Rozwijać - to zachęcać, a nie zmuszać
01.12.2008
, aktualizacja: 01.12.2008 16:39
W chwili narodzin dziecko jest jak biała, czysta kartka. To, czym ją zapełnimy zależy w dużej mierze od nas samych, rodziców
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Pochwała nudy (22-04-09, 00:00)
- Gestem do mnie mów (16-02-09, 00:00)
- ADHD to męska przypadłość (14-12-08, 11:00)
- Jak skutecznie odmawiać, czyli ABC asertywności (15-07-11, 12:00)
- Kropeczki geniusza - jak wychować młodego zdolnego? (15-07-11, 12:00)
- Test na inteligencję nr 1 (ogólny, 30 pytań) na rozgrzewkę (09-10-03, 00:00)
- Szkolne feng shui (18-12-08, 14:29)
Dziś wykształcenie odgrywa dużą rolę. To, jakie szkoły skończymy, iloma językami będziemy się posługiwać w przyszłości odbije się na naszej pracy, zarobkach i statusie społecznym. Od kilku lat zauważamy modę na wczesną edukację. Już kilkumiesięczne dzieci zapisujemy na dodatkowe zajęcia, kosztem ich dzieciństwa. Jak wspomagać rozwój dziecka, a nie zmuszać go do robienia czegoś, na co nie ma ochoty?
Janina Złakowska: Mam znajomą, która kilka miesięcy temu urodziła dziecko. W trakcie ciąży zaczęła uczyć się języka francuskiego. W rozmowach ze mną podkreślała, że robi to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dziecka. Żeby w przyszłości mogło lepiej i łatwiej nauczyć się tego języka.
Martyna Kaflik-Pieróg: Dziecko zaczyna słyszeć w okolicach piątego miesiąca ciąży. Opowiem, jak to było w przypadku mojej pierwszej ciąży. Mamy w domu psa, który głośno szczeka. Pamiętam, że kiedy na świecie pojawił się mój syn Albert, w ogóle nie reagował na ten hałas. Teoretycznie powinien reagować lękiem, strachem na głośne dźwięki. Inne dzieci pewnie byłyby przestraszone słysząc pierwszy raz szczekanie psa. Natomiast Albert był obyty z tym dźwiękiem. Dlatego rozumiem tę pani koleżankę. Ona robiła to nie dlatego, żeby dziecko po urodzeniu zaczęło mówić po francusku, ale żeby się osłuchało z tym językiem. Tak samo jest, kiedy czytamy dziecku na głos. Wiadomo, że ono po urodzeniu nie sięgnie od razu po książki, ale zapewne będzie mu łatwiej nauczyć się czytać. Dużo czytałam mojemu dziecku w trakcie ciąży, nie dlatego, żeby po urodzeniu zaczęło mi recytować konkretne wierszyki, ale właśnie po to, żeby się osłuchało z językiem. Teraz widzę, jak błyskawicznie łapie, to co mu czytamy. Zapamiętuje wiersze i później je powtarza. Mówi się o tym, żeby czytać dziecku pół godziny dziennie. Uważam, że im więcej tym lepiej.
Czy tak samo jest z muzyką?
- Oczywiście. Są nawet specjalne płyty z muzyka poważną, które wpływają na rozwój intelektualny dziecka. Gdy byłam w ciąży z Albertem, bardzo uważałam na to, żeby unikać miejsc, gdzie jest nadzwyczaj głośno. Wiedziałam, że to może mu się nie podobać i zakłócić jego spokój. Ale słuchałam razem z nim spokojnej i specjalnie dobranej muzyki.
Kiedy zaczęła się edukacja Alberta?
- Myślę, że już to, co działo się w ciąży było edukacją mojego syna. Fakt, że ja sama się uczyłam był początkiem nauki Alberta. Już od samego początku myślałam o tym, żeby mu pomóc, żeby wspierać jego rozwój. Natomiast pierwsze poważniejsze elementy edukacji były związane z rehabilitacją, w której mały brał udział w związku z tym, że miał wzmożone napięcie mięśniowe. Ćwiczenia, które miały za zadanie wyeliminować w późniejszym okresie problemy z nadpobudliwością psychoruchową, to był kolejny etap nauki syna. Odnoszę wrażenie, że coraz więcej dzieci bierze, nieświadomie oczywiście, udział w wyścigu szczurów, jeszcze zanim się urodzi. A to wszystko za sprawą mam, które mają własne ambicje, niekoniecznie spełnione, i chcą, żeby ich dziecko miało jak najlepszy start w życie. Już czteromiesięczne maleństwa zapisujemy na zajęcia związane z pływaniem. A około pierwszego roku życia zaprowadzamy dzieci na zajęcia adaptacyjne przed pójściem do przedszkola.
Czy to jest dobre?
- Dobre z punktu widzenia dziecka i dobre z punktu widzenia matki, w momencie, kiedy nie dzieje się to jego kosztem. Kiedy nie okazuje się, że główne hasło, które mamy w głowie to stymulacja. I robimy to po to, żeby dziecko poszło do dobrego przedszkola, dobrej szkoły, a potem na dobre studia. Nie możemy z tym przeginać już od samego początku.
To co robić?
- W wielu miastach są miejsca, gdzie można razem z dzieckiem wziąć udział w zajęciach adaptacyjnych. Zajęcia w takich miejscu polegają na tym, że dziecko ma szansę osłuchać się z muzyką, różnymi wierszykami, a przede wszystkim, że jest z innymi dziećmi. Dzisiaj spotykamy mamy, które pracują i takie, które siedzą w domu, ale zazwyczaj mamy odczucie, że nasze dzieci są cały czas same. Już nie ma tak, jak kiedyś, że pełno dzieciaków spotyka się w piaskownicy. Dlatego spotkania w ramach zajęć adaptacyjnych to właściwie jedyne miejsce, gdzie dziecko widzi inne dziecko. I to jest dla niego jak najbardziej dobre. Rozmawiałam ostatnio z moim sąsiadem, który uważa że dziecko młodsze niż 2,5 roku powinno izolować się od innych. Owszem, dziecko, mając dwa lata, nie będzie się bawić z innymi dziećmi, bo to jeszcze nie ten czas, ale sam fakt oswajania się z innymi dziećmi, sam fakt bycia obok jest dla niego jak najbardziej wskazany.
I uczy się funkcjonować w grupie. A jak rozwijać dziecko przed pójściem do przedszkola?
- Jest taki rodzaj zabawy, który nazywa się zabawą równoległą, gdzie dziecko naśladuje inne dzieci, bawi się obok. Tu nie ma pracy zespołowej. Naśladuje i uczy się od innych dzieci. Na przykład ktoś mu zabiera zabawkę i wtedy musi sobie z tym poradzić. W domu mama raczej wszystko da, a tu nagle pojawiają się inni ludzie, którzy reagują inaczej. Musi sobie poradzić z frustracją. Dla mnie to bardzo ważna sprawa. Na takich zajęciach adaptacyjnych jest kontakt z innymi mamami, jest kontakt z panią, która inaczej stawia granice niż mama. Mama najczęściej ma z tym problem, osobie obcej jest zdecydowanie łatwiej. Dziecko z każdą osobą dorosłą wytwarza sobie inny rodzaj relacji. Okazuje się w pewnym momencie, że z mamą postępuje inaczej niż z tatą. Na przykład wie, że na mamie wymusi obejrzenie bajki, a tata mu na to pozwoli. Jeżeli ma kontakt z różnymi osobami, to od każdej uczy się tego, na co może sobie pozwolić. Dlatego na przykład dziecko robi przy babci różne rzeczy, których nie robi przy mamie. Z Albertem chodzimy na zajęcia adaptacyjne. W domu jest zupełnie inny, w grupie dzieci zachowuje się zupełnie inaczej. Jest dzieckiem bardzo otwartym i widzę, że na tle grupy jest bardziej aktywny niż reszta. Uczestniczy w zajęciach wtedy, kiedy ma na to ochotę, a nie wtedy, kiedy chce tego pani. Na szczęście nie jest jedynym indywidualistą w grupie. Większość dzieci siedzi i wykonuje polecenia pani, a cześć przyłącza się do zabaw, które właśnie wymyślił mój syn. Staram się wtedy tłumaczyć, że to jest jak w życiu. Sukces osiągają nie te osoby, które wtapiają się w tłum i robią to, co wszyscy, ale te, które zachowują się inaczej, które wychodzą przed tłum.
>
Jestem zmęczona. Miałam ciężki dzień, a tu jeszcze dziecko chce, żebym się z nim bawiła. Wtedy włączam telewizor.
- Jestem przeciwniczką telewizji. Są rodzice, którzy sadzają dziecko przed telewizorem, bo nie mają ochoty zrobić czegoś więcej. Na szczęście są też tacy, którzy zabierają dziecko poza dom, do parku, na plac zabaw, by poznawało coś nowego. Badania pokazują, że dzieci z ADHD w ogóle nie powinny oglądać telewizji, bo tam się za dużo dzieje. Jeżeli dziecko już poznało telewizję, to bardzo ważne jest, żeby ją ograniczyć do minimum. Telewizja jest interesująca dla dziecka, ponieważ jest kolorowa, dynamiczna i ciągle zmieniają się obrazy. Dla dziecka dwuletniego, pół godziny przed telewizorem to jest maksimum. Niestety czasami idziemy na łatwiznę, chcemy odpocząć, więc sadzamy dziecko przed telewizorem. Pamiętajmy, że dla prawidłowego rozwoju pociechy podstawową zasadą jest wspólne przebywanie. Ale też specyficzne: nie 24 h/dobę, nie na zasadzie "nie spuszczam dziecka z oka, bo stanie mu się krzywda". W ten sposób pokazujemy dziecku, że całe nasze życie kręci się wokół niego. A przecież tak nie jest i nawet nie może być. Musimy być troszkę obok. Powinniśmy pozwalać uczestniczyć dziecku w takich pracach jak sprzątanie czy gotowanie. Zapraszajmy je do udziału w pracach domowych. Moje dziecko na przykład robi naleśniki.
Dwulatek robi naleśniki?
- Tak. Jak mówię, że będziemy robić naleśniki, to Albert wyciąga z szafki miskę, mikser, olej. Mówi co jest potrzebne do tego, żeby zrobić ciasto i robimy naleśniki. Bardzo często rodzice boją się brudu. Dlatego unikają gotowania z dzieckiem. Wszystkie mamy powinny poradzić sobie ze strachem, że dziecko rozsypie mąkę i pozwolić mu uczestniczyć w życiu, które toczy się w kuchni.
Kolejna kwestia to pozwolić dziecku bawić się samodzielnie. Jeżeli ciągle będziemy mu proponować zabawy i mówić co ma robić, ono nigdy nie nauczy bawić się samodzielnie. Na zajęciach spotkałam ostatnio mamę, która ma prawie dwuletnie dziecko i cały czas nie spuszcza go z oka. Boi się, że zrobi sobie krzywdę. Jest z nim w każdej chwili, poza tymi, w których maluch śpi. Moje dziecko zjechało ze schodów na pupie w momencie, kiedy ja i mój mąż patrzyliśmy na nie. Nie jesteśmy w stanie ochronić go przed wszystkimi sytuacjami. Naszym zadaniem jest pokazać, jak sobie poradzić np. z upadkiem. U moich znajomych podpatrzyłam taką oto reakcję - gdy ich dziecko upada mówią: o jaki piękny zajączek. Tym samym uczą je, że przewrócenie się, to nie jest nic strasznego. Dziecko nie rodzi się z lękiem, dziecko uczy się bać od nas. Kolejny przykład: dziecko podchodzi do pieska i wtedy rodzice mówią, nie bój się pieska. Dziecku to "nie" umyka i ma zostaje wyraźny przekaz bój się pieska. Później rodzice się dziwią, że ich dziecko boi się psa. A boi się dlatego, że usłyszało, że ma się bać. Takich przykładów jest wiele.
Janina Złakowska: Mam znajomą, która kilka miesięcy temu urodziła dziecko. W trakcie ciąży zaczęła uczyć się języka francuskiego. W rozmowach ze mną podkreślała, że robi to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dziecka. Żeby w przyszłości mogło lepiej i łatwiej nauczyć się tego języka.
Martyna Kaflik-Pieróg: Dziecko zaczyna słyszeć w okolicach piątego miesiąca ciąży. Opowiem, jak to było w przypadku mojej pierwszej ciąży. Mamy w domu psa, który głośno szczeka. Pamiętam, że kiedy na świecie pojawił się mój syn Albert, w ogóle nie reagował na ten hałas. Teoretycznie powinien reagować lękiem, strachem na głośne dźwięki. Inne dzieci pewnie byłyby przestraszone słysząc pierwszy raz szczekanie psa. Natomiast Albert był obyty z tym dźwiękiem. Dlatego rozumiem tę pani koleżankę. Ona robiła to nie dlatego, żeby dziecko po urodzeniu zaczęło mówić po francusku, ale żeby się osłuchało z tym językiem. Tak samo jest, kiedy czytamy dziecku na głos. Wiadomo, że ono po urodzeniu nie sięgnie od razu po książki, ale zapewne będzie mu łatwiej nauczyć się czytać. Dużo czytałam mojemu dziecku w trakcie ciąży, nie dlatego, żeby po urodzeniu zaczęło mi recytować konkretne wierszyki, ale właśnie po to, żeby się osłuchało z językiem. Teraz widzę, jak błyskawicznie łapie, to co mu czytamy. Zapamiętuje wiersze i później je powtarza. Mówi się o tym, żeby czytać dziecku pół godziny dziennie. Uważam, że im więcej tym lepiej.
Czy tak samo jest z muzyką?
- Oczywiście. Są nawet specjalne płyty z muzyka poważną, które wpływają na rozwój intelektualny dziecka. Gdy byłam w ciąży z Albertem, bardzo uważałam na to, żeby unikać miejsc, gdzie jest nadzwyczaj głośno. Wiedziałam, że to może mu się nie podobać i zakłócić jego spokój. Ale słuchałam razem z nim spokojnej i specjalnie dobranej muzyki.
Kiedy zaczęła się edukacja Alberta?
- Myślę, że już to, co działo się w ciąży było edukacją mojego syna. Fakt, że ja sama się uczyłam był początkiem nauki Alberta. Już od samego początku myślałam o tym, żeby mu pomóc, żeby wspierać jego rozwój. Natomiast pierwsze poważniejsze elementy edukacji były związane z rehabilitacją, w której mały brał udział w związku z tym, że miał wzmożone napięcie mięśniowe. Ćwiczenia, które miały za zadanie wyeliminować w późniejszym okresie problemy z nadpobudliwością psychoruchową, to był kolejny etap nauki syna. Odnoszę wrażenie, że coraz więcej dzieci bierze, nieświadomie oczywiście, udział w wyścigu szczurów, jeszcze zanim się urodzi. A to wszystko za sprawą mam, które mają własne ambicje, niekoniecznie spełnione, i chcą, żeby ich dziecko miało jak najlepszy start w życie. Już czteromiesięczne maleństwa zapisujemy na zajęcia związane z pływaniem. A około pierwszego roku życia zaprowadzamy dzieci na zajęcia adaptacyjne przed pójściem do przedszkola.
Oceń predyspozycje swojego dziecka
>Czy to jest dobre?
- Dobre z punktu widzenia dziecka i dobre z punktu widzenia matki, w momencie, kiedy nie dzieje się to jego kosztem. Kiedy nie okazuje się, że główne hasło, które mamy w głowie to stymulacja. I robimy to po to, żeby dziecko poszło do dobrego przedszkola, dobrej szkoły, a potem na dobre studia. Nie możemy z tym przeginać już od samego początku.
To co robić?
- W wielu miastach są miejsca, gdzie można razem z dzieckiem wziąć udział w zajęciach adaptacyjnych. Zajęcia w takich miejscu polegają na tym, że dziecko ma szansę osłuchać się z muzyką, różnymi wierszykami, a przede wszystkim, że jest z innymi dziećmi. Dzisiaj spotykamy mamy, które pracują i takie, które siedzą w domu, ale zazwyczaj mamy odczucie, że nasze dzieci są cały czas same. Już nie ma tak, jak kiedyś, że pełno dzieciaków spotyka się w piaskownicy. Dlatego spotkania w ramach zajęć adaptacyjnych to właściwie jedyne miejsce, gdzie dziecko widzi inne dziecko. I to jest dla niego jak najbardziej dobre. Rozmawiałam ostatnio z moim sąsiadem, który uważa że dziecko młodsze niż 2,5 roku powinno izolować się od innych. Owszem, dziecko, mając dwa lata, nie będzie się bawić z innymi dziećmi, bo to jeszcze nie ten czas, ale sam fakt oswajania się z innymi dziećmi, sam fakt bycia obok jest dla niego jak najbardziej wskazany.
I uczy się funkcjonować w grupie. A jak rozwijać dziecko przed pójściem do przedszkola?
- Jest taki rodzaj zabawy, który nazywa się zabawą równoległą, gdzie dziecko naśladuje inne dzieci, bawi się obok. Tu nie ma pracy zespołowej. Naśladuje i uczy się od innych dzieci. Na przykład ktoś mu zabiera zabawkę i wtedy musi sobie z tym poradzić. W domu mama raczej wszystko da, a tu nagle pojawiają się inni ludzie, którzy reagują inaczej. Musi sobie poradzić z frustracją. Dla mnie to bardzo ważna sprawa. Na takich zajęciach adaptacyjnych jest kontakt z innymi mamami, jest kontakt z panią, która inaczej stawia granice niż mama. Mama najczęściej ma z tym problem, osobie obcej jest zdecydowanie łatwiej. Dziecko z każdą osobą dorosłą wytwarza sobie inny rodzaj relacji. Okazuje się w pewnym momencie, że z mamą postępuje inaczej niż z tatą. Na przykład wie, że na mamie wymusi obejrzenie bajki, a tata mu na to pozwoli. Jeżeli ma kontakt z różnymi osobami, to od każdej uczy się tego, na co może sobie pozwolić. Dlatego na przykład dziecko robi przy babci różne rzeczy, których nie robi przy mamie. Z Albertem chodzimy na zajęcia adaptacyjne. W domu jest zupełnie inny, w grupie dzieci zachowuje się zupełnie inaczej. Jest dzieckiem bardzo otwartym i widzę, że na tle grupy jest bardziej aktywny niż reszta. Uczestniczy w zajęciach wtedy, kiedy ma na to ochotę, a nie wtedy, kiedy chce tego pani. Na szczęście nie jest jedynym indywidualistą w grupie. Większość dzieci siedzi i wykonuje polecenia pani, a cześć przyłącza się do zabaw, które właśnie wymyślił mój syn. Staram się wtedy tłumaczyć, że to jest jak w życiu. Sukces osiągają nie te osoby, które wtapiają się w tłum i robią to, co wszyscy, ale te, które zachowują się inaczej, które wychodzą przed tłum.
>
Jestem zmęczona. Miałam ciężki dzień, a tu jeszcze dziecko chce, żebym się z nim bawiła. Wtedy włączam telewizor.
- Jestem przeciwniczką telewizji. Są rodzice, którzy sadzają dziecko przed telewizorem, bo nie mają ochoty zrobić czegoś więcej. Na szczęście są też tacy, którzy zabierają dziecko poza dom, do parku, na plac zabaw, by poznawało coś nowego. Badania pokazują, że dzieci z ADHD w ogóle nie powinny oglądać telewizji, bo tam się za dużo dzieje. Jeżeli dziecko już poznało telewizję, to bardzo ważne jest, żeby ją ograniczyć do minimum. Telewizja jest interesująca dla dziecka, ponieważ jest kolorowa, dynamiczna i ciągle zmieniają się obrazy. Dla dziecka dwuletniego, pół godziny przed telewizorem to jest maksimum. Niestety czasami idziemy na łatwiznę, chcemy odpocząć, więc sadzamy dziecko przed telewizorem. Pamiętajmy, że dla prawidłowego rozwoju pociechy podstawową zasadą jest wspólne przebywanie. Ale też specyficzne: nie 24 h/dobę, nie na zasadzie "nie spuszczam dziecka z oka, bo stanie mu się krzywda". W ten sposób pokazujemy dziecku, że całe nasze życie kręci się wokół niego. A przecież tak nie jest i nawet nie może być. Musimy być troszkę obok. Powinniśmy pozwalać uczestniczyć dziecku w takich pracach jak sprzątanie czy gotowanie. Zapraszajmy je do udziału w pracach domowych. Moje dziecko na przykład robi naleśniki.
Dwulatek robi naleśniki?
- Tak. Jak mówię, że będziemy robić naleśniki, to Albert wyciąga z szafki miskę, mikser, olej. Mówi co jest potrzebne do tego, żeby zrobić ciasto i robimy naleśniki. Bardzo często rodzice boją się brudu. Dlatego unikają gotowania z dzieckiem. Wszystkie mamy powinny poradzić sobie ze strachem, że dziecko rozsypie mąkę i pozwolić mu uczestniczyć w życiu, które toczy się w kuchni.
Kolejna kwestia to pozwolić dziecku bawić się samodzielnie. Jeżeli ciągle będziemy mu proponować zabawy i mówić co ma robić, ono nigdy nie nauczy bawić się samodzielnie. Na zajęciach spotkałam ostatnio mamę, która ma prawie dwuletnie dziecko i cały czas nie spuszcza go z oka. Boi się, że zrobi sobie krzywdę. Jest z nim w każdej chwili, poza tymi, w których maluch śpi. Moje dziecko zjechało ze schodów na pupie w momencie, kiedy ja i mój mąż patrzyliśmy na nie. Nie jesteśmy w stanie ochronić go przed wszystkimi sytuacjami. Naszym zadaniem jest pokazać, jak sobie poradzić np. z upadkiem. U moich znajomych podpatrzyłam taką oto reakcję - gdy ich dziecko upada mówią: o jaki piękny zajączek. Tym samym uczą je, że przewrócenie się, to nie jest nic strasznego. Dziecko nie rodzi się z lękiem, dziecko uczy się bać od nas. Kolejny przykład: dziecko podchodzi do pieska i wtedy rodzice mówią, nie bój się pieska. Dziecku to "nie" umyka i ma zostaje wyraźny przekaz bój się pieska. Później rodzice się dziwią, że ich dziecko boi się psa. A boi się dlatego, że usłyszało, że ma się bać. Takich przykładów jest wiele.
Od kilku lat modne jest zapisywanie dzieci na różnego rodzaju zajęcia dodatkowe. To już prawie norma, żeby dziecko pobierało lekcje rysunku, gry na pianinie czy uczyło się angielskiego. Jak znaleźć złoty środek?
- Jeżeli zauważamy, że nasze dziecko fajnie się rusza, to możemy je zapisać na zajęcia rytmiczne. Tyle że większości rodziców to nie wystarcza. Gdzieś tam usłyszeliśmy o zajęciach z rysunku, to jetam zapisujemy, po drodze jeszcze angielski, a skoro teraz już wszyscy znają angielski, to dodatkowo jeszcze fundujemy mu kurs francuskiego. Ważny jest też ruch, więc jeszcze wypełniamy grafik dziecka zajęciami na basenie. To wszystko jest dobre, ale nie możemy zapomnieć, że to jeszcze dziecko. Jeżeli wiemy, że dziecko będzie się uczyło poprzez zabawę, to już nawet z dwulatkiem można pójść na dodatkowe zajęcia np. na angielski metodą Helen Doron.
Ale musimy znaleźć złoty środek. Żeby nie było tak, że nasz trzylatek idzie do przedszkola i jest tam do 15, a potem jeszcze fundujemy mu kilka innych aktywności. Nie możemy też dopuścić do tego, żeby sześcio-, siedmiolatek, który idzie do szkoły, miał zapełnione dodatkowymi zajęciami całe popołudnie. Ponieważ wiemy, że to jest czas, kiedy dziecko chłonie najwięcej, to staramy mu się zapełnić cały dzień różnego rodzaju zajęciami dodatkowymi. Musimy zdawać sobie sprawę, że dziecko w tym wieku skupia uwagę przez maksymalnie dwie godziny. A poza tym, kiedy takie dziecko ma czas na dzieciństwo? Myślę, że jeżeli dziecko jest w przedszkolu, w którym już i tak dużo się dzieje, to aktywności zupełnie wystarczy.
Dziecko interesuje się samochodami, a my chcemy żeby w przyszłości było lekarzem. I podsuwamy mu stetoskop, termometr...
- Bierzmy pod uwagę to, czym dziecko się interesuje, a czym nie. Jeżeli mamy pomysł, że będziemy z dzieckiem układać puzzle, to fajnie, pod warunkiem, że ono ma na nie ochotę. Nie zmusimy dwulatka do układania puzzli, jeśli nie ma on na to ochoty. Od samego początku podążajmy za jego preferencjami. Nie wymyślajmy sobie, że przez pół godziny dziennie będziemy układać puzzle, czytać i robić coś tam jeszcze. Idźmy za nim, a nie za naszymi pomysłami. Albert interesuje się teraz koparkami i różnymi budowlanymi zabawkami, ale to nie oznacza, że będzie budowlańcem, jak dorośnie, choć oczywiście może tak się stać. Jako jego matka wolałabym, żeby zaczął układać klocki. Tylko, że jego to nie interesuje. Na konkretne zainteresowania przyjdzie czas. Szkoła podstawowa i gimnazjum pokażą, czym tak naprawdę interesuje się nasze dziecko. Proszę zauważyć, że wiele osób myśli w liceum o pójściu na jakiś kierunek, a w ostatniej klasie robi całkowity zwrot i zmienia swoje zainteresowania. Niestety, jeszcze teraz rodzice wybierają studia. Mówią: "zapłacę za studia, pod warunkiem, że pójdziesz na medycynę, a nie ASP". I później mamy lekarzy, którzy zupełnie tego nie czują, ponieważ zostali zmuszeni do zawodu. Decydując o wyborze szkoły, posyłając dziecko na takie zajęcia, na jakie chcemy, żeby chodziło, chodząc za nim krok w krok, po to, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, ograniczamy wolność dziecka. Nie dajemy mu możliwości dokonywania wyborów.
Edukację dziecka możemy rozpocząć jeszcze na etapie prenatalnym. A hasło "stymulacja" niech nie będzie naszym hasłem przewodnim. Żebyśmy sami nie wkroczyli w wyścig szczurów i żebyśmy nie wepchnęli w to swojego dziecka. Pamiętajmy, że dla dziecka najważniejsze jest dzieciństwo, a nie nasze ambicje i chęć zaplanowania mu jak najlepszego startu w życie. Bardzo bliskie są mi słowa, że dziecko rodzi się jako czysta biała kartka i w dużej mierze jest takie, jakim my go nauczymy być. To my wpływamy na to, jakie będzie nasze dziecko.
- Jeżeli zauważamy, że nasze dziecko fajnie się rusza, to możemy je zapisać na zajęcia rytmiczne. Tyle że większości rodziców to nie wystarcza. Gdzieś tam usłyszeliśmy o zajęciach z rysunku, to jetam zapisujemy, po drodze jeszcze angielski, a skoro teraz już wszyscy znają angielski, to dodatkowo jeszcze fundujemy mu kurs francuskiego. Ważny jest też ruch, więc jeszcze wypełniamy grafik dziecka zajęciami na basenie. To wszystko jest dobre, ale nie możemy zapomnieć, że to jeszcze dziecko. Jeżeli wiemy, że dziecko będzie się uczyło poprzez zabawę, to już nawet z dwulatkiem można pójść na dodatkowe zajęcia np. na angielski metodą Helen Doron.
Ale musimy znaleźć złoty środek. Żeby nie było tak, że nasz trzylatek idzie do przedszkola i jest tam do 15, a potem jeszcze fundujemy mu kilka innych aktywności. Nie możemy też dopuścić do tego, żeby sześcio-, siedmiolatek, który idzie do szkoły, miał zapełnione dodatkowymi zajęciami całe popołudnie. Ponieważ wiemy, że to jest czas, kiedy dziecko chłonie najwięcej, to staramy mu się zapełnić cały dzień różnego rodzaju zajęciami dodatkowymi. Musimy zdawać sobie sprawę, że dziecko w tym wieku skupia uwagę przez maksymalnie dwie godziny. A poza tym, kiedy takie dziecko ma czas na dzieciństwo? Myślę, że jeżeli dziecko jest w przedszkolu, w którym już i tak dużo się dzieje, to aktywności zupełnie wystarczy.
Dziecko interesuje się samochodami, a my chcemy żeby w przyszłości było lekarzem. I podsuwamy mu stetoskop, termometr...
- Bierzmy pod uwagę to, czym dziecko się interesuje, a czym nie. Jeżeli mamy pomysł, że będziemy z dzieckiem układać puzzle, to fajnie, pod warunkiem, że ono ma na nie ochotę. Nie zmusimy dwulatka do układania puzzli, jeśli nie ma on na to ochoty. Od samego początku podążajmy za jego preferencjami. Nie wymyślajmy sobie, że przez pół godziny dziennie będziemy układać puzzle, czytać i robić coś tam jeszcze. Idźmy za nim, a nie za naszymi pomysłami. Albert interesuje się teraz koparkami i różnymi budowlanymi zabawkami, ale to nie oznacza, że będzie budowlańcem, jak dorośnie, choć oczywiście może tak się stać. Jako jego matka wolałabym, żeby zaczął układać klocki. Tylko, że jego to nie interesuje. Na konkretne zainteresowania przyjdzie czas. Szkoła podstawowa i gimnazjum pokażą, czym tak naprawdę interesuje się nasze dziecko. Proszę zauważyć, że wiele osób myśli w liceum o pójściu na jakiś kierunek, a w ostatniej klasie robi całkowity zwrot i zmienia swoje zainteresowania. Niestety, jeszcze teraz rodzice wybierają studia. Mówią: "zapłacę za studia, pod warunkiem, że pójdziesz na medycynę, a nie ASP". I później mamy lekarzy, którzy zupełnie tego nie czują, ponieważ zostali zmuszeni do zawodu. Decydując o wyborze szkoły, posyłając dziecko na takie zajęcia, na jakie chcemy, żeby chodziło, chodząc za nim krok w krok, po to, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, ograniczamy wolność dziecka. Nie dajemy mu możliwości dokonywania wyborów.
Edukację dziecka możemy rozpocząć jeszcze na etapie prenatalnym. A hasło "stymulacja" niech nie będzie naszym hasłem przewodnim. Żebyśmy sami nie wkroczyli w wyścig szczurów i żebyśmy nie wepchnęli w to swojego dziecka. Pamiętajmy, że dla dziecka najważniejsze jest dzieciństwo, a nie nasze ambicje i chęć zaplanowania mu jak najlepszego startu w życie. Bardzo bliskie są mi słowa, że dziecko rodzi się jako czysta biała kartka i w dużej mierze jest takie, jakim my go nauczymy być. To my wpływamy na to, jakie będzie nasze dziecko.
-
Rozwijać - to zachęcać, a nie zmuszać
szary212
10.01.09, 20:08
Pani psycholog chyba lekko się zapętliła; najnowsze badania pokazują, że jakorodzice mamy minimalny wpływ na to, kim będzie nasze dziecko - co sama zresztąmówi, kiedy wspomina, że licealiści»
-
Rozwijać - to zachęcać, a nie zmuszać
ada828
08.03.09, 01:20
Proszę Pani, dziecko do ok.6 tyg. w ogóle nie zwraca uwagi na dźwięki zotoczenia. Stąd też, gdy mój noworodek spał, nie musiałam się zrywać się dotelefonu i mogłam rozmawiać swobodnie, co »

odtwórz




