Nie chcę, nie pójdę i już!
15.07.2011
, aktualizacja: 23.08.2010 17:50
Początek roku szkolnego to często niewyobrażalny stres dla dziecka. Szczególnie jeśli do szkoły idzie po raz pierwszy. Jak je do tego przygotować? - Przede wszystkim nie na ostatnią chwilę - przekonuje dr Izabela Krauze, psycholożka dziecięca, założycielka jednego z pierwszych w Polsce prywatnych ośrodków psychologicznych w Warszawie.
ZOBACZ TAKŻE
- Warto mieć zwierzę (15-07-11, 12:00)
- Kieszonkowe polskich dzieci - ile i na co (02-03-10, 16:50)
- Szkoła traci wiedzę? (15-07-11, 12:00)
- Witaj szkoło! (30-08-10, 12:48)
- Terminy egzaminów w roku szkolnym 2010/2011 (24-08-10, 09:55)
- Gimnazjum, czyli nowe życie dziecka (15-07-11, 12:00)
SERWISY
SONDAŻ
Pamięta pani swój pierwszy dzień w szkole?
Tak, pamiętam. Nawet bardzo dobrze. Przede wszystkim straszny lęk. Bardzo się denerwowałam. Głównie tym, czy nauczyciel zauważy mnie w grupie. Czy mnie zaakceptuje. Ale na szczęście trafiłam na wspaniałą nauczycielkę, którą pamiętam do dziś. Patrzyła na wszystkie dzieci.
Są dzieci, które się tym nie stresują?
Każdy się stresuje. Mniej lub bardziej. To, że nasza pociecha się stresuje, gdy idzie do szkoły, jest zupełnie naturalne. Zresztą my dorośli też się stresujemy - przed pierwszym dniem w pracy, w nowym otoczeniu. I też nie możemy sobie z tym poradzić. Nie ma w tym nic dziwnego.
Często przychodzą do pani rodzice z dzieckiem, które boi się szkoły?
Oczywiście. To spory problem. Od kilku miesięcy obserwuję na przykład, że dzieci z wysokim ilorazem inteligencji mają większe trudności niż te z ilorazem przeciętnym, i to nie tylko z pierwszym dniem w szkole. I takich dzieci jest bardzo dużo. One mają inne potrzeby - i poznawcze, i emocjonalne. I wymagają indywidualnego traktowania, szczególnie ze strony rodziców. Jak się to udaje w domu, to przechodzi później na teren szkoły. A i w dalszym życiu się sprawdza. No ale trzeba im pomóc.
No to na początek bardzo ogólnie: jak pomóc dziecku, żeby stresowało się możliwie jak najmniej? Pewnie powie pani, że trzeba je do tego wcześniej przygotować...
Tak, ale przygotować porządnie. Już od małego! Miesiąc przed to zdecydowanie za późno. Przygotować do odbioru nowych sytuacji. To jest bardzo ważne i tu chodzi nie tylko o pójście do szkoły, ale w ogóle o radzenie sobie w życiu. Kontakt z nowymi sytuacjami zaczyna się już we wczesnym okresie rozwoju. Przede wszystkim nie można dziecka izolować od nowych sytuacji, co często robią rodzice. W ten sposób niechcący wytwarzają u niego postawę lękową. Chodzi o to, że im mniej nasz syn czy córka przeżyje w dzieciństwie, tym bardziej później boi się nowości. Nowych bodźców - nowego miejsca, nowych osób i tak dalej. Dlatego musi mieć ciągły kontakt z rówieśnikami i dorosłymi. Tak, żeby wykształcić w nim umiejętność rozpoznania tego, co jest nowe i tego, co już zna. Musi korzystać z tego, co już zna, żeby sobie ułatwić przystosowanie. Dziecko, które ma dużo kontaktów z rówieśnikami, nowych przyjmie z ciekawością, a nie z bojaźnią. A szkoła będzie kopalnią takich ciekawych bodźców.
Ale gdzie szukać tych rówieśników? Środowisko dziecka jest często bardzo hermetyczne: mama, tata, babcia, jakiś zwierzak i TV. Szczególnie w mieście, gdzie nawet do piaskownicy czasem strach puścić albo nie ma czasu.
Rzeczywiście często tak to wygląda, ale to nie wina rodziców, że muszą pracować i nie mają czasu dla dziecka. To błędne założenie. Przecież w miastach, ale nie tylko w miastach, organizowane są zajęcia dla dzieci sprawdzające przeróżne formy aktywności, na które rodzice powinni prowadzać swoje pociechy. Już od 2 czy 3 roku życia. Zajęcia, gdzie można rysować, malować, bawić się lalkami, kukiełkami, słuchać muzyki, budować, no i rozmawiać. To jest bardzo ważne, bo przygotowuje do realizacji sytuacji zadaniowych.
Sytuacji zadaniowych, czyli obowiązków...
Tak. Chodzi o zadania typu: polecenie i reakcja na polecenie. Jeśli dziecko od początku jest przygotowane na to, żeby być aktywnym, coś robić, to wtedy łatwo wchodzi w sytuację zadaniową, która wymaga aktywności. To się nazywa aktywność poznawcza. Wówczas ma potrzebę poznawania rzeczy nowych. Jeżeli nasz malec siedzi przed telewizorem korzysta ciągle z tych samych zabaw, wyucza się bierności. Na przykład nie opłaca się dziecku kupować gier edukacyjnych, które niby mają nauczyć go czegoś bez wychodzenia z domu. Tak się nie da. Takie dziecko biernie przyswaja materiał, w dodatku w wąskim zakresie, trenuje stereotypowy sposób rozwiązywania sytuacji zadaniowej.
Na czym więc polega polityka zadaniowa?
Przede wszystkim na ruchu. Na zajęciach sportowych, poznawczych, które wymagają myślenia własnego, a nie tylko odtwórczego. Czyli na tym, o czym już wspomniałam. Ja bardzo wysoko cenię kontakt z muzyką poważną, bo słuchanie tej muzyki zmusza do refleksji. A refleksja jest pierwszym etapem nauki kontroli zachowań, co się szalenie przydaje w szkole. Umiejętność kontroli zachowań wiąże się z umiejętnością rozpoznawania i kontrolowania własnych emocji. Tego nie nauczymy prostymi schematami edukacyjnymi. Dziecko musi coś przeżywać. Chociażby słuchać muzyki czy patrzeć na obraz.
No ale jak wytłumaczyć, że czasem lepiej posłuchać muzyki poważnej, a nie bawić się klockami?
Przede wszystkim nie za zasadzie: musisz to zrobić. W ogóle słowo "musisz" jest źle odbierane, nie tylko przez dzieci, i nie powinniśmy go za często używać. Bo wywołuje bunt. Jak to muszę? Ja nic nie muszę! Użycie takiej formy jest skazuje nasze działania niepowodzenie. Najważniejsze to obudzić ciekawość. Dziecko, które jest wielokierunkowo stymulowane podczas rozwoju, zaczyna mieć ciekawość świata, rzeczywistości. A być ciekawym świata to podstawa. W ogóle, w życiu każdego człowieka!
Mimo wszystko japońska kreskówka jest zwykle ciekawsza od teatrzyku kukiełkowego...
Dlatego ważna jest odpowiednia selekcja tego, co oferujemy naszej pociesze. Oczywiście to nie znaczy, że musi ciągle chodzić na teatrzyk kosztem bajki, ale o to, że aby rozwijała się we właściwym kierunku, musi dokonywać dobrych wyborów. Sama, na własną rękę. I w tym są pomocni rodzice, którzy powinni odpowiednio ukierunkować. Nie narzucać, a ukierunkować. Dając przykład, prowadzając na odpowiednie zajęcia. Bo cudza ciekawość świata, szczególnie u dziecka, przekształca się we własną potrzebę. A to już połowa sukcesu.
A czego pod żadnym pozorem nie wolno robić rodzicom, żeby dziecku nie zaszkodzić przed pójściem o szkoły?
To banał, ale rodzic powinien przede wszystkim pohamować swój własny lęk przed puszczeniem dziecka do szkoły. Tak to zwykle bywa, że rodzice boją się, czy ich syn czy córka się sprawdzi w tym nowym świecie, czy będzie szczęśliwy. Odwołują się do własnych doświadczeń, co jest błędem, bo należy się od nich odciąć i patrzeć na doświadczenia, które zdobywa dziecko, bo te są inne. Trzeba o tym pamiętać. Pierwsze tygodnie to okres docierania i wtedy mają prawo być płacze, zachowania agresywne, nawet w stosunku do rodziców. Ale wtedy trzeba z dzieckiem pracować, dawać mu poczucie bezpieczeństwa, a nie zmuszać do czegokolwiek, czy, co gorsza, wymyślać kary na złe zachowanie.
Tak, pamiętam. Nawet bardzo dobrze. Przede wszystkim straszny lęk. Bardzo się denerwowałam. Głównie tym, czy nauczyciel zauważy mnie w grupie. Czy mnie zaakceptuje. Ale na szczęście trafiłam na wspaniałą nauczycielkę, którą pamiętam do dziś. Patrzyła na wszystkie dzieci.
Są dzieci, które się tym nie stresują?
Każdy się stresuje. Mniej lub bardziej. To, że nasza pociecha się stresuje, gdy idzie do szkoły, jest zupełnie naturalne. Zresztą my dorośli też się stresujemy - przed pierwszym dniem w pracy, w nowym otoczeniu. I też nie możemy sobie z tym poradzić. Nie ma w tym nic dziwnego.
Często przychodzą do pani rodzice z dzieckiem, które boi się szkoły?
Oczywiście. To spory problem. Od kilku miesięcy obserwuję na przykład, że dzieci z wysokim ilorazem inteligencji mają większe trudności niż te z ilorazem przeciętnym, i to nie tylko z pierwszym dniem w szkole. I takich dzieci jest bardzo dużo. One mają inne potrzeby - i poznawcze, i emocjonalne. I wymagają indywidualnego traktowania, szczególnie ze strony rodziców. Jak się to udaje w domu, to przechodzi później na teren szkoły. A i w dalszym życiu się sprawdza. No ale trzeba im pomóc.
No to na początek bardzo ogólnie: jak pomóc dziecku, żeby stresowało się możliwie jak najmniej? Pewnie powie pani, że trzeba je do tego wcześniej przygotować...
Tak, ale przygotować porządnie. Już od małego! Miesiąc przed to zdecydowanie za późno. Przygotować do odbioru nowych sytuacji. To jest bardzo ważne i tu chodzi nie tylko o pójście do szkoły, ale w ogóle o radzenie sobie w życiu. Kontakt z nowymi sytuacjami zaczyna się już we wczesnym okresie rozwoju. Przede wszystkim nie można dziecka izolować od nowych sytuacji, co często robią rodzice. W ten sposób niechcący wytwarzają u niego postawę lękową. Chodzi o to, że im mniej nasz syn czy córka przeżyje w dzieciństwie, tym bardziej później boi się nowości. Nowych bodźców - nowego miejsca, nowych osób i tak dalej. Dlatego musi mieć ciągły kontakt z rówieśnikami i dorosłymi. Tak, żeby wykształcić w nim umiejętność rozpoznania tego, co jest nowe i tego, co już zna. Musi korzystać z tego, co już zna, żeby sobie ułatwić przystosowanie. Dziecko, które ma dużo kontaktów z rówieśnikami, nowych przyjmie z ciekawością, a nie z bojaźnią. A szkoła będzie kopalnią takich ciekawych bodźców.
Ale gdzie szukać tych rówieśników? Środowisko dziecka jest często bardzo hermetyczne: mama, tata, babcia, jakiś zwierzak i TV. Szczególnie w mieście, gdzie nawet do piaskownicy czasem strach puścić albo nie ma czasu.
Rzeczywiście często tak to wygląda, ale to nie wina rodziców, że muszą pracować i nie mają czasu dla dziecka. To błędne założenie. Przecież w miastach, ale nie tylko w miastach, organizowane są zajęcia dla dzieci sprawdzające przeróżne formy aktywności, na które rodzice powinni prowadzać swoje pociechy. Już od 2 czy 3 roku życia. Zajęcia, gdzie można rysować, malować, bawić się lalkami, kukiełkami, słuchać muzyki, budować, no i rozmawiać. To jest bardzo ważne, bo przygotowuje do realizacji sytuacji zadaniowych.
Sytuacji zadaniowych, czyli obowiązków...
Tak. Chodzi o zadania typu: polecenie i reakcja na polecenie. Jeśli dziecko od początku jest przygotowane na to, żeby być aktywnym, coś robić, to wtedy łatwo wchodzi w sytuację zadaniową, która wymaga aktywności. To się nazywa aktywność poznawcza. Wówczas ma potrzebę poznawania rzeczy nowych. Jeżeli nasz malec siedzi przed telewizorem korzysta ciągle z tych samych zabaw, wyucza się bierności. Na przykład nie opłaca się dziecku kupować gier edukacyjnych, które niby mają nauczyć go czegoś bez wychodzenia z domu. Tak się nie da. Takie dziecko biernie przyswaja materiał, w dodatku w wąskim zakresie, trenuje stereotypowy sposób rozwiązywania sytuacji zadaniowej.
Na czym więc polega polityka zadaniowa?
Przede wszystkim na ruchu. Na zajęciach sportowych, poznawczych, które wymagają myślenia własnego, a nie tylko odtwórczego. Czyli na tym, o czym już wspomniałam. Ja bardzo wysoko cenię kontakt z muzyką poważną, bo słuchanie tej muzyki zmusza do refleksji. A refleksja jest pierwszym etapem nauki kontroli zachowań, co się szalenie przydaje w szkole. Umiejętność kontroli zachowań wiąże się z umiejętnością rozpoznawania i kontrolowania własnych emocji. Tego nie nauczymy prostymi schematami edukacyjnymi. Dziecko musi coś przeżywać. Chociażby słuchać muzyki czy patrzeć na obraz.
No ale jak wytłumaczyć, że czasem lepiej posłuchać muzyki poważnej, a nie bawić się klockami?
Przede wszystkim nie za zasadzie: musisz to zrobić. W ogóle słowo "musisz" jest źle odbierane, nie tylko przez dzieci, i nie powinniśmy go za często używać. Bo wywołuje bunt. Jak to muszę? Ja nic nie muszę! Użycie takiej formy jest skazuje nasze działania niepowodzenie. Najważniejsze to obudzić ciekawość. Dziecko, które jest wielokierunkowo stymulowane podczas rozwoju, zaczyna mieć ciekawość świata, rzeczywistości. A być ciekawym świata to podstawa. W ogóle, w życiu każdego człowieka!
Mimo wszystko japońska kreskówka jest zwykle ciekawsza od teatrzyku kukiełkowego...
Dlatego ważna jest odpowiednia selekcja tego, co oferujemy naszej pociesze. Oczywiście to nie znaczy, że musi ciągle chodzić na teatrzyk kosztem bajki, ale o to, że aby rozwijała się we właściwym kierunku, musi dokonywać dobrych wyborów. Sama, na własną rękę. I w tym są pomocni rodzice, którzy powinni odpowiednio ukierunkować. Nie narzucać, a ukierunkować. Dając przykład, prowadzając na odpowiednie zajęcia. Bo cudza ciekawość świata, szczególnie u dziecka, przekształca się we własną potrzebę. A to już połowa sukcesu.
A czego pod żadnym pozorem nie wolno robić rodzicom, żeby dziecku nie zaszkodzić przed pójściem o szkoły?
To banał, ale rodzic powinien przede wszystkim pohamować swój własny lęk przed puszczeniem dziecka do szkoły. Tak to zwykle bywa, że rodzice boją się, czy ich syn czy córka się sprawdzi w tym nowym świecie, czy będzie szczęśliwy. Odwołują się do własnych doświadczeń, co jest błędem, bo należy się od nich odciąć i patrzeć na doświadczenia, które zdobywa dziecko, bo te są inne. Trzeba o tym pamiętać. Pierwsze tygodnie to okres docierania i wtedy mają prawo być płacze, zachowania agresywne, nawet w stosunku do rodziców. Ale wtedy trzeba z dzieckiem pracować, dawać mu poczucie bezpieczeństwa, a nie zmuszać do czegokolwiek, czy, co gorsza, wymyślać kary na złe zachowanie.
1
2
następne »
-
Nie chcę, nie pójdę i już!
jael53
24.08.10, 10:27
Wypowiedzi specjalistki bardzo rozsądne. Zwłaszcza te, dotyczące regułoswajania dzieci w nowymi sytuacjami, stawiania im zadań i odróżniania tego odprzymusu. Z dzieciństwa kołaczą mi słowa »
-
no, jeśli Pani jeszcze powie...
sunday
24.08.10, 14:05
No, jeśli Pani jeszcze powie, że chodzi o wykształcenie odruchu twórczejaktywności w reakcji na polecenie... Przecież w szkole nie chodzi o aktywność,zwłaszcza twórczą, a o bezmyślne »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Matura 2012. Chemia, poziom podstawowy i ...
- Matura 2012. Chemia, poziom podstawowy i ...
- Matura 2012. Chemia, poziom podstawowy i ...
- Matura 2012. Język niemiecki, poziom ...
- Matura 2012. Język niemiecki, poziom ...
- Matura 2012. Biologia, poziom podstawowy ...
- Matura 2012. Biologia, poziom podstawowy ...








