, jak i jego rodzica. Dodatkowo dorobek ucznia można sprawdzić, korzystając z usługi SMS.
Rynek dzienniczków internetowych dopiero się rozwija. Z tego typu usług korzysta kilkaset szkół, głównie szkoły podstawowe i gimnazja, zarówno prywatne, jak i państwowe.
- Zainteresowanie zwiększyło się w styczniu, gdy Ministerstwo Edukacji Narodowej wystosowało rozporządzenie, z którego wynika, że szkoły będą mogły prowadzić dokumentację tylko w wersji elektronicznej. - tłumaczy Marcin Iwaniec z E-dzienniki.net, jednej z firm świadczących tego typu usługi. E-dzienniki.net działają od czterech lat i prowadzą dzienniki około 30 szkół.
Młodszym serwisem jest dzienniczekucznia.pl. W sieci znajduje się od ponad roku, ale zarejestrowało się tam już 50 szkół (czyli ok. 10 000 użytkowników). Firma obsługująca portal, zauważywszy, że szkoły nie interesują się ofertą z powodu zbyt małych budżetów, po kilku miesiącach działalności zmieniła sposób finansowania przedsięwzięcia. Korzystanie z dzienniczekucznia.pl jest obecnie bezpłatne, a twórcy liczą na zyski z reklam oraz usług SMS.
- Do tej pory nie stwierdziliśmy dramatycznych prób włamań do systemu. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy na to narażeni. Nasza firma jest jednak dobrze przygotowana na taką ewentualność. Na co dzień zajmujemy się zabezpieczeniami internetowymi - zapewnia Sebastian Kubiak odpowiedzialny za projekt dzienniczekucznia.pl.
Bardziej kompleksowe rozwiązanie proponuje firma Novo SoftNet, twórca E-dziennik.com.pl.
- Kładziemy nacisk na jakość e-dziennika i poprawne wdrożenie całego systemu w działania szkoły - podkreśla Marcin Grodzicki, członek zarządu NOVO SoftNet Sp. z o.o. E-dziennik ma ułatwić, a nie skomplikować pracę nauczycieli. Przy jego pomocy o wiele szybciej powstają różnego rodzaju zestawienia roczne i semestralne. E-dziennik pomaga nawet przy drukowaniu świadectw i legitymacji. Z tej aplikacji korzysta obecnie kilkadziesiąt szkół, z czego pięć nie prowadzi już tradycyjnej dokumentacji papierowej. Co ważne, w ramach usługi firma prowadzi szkolenia dla nauczycieli i podpowiada, jak rozwiązywać problemy techniczne związane np. z infrastrukturą. Zajmuje się również wgrywaniem danych uczniów. W przygotowaniu jest nowa platforma edukacyjna: novoschool.eu. Twórcy zapowiadają, że umożliwi ona pełną informatyzacje działań szkoły (specjalny serwis dla rodziców, e-learning, itp.).
Do szkoły bez plecaka?
Jeszcze w zeszłym roku kancelaria premiera szczyciła się ambitnym programem "Komputer dla ucznia". Finansowanie projektu, w którym każdy gimnazjalista miał otrzymać notebooka, zostało jednak w tym roku ograniczone w ramach rządowych oszczędności. Ponuremu nastrojowi kryzysu nie poddaje się jednak śląski kurator oświaty. Pan Stanisław Faber wciąż chce odciążyć uczniowskie plecy. W tym celu wysłał do wybranych śląskich szkół notebooki. Kurator podkreśla, że e-podręczniki są praktycznie bez wad: nie psują wzroku, nauczyciel bezprzewodowo może połączyć się z urządzeniem ucznia i przesłać mu materiały. Notebooki nie będą odciągały od nauki, nie można na nich grać i łączyć się z internetem. W takim indywidualnym komputerze zainstalować można będzie również pomoce naukowe: tablice, atlasy, słowniki czy encyklopedie. Uczniowie będą korzystali z nich w szkole, tradycyjnych podręczników będzie trzeba używać tylko w domu.
Pilotażowy program obejmie klasy trzecie i czwarte szkół podstawowych. Pierwsze 30 komputerów wypożyczonych za darmo przez firmę Intel Technology Poland już trafiło do jednej z katowickich podstawówek.
Przeszkodą w powszechnym wprowadzeniu takiego rozwiązania do szkół są oczywiście pieniądze. Koszt jednego notebooka to 1500 zł. Dodatkowo trzeba wykupić licencje na korzystanie z treści przygotowanych przez wydawnictwa edukacyjne. Śląski kurator liczy jednak, że zainspiruje samorządy do inwestowania w tego rodzaju sprzęt.
Koniec z gąbką i kredą
Wyspą nowoczesności na mapie polskiego szkolnictwa może stać się stutysięczny Tarnów. Urząd miasta zobowiązał się wyposażyć każdą szkołę podstawową w tablicę multimedialną. Jest to elektromagnetyczny ekran, który dzięki połączeniu z komputerem i projektorem staje się interaktywnym narzędziem do prowadzenia lekcji. Reaguje zarówno na specjalny pisak, jak i na dotyk. Projektor rzuca obraz na tablicę, która w ten sposób przejmuje funkcję monitora. Pisak (lub palec) zastępuje myszkę, dzięki czemu nauczyciel nie musi podchodzić do komputera. Wszystko co na tej tablicy zostanie zapisane lub narysowane, wędruje automatycznie na twardy dysk komputera. Uczniowie nie będą więc musieli notować wszystkiego w pośpiechu. Wystarczy, że po zajęciach nauczyciel roześle pliki z zajęć na ich skrzynkę e-mailową.
Na nowej tablicy można prezentować gotowe schematy, pokazywać zdjęcia, tworzyć wykresy, wyświetlać filmy. Faktem jest, że metody audiowizualne znacząco poprawiają na jakość kształcenia. W 2004 r. w Zakładzie Dydaktyki Chemii przeprowadzono eksperyment mający sprawdzić, która z metod nauczania (tradycyjna, w pracowni komputerowej czy przy użyciu tablicy multimedialnej) jest najbardziej skuteczna. Po wyjściu z zajęć przeprowadzono test sprawdzający, ile uczestnicy zrozumieli i zapamiętali. Po lekcji z tablicą multimedialną odpowiedzi poprawne stanowiły 91-95 proc., podczas gdy uczniowie po zajęciach tradycyjnych osiągali wynik w granicach 72-79 proc.
Dodatkową zaletą używania tablic multimedialnych jest lepsza motywacja uczniów. Przynajmniej na jakiś czas słowo "tablica" przestaje kojarzyć się z niebezpieczną przestrzenią, gdzie nauczyciel znęca się nad nieszczęśnikiem.
W Tarnowie przy nowoczesnych tablicach jako pierwsi wykażą się nauczyciele przedmiotów ścisłych (matematyki, fizyki, przyrody) oraz języków obcych. Zastosują programy, z których korzystają już nauczyciele w innych krajach Unii Europejskiej (m.in. Wielkiej Brytanii i Holandii).
- Zapotrzebowanie na tablice i ich oprogramowanie wzrasta. Myślę, że w Polsce znajdujemy się w przededniu prawdziwego boomu na multimedialne narzędzia edukacyjne tego typu. Tablice interaktywne mają swoich entuzjastów i przeciwników, ale z jakichś przyczyn znajdują się w 98 proc. szkół w Anglii. Czy to przypadek? Mamy podstawy sądzić, że nie - przekonuje Ewa Prokopek z polskiego oddziału brytyjskiej firmy Accelerated Learning Systems.
Odpowiedzią firmy na trudności finansowe sektora szkół publicznych w Polsce jest specjalny sposób finansowania przedsięwzięcia. - Jesteśmy w fazie finalizowania umów z bankami, na mocy których szkoły będą mogły podpisać specjalną, preferencyjną umowę leasingową bądź ratalną. Takie rozwiązanie pozwoliłoby rozłożyć płatność na długi okres i niewielkie raty, np. złotówka za miesiąc za każdego ucznia, które nie obciążałyby zbyt mocno szkolnego budżetu. Chcemy także współpracować z samorządami, nakłaniając je do zaangażowania w ten cel środków unijnych. Nie chcemy aby tablice stały się luksusowym towarem dostępnym jedynie dla szkół prywatnych - dodaje Ewa Prokopek.
Już nie zgubisz dzienniczka
Jednym z problemów szkoły jest komunikacja na linii rodzice - szkoła. Wywiadówki są kłopotem nie tylko dla uczniów, ale również dla rodziców. Zdarza się, że trudno nawet raz w miesiącu znaleźć czas na zebranie klasowe. Co prawda nic nie zastąpi rozmowy z wychowawcą, ale część funkcji wywiadówek mogą przejąć dzienniczki on-line. Idea jest prosta. Nauczyciel po zajęciach (lub nawet w ich trakcie) loguje się na swoje konto, wpisuje nieobecności, oceny oraz ewentualne uwagi. Informacje te są od tej pory widoczne zarówno dla ucznia, jak i jego rodzica. Dodatkowo dorobek ucznia można sprawdzić, korzystając z usługi SMS.
Rynek dzienniczków internetowych dopiero się rozwija. Z tego typu usług korzysta kilkaset szkół, głównie szkoły podstawowe i gimnazja, zarówno prywatne, jak i państwowe.
- Zainteresowanie zwiększyło się w styczniu, gdy Ministerstwo Edukacji Narodowej wystosowało rozporządzenie, z którego wynika, że szkoły będą mogły prowadzić dokumentację tylko w wersji elektronicznej. - tłumaczy Marcin Iwaniec z E-dzienniki.net, jednej z firm świadczących tego typu usługi. E-dzienniki.net działają od czterech lat i prowadzą dzienniki około 30 szkół.
Młodszym serwisem jest dzienniczekucznia.pl. W sieci znajduje się od ponad roku, ale zarejestrowało się tam już 50 szkół (czyli ok. 10 000 użytkowników). Firma obsługująca portal, zauważywszy, że szkoły nie interesują się ofertą z powodu zbyt małych budżetów, po kilku miesiącach działalności zmieniła sposób finansowania przedsięwzięcia. Korzystanie z dzienniczekucznia.pl jest obecnie bezpłatne, a twórcy liczą na zyski z reklam oraz usług SMS.
- Do tej pory nie stwierdziliśmy dramatycznych prób włamań do systemu. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy na to narażeni. Nasza firma jest jednak dobrze przygotowana na taką ewentualność. Na co dzień zajmujemy się zabezpieczeniami internetowymi - zapewnia Sebastian Kubiak odpowiedzialny za projekt dzienniczekucznia.pl.
Bardziej kompleksowe rozwiązanie proponuje firma Novo SoftNet, twórca E-dziennik.com.pl.
- Kładziemy nacisk na jakość e-dziennika i poprawne wdrożenie całego systemu w działania szkoły - podkreśla Marcin Grodzicki, członek zarządu NOVO SoftNet Sp. z o.o. E-dziennik ma ułatwić, a nie skomplikować pracę nauczycieli. Przy jego pomocy o wiele szybciej powstają różnego rodzaju zestawienia roczne i semestralne. E-dziennik pomaga nawet przy drukowaniu świadectw i legitymacji. Z tej aplikacji korzysta obecnie kilkadziesiąt szkół, z czego pięć nie prowadzi już tradycyjnej dokumentacji papierowej. Co ważne, w ramach usługi firma prowadzi szkolenia dla nauczycieli i podpowiada, jak rozwiązywać problemy techniczne związane np. z infrastrukturą. Zajmuje się również wgrywaniem danych uczniów. W przygotowaniu jest nowa platforma edukacyjna: novoschool.eu. Twórcy zapowiadają, że umożliwi ona pełną informatyzacje działań szkoły (specjalny serwis dla rodziców, e-learning, itp.).
-
Wyspy nowoczesności polskiego szkolnictwa
stern82
09.03.09, 15:12
Wszystko kasakasa kasa kasa.Jak nauczyciel będzie zarabiał 3500 nettoto ja się zgłaszam.»
-
Wyspy nowoczesności polskiego szkolnictwa
tompota
09.03.09, 18:41
takie tablice multimedialne kosztuja ogromne pieniadze (np 5000zl)- polskieszkoly nie moga sobe pozwolic na takie koszty; korzysci z takiej tablicy saminimalne (w porownaniu do kosztow) na »
-
Wyspy nowoczesności polskiego szkolnictwa
aw34
10.03.09, 13:10
Dzisiejsi uczniowie nie potrafią wybrac potrzebnych informacji nawet z krótkiego tekstu. Za to funkcję kopiuj wklej mają swietnie opanowaną. Nawe tego co kopiowali i wkleili nie czytają. »





