Plagiaty - wstydliwa uniwersytecka przypadłość

rozmawiał Tomasz Wysocki
16.05.2012 , aktualizacja: 21.10.2009 14:03
A A A Drukuj
Coraz częściej plagiatorzy komponują prace z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu akapitów z tekstów innych autorów. To taki patchwork plagiarism, praca zszywana z łatek
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tomasz Wysocki: Plagiaty w polskiej nauce to plaga czy zjawisko marginalne?

Dr Marek Wroński*: To jest jak z korupcją. Wiadomo, że urzędnicy biorą łapówki i że policja wyłapuje tylko minimalną liczbę łapówkarzy. Podejrzewam, że sprawy plagiatowe, które nagłośniono, to wierzchołek góry lodowej. Jeśli w ciągu ostatnich dwóch miesięcy dostaję informacje o kolejnych trzech nierzetelnych pracach doktorskich, to znaczy, że problem jest poważny. Inna sprawa, że część przypadków jest wychwytywana na uczelniach, ale zamiata się je pod dywan.



Kiedy w ogóle mówimy o plagiacie?

Wtedy, kiedy autor przepisał fragment tekstu od innego autora i nie zaznaczył go znakami cytatu oraz nie powołał się na źródło cytowania. Co więcej, dosłowne przepisanie np. kilkunastu nie swoich zdań, nawet z podaniem na końcu tego fragmentu tekstu odnośnika bibliograficznego, to też plagiat! Coraz częściej plagiatorzy komponują prace z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu akapitów z tekstów innych autorów. To taki patchwork plagiarism, praca zszywana z łatek.



Kim są autorzy plagiatów?

- Dzisiaj na uniwersytetach poprzeczka naukowa jest nisko zawieszona. Prace doktorskie i habilitacyjne piszą osoby, które nie mają odpowiedniej wiedzy, nie potrafią samodzielnie myśleć, mają trudności z samodzielnym napisaniem tekstu naukowego. Z drugiej strony popędza się je do pisania doktoratu czy habilitacji. Dlatego przepisują od innych.

Wśród plagiatorów są rektorzy, profesorowie, doktorzy habilitowani, doktoranci i studenci. Na uczelniach publicznych i niepublicznych.

Plagiatów jest znacznie więcej tam, gdzie się dużo pisze, czyli głównie na kierunkach humanistycznych. Polscy naukowcy korzystają także z publikacji autorów zagranicznych. Na przykład profesor z wrocławskiej Akademii Ekonomicznej książkę dwóch włoskich profesorów-chemików podzieliła między swoich asystentów. Każdy jej rozdział został przetłumaczony na polski i ten "zespół badawczy" wydał to przed kilkoma laty jako skrypt, już pod swoimi nazwiskami.

W tej chwili mam na biurku dwie splagiatowane prace doktorskie dwóch wysokich urzędników samorządowych z Zielonej Góry. Obaj są prawnikami, mają uprawnienia radcowskie. Plagiat jednego ujawniono dzień przed obroną, którą odwołano. Drugi po pomyślnej obronie, ale przed głosowaniem Rady Wydziału, wycofał pracę. Dziekan wydziału prawa tej uczelni skierował zawiadomienie do prokuratury.



Blisko sto z ponad 450 uczelni w Polsce korzysta z systemu antyplagiatowego, który weryfikuje część prac. Czy to wystarcza?

- Trzeba odróżnić plagiaty popełniane przez pracowników naukowych i plagiaty w pracach studenckich. Te drugie rzeczywiście można wykrywać za pomocą systemu Plagiat.pl, bo studenci na ogół przepisują z tekstów w internecie. Co ważne, sprawdzone prace zostają w pamięci systemu. Jeśli za jakiś czas ta sama praca będzie przedstawiona na innej uczelni, to zostanie to wykryte - jeśli ta uczelnia również korzysta z systemu Plagiat.pl. Natomiast pracownicy naukowi w większości kopiują z innych źródeł, zwykle niedostępnych w internecie. Głównie z czasopism i książek naukowych. Żeby taką pracę wychwycić, trzeba znać teksty źródłowe, literaturę danego tematu. Dlatego te plagiaty są zwykle odkrywane przypadkowo.



Czy środowisko naukowe wyklucza ze swojego grona plagiatorów?

- Są uczelnie, które zdecydowanie walczą z tą plagą, jak ostatnio Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ale są uczelnie, w których plagiaty się sankcjonuje, jak Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Im wyższą pozycję w hierarchii naukowej ma osoba przyłapana na nieuczciwości, tym trudniej ją ukarać. Podam przykład wrocławskich profesorów Akademii Medycznej. Weryfikowanie zarzutów wobec ich prac naukowych trwa już niemal rok, przeciąga się ostateczne oceny z nadzieją, że o sprawach się zapomni.

Inne kryteria stosuje się nawet wtedy, kiedy plagiat został już udowodniony. Rektor Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi Sławomir Owczarski za plagiat pracy doktorskiej został ukarany zakazem pełnienia funkcji kierowniczych na trzy lata. Natomiast adiunkt anglistyki na UMK dr Jakub Wójcik za plagiat dwóch prac naukowych został ukarany dziesięcioletnim zakazem wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. Oba orzeczenia są nieprawomocne.



Ale zdarza się, że naukowcy z plagiatem w dorobku zostają na uczelniach.

- Niestety, środowisko akademickie - prawie całe - pobłażliwie traktuje kradzież intelektualną w myśl zasady, że na każdego można coś znaleźć. W Anglii i USA plagiatorzy nie znajdą pracy na żadnym uniwersytecie. U nas większość osób, którym udowodniono plagiat, albo zostaje na uczelni, albo dostaje etat w prywatnej szkole wyższej. O plagiatorach powinno się jak najwięcej pisać, nagłaśniać takie sprawy. Największą karą bywa publiczny wstyd.



*Dr med. Marek Wroński jest rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. W miesięczniku "Forum Akademickie" od ośmiu lat prowadzi cykl "Z archiwum nieuczciwości naukowej"

Podziel się

  • Plagiaty - wstydliwa uniwersytecka przypadłość mr_kagan 21.10.09, 17:06

    1. Jesli sie podaje zrodlo cytatu, to sie nie popeplnia plagiatu! Jak bowiem inaczej mozna np. prowadzic polemike, jak nie cytujac adwersarza, i to doislownie? Podobnie z tzw. przegladem »

  • Plagiaty w Wyborczej armin_tucker 26.10.09, 13:29

    Odstręczająca jest hipokryzja GW i jej autorów, kreujących się na stróżówmoralności, gdy tymczasem sami chałturzą gdzie się da, oddają byle szybciej ibyle więcej nierzetelnych tekstów z całą»

Znajdź studia, kursy i szkolenia