Nad Wisłą, ale po angielsku

Janina Złakowska
15.07.2011 , aktualizacja: 24.08.2009 13:23
A A A Drukuj
Obcokrajowcy w Collegium Novum w Krakowie Fot.Tomasz Wiech / AG Obcokrajowcy w Collegium Novum w Krakowie
Studia w języku angielskim to już nie rzadkość. Czasy, kiedy język angielski był przywilejem studentów MBA czy studiów podyplomowych, należą do przeszłości. Dziś w obcym języku kształci coraz więcej uczelni w kraju.
Janina Złakowska

Wykłady prowadzą polscy profesorowie świetnie posługujący się językiem obcym oraz goście zza granicy. Na egzaminach nie pada ani jedno słowo po polsku. To alternatywa do szkół europejskich. Bo dzięki temu w kraju zatrzymujemy maturzystów, którzy chcą studiować w językach obcych. Dla uczelni to także szansa na przyciągnięcie studentów zagranicznych.

Na początku angielski był domeną studiów podyplomowych, a prekursorami w tej dziedzinie były wyższe szkoły prywatne. Z czasem nauka w języku obcym pojawiła się na studiach dziennych i wieczorowych. Dziś po angielsku można uczyć się m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, Łódzkim czy Warszawskim, na Politechnice Warszawskiej czy Akademii Medycznej w Gdańsku. Jeśli szkoła wyższa chce uchodzić za uczelnię o wysokiej randze międzynarodowej, to musi oferować studia w językach obcych. Taka oferta jest niezbędna przy nawiązaniu współpracy z zagranicznymi uczelniami.

Dla kogo i w jakim języku

Młodzi ludzie widzą w studiach angielskojęzycznych szansę na zwiększenie swojej konkurencyjności na rynku pracy. Zdają sobie sprawę, że dyplom w języku angielskim otwiera możliwości na zagranicznych rynkach pracy. - To studia dla wyjątkowo ambitnych. Jeżeli mówimy np. o filozofii po angielsku, to by dyskutować o zagadnieniach filozoficznych, trzeba znać fantastycznie język angielski. Należy się nim posługiwać tak samo jak językiem narodowym. Dzisiejsi osiemnastolatkowie z reguły znają bardzo dobrze język angielski. Ale żeby podjąć takie studia i sobie na nich poradzić, trzeba być bardzo ambitnym i gotowym na ciężką naukę. To studia dla osób, które chcą się uczyć - mówi Anna Korzekwa, rzecznik prasowy Uniwersytetu Warszawskiego. Warto też dodać, że na studiach w języku angielskim nie zawsze studiują sami Polacy. Jest to także szansa na poznanie ludzi z innych krajów. Wymiana poglądów czy doświadczeń kulturowych poszerza horyzonty i przełamuje lęk przed dorosłością. - Taki student ma kolegów z całego świata i dzięki temu jest na bieżąco z pracą czy ze studiowaniem w takim środowisku. Później w międzynarodowej korporacji czy innym miejscu, gdzie zderzają się różnice kulturowe, nie powinien mieć żadnych problemów z adaptacją - dodaje Korzekwa.

Oliwia Piątek jest na czwartym roku kierunku business management na Uniwersytecie Łódzkim. Na studia po angielsku zdecydowała się po roku nauki na filologii rosyjskiej: - Już po semestrze wiedziałam, że ten kierunek to zupełne nieporozumienie. W drugim półroczu zaczęła intensywnie przygotowywać się do egzaminów na studia po angielsku. Dowiedziała się, że jej uczelnia uruchamia po raz pierwszy studia w języku Szekspira. - Te studia to swego rodzaju wyzwanie oraz lepsza perspektywa na znalezienie dobrej pracy. Pracuję w agencji impresaryjnej zajmującej się organizowaniem imprez kulturalno-rozrywkowych. Jestem odpowiedzialna za marketing i zarządzanie. Nasza agencja pomaga w organizacji różnych imprez, m.in. Festiwalu Dialogu Czterech Kultur czy choćby w ostatnich wyborach Miss Polonia - mówi Oliwia.

Żaku nie wiś na haku - nie daj się oszukać swojej uczelni!



O egzaminach i nauce na studia opowiada tak: - Nie były trudne. Z angielskim nie miałam żadnych problemów. Zdawałam z niego maturę. Kłopotów przysporzył mi egzamin z matematyki. Na szczęście jakoś się udało. Już na studiach okazało się, że muszę uczyć się wielu biznesowych słówek, których wcześniej nie znałam. Nie rozumiałam wielu poleceń z matematyki czy mikroekonomii. Po każdym wykładzie dostawaliśmy listę niezbędnych nam słów. Nauka ich wyglądała zupełnie inaczej niż w liceum, gdzie każde nowe słówko musiałam zakuć na pamięć. Tu używaliśmy ich na zajęciach. A ciągłe powtarzanie pozwalało na utrwalenie i zapamiętanie danego wyrazu. Jest też wiele terminów z angielskiego, które ciężko przetłumaczyć na język polski. Na przykład public relations tłumacząc dosłownie znaczy relacje społeczne, ale każdy z nas wie, że PR znaczy zupełnie co innego - opowiada Piątek.

Wykłady prowadzą bardzo dobrze mówiący po angielsku profesorowie, którzy często studiowali na uczelniach zagranicznych. Zdarzają się też zajęcia prowadzone przez naukowców z zagranicy. Oliwia: - Uczę się na podstawie materiałów, jakie dostajemy od wykładowców lub książek dostępnych w bibliotece. Pracę magisterską piszę po angielsku. To poniekąd wynika z mojego tematu, który dotyczy międzynarodowego zarządzania. Cała literatura i materiały na ten temat są w języku angielskim, dlatego nawet łatwiej będzie mi się ją pisało, bez konieczności tłumaczenia wszystkiego na polski.

Często zdarza się, że przez nieliczną grupę studentów na roku studia te wyglądają na elitarne. - Na pierwszym roku było nas trzydzieści osób. W ciągu tych kilku lat wiele osób zrezygnowało ze studiów. Teraz jest nas piętnaście. To dobrze, bo z zajęć wynosi się więcej, niż w sytuacji, gdy w auli jest dwustu studentów - dodaje Oliwia.

Studia anglojęzyczne oferuje wiele polskich uczelni. Są one na tyle zakorzenione w programie nauczania, że uczelnie zaczynają wprowadzać studia w innych językach. - Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku uruchomimy rekrutację na gospodarce przestrzennej na wydziale geografii w języku hiszpańskim. To będą studia magisterskie uzupełniające - mówi o przyszłości uczelni Korzekwa. Z kolei Politechnika Łódzka proponuje 5-letnie studia magisterskie w języku francuskim.

Polski też może być obcy

Nasz język nie należy do prostych w nauce, o czym przekonują się cudzoziemcy zdecydowani na przyjazd do Polski i studia w naszym języku. Jajme Daniel Sanjuan-Ciepielewski jest studentem kulturoznawstwa. Pochodzi z Meksyku. - Do Polski przyjechałem sześć lat temu, a w waszym języku potrafiłem wypowiedzieć kilka wyrazów. Między innymi: daj buzi, na paluszkach i kotleciki - wspomina Daniel. Szlaki do kraju nad Wisłą przetarli wcześniej kuzyni Daniela, którzy też przyjechali tu na studia. Dzięki nim wiedział, że udając się do ambasady Polski w Meksyku, uzyska pomoc w znalezieniu uczelni, która przyjmie go na studia. - Po przyjeździe musiałem zaliczyć zajęcia w studium języka polskiego dla cudzoziemców. Kurs trwał rok. Niestety, w studium nie utworzono dla nas grupy humanistycznej, ponieważ chętne były tylko trzy osoby. Włączono nas do grupy, gdzie było dużo polityki i ekonomii. To troszeczkę mijało się z moim humanistycznym wykształceniem, jakie uzyskałem w szkołach w Meksyku - wspomina Daniel.

Problemem okazało się przyswojenie języka polskiego i rozpoczęcie studiów w rok po przyjeździe do Polski. - Język jest bardzo trudny, zupełnie inny od języków romańskich. Ale nauka polskiego nie jest niemożliwa, tylko specyficzna. Najgorszy był okres po kilku miesiącach w studium, kiedy nagle okazało się, że nie jestem w stanie złożyć jednego zdania po polsku. Po zakończeniu kursu nie znałem na tyle dobrze języka, żeby zacząć studia, niestety trzeba było je rozpocząć. Miałem duże problemy z mówieniem i rozumieniem po polsku. Na szczęście poznałem miłe koleżanki, które często mi pomagały. W tamtym czasie popełniałem śmieszne błędy. Mówiłem np. w Łodzi jest dużo starych budyniów zamiast budynków. Przez pierwsze dwa lata studiów prosiłem wykładowców o egzaminy ustne. Tak było mi łatwiej. Moje pierwsze spotkania z profesorami wyglądały jak pantomima. Angielski mieszał mi się z polskim, do tego dochodziła gestykulacja i próba przekazania słów za pomocą rąk. Jeden z profesorów na takim właśnie egzaminie powiedział mi: "Pan ma coś w głowie, ale ja jeszcze tego nie rozumiem" - wspomina Daniel.

Egzamin ustny - zdaj bez plątania języka, tzn. jak zamaskować swój niedostatek wiedzy



Swój pierwszy egzamin pisemny porównuje do wypracowania przedszkolaka, ponieważ na pytania odpowiadał rysując. - Właśnie piszę pracę magisterską. Jednocześnie cały czas jestem w trakcie uczenia się polskiego. Jestem bardzo zadowolony z mojego wyboru i przyjazdu do Polski. To niesamowite doświadczenie. Sam musiałem sobie radzić z całą biurokracją towarzyszącą studiom czy normalnemu życiu w Polsce. Mam tu na myśli meldunek czy wystąpienie o nadanie NIP-u - mówi Daniel. Ale podkreśla, że życie w Polsce nawet dla obcokrajowca nie jest usłane różami. Uniwersytet nie chciał go przyjąć na studia bezpłatne. Musiał odwoływać się do ambasady w Warszawie, która interweniowała w jego sprawie. Od innych studentów dowiadywał się, gdzie będą wykłady czy ćwiczenia. - Przez pierwsze dwa tygodnie chodziłem na niewłaściwe lekcje. Powiedziano mi, że na jakiejś tablicy wiszą plany zajęć, ale ja nawet nie byłem w stanie jej odnaleźć. Miałem się cieszyć, że dostałem się na studia i sam musiałem sobie radzić. W trudnych chwilach mojego sześcioletniego życia w Polsce te wszystkie doświadczenia bardzo mnie motywowały i zachęcały do dalszego działania - wyznaje Daniel.

Czytaj także:

Jeśli nie studia, to co?

Mało się jadło i dużo piło

Student żołnierz















































Podziel się

Polub nas na Facebooku

internetowe kursy i szkolenia