My, wspaniali wykładowcy, w naszych superuczelniach

Piotr Pacewicz
19.10.2009 , aktualizacja: 20.10.2009 10:00
A A A Drukuj
Sondaż "Gazety". Kadra akademicka jest zachwycona sobą, swymi uczelniami, a nawet studentami. Studentom też się podoba, choć - nie wiedzieć czemu - połowa uważa, że "znacznej część zajęć mogłoby nie być bez żadnej straty"
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po narodowej euforii wywołanej lawinowym wzrostem liczby studentów nadchodzi w Polsce czas obaw o poziom nauczania, chałturzenie kadry na wielu etatach, pozorowanie nauki dla zdobycia papierka. Zamawiając sondaż na reprezentatywnej grupie studentów i nauczycieli akademickich, spodziewaliśmy się, że wyjdą na jaw ich rozterki, rozczarowanie, a może nawet złość. Nic z tych rzeczy.

Kadra w samozachwycie

- Olbrzymia część kadry akademickiej pomimo rutynowych narzekań doskonale odnajduje się w obecnym systemie, który pozwala im na lokalne, niekonkurencyjne i nierynkowe funkcjonowanie w nauce - mówił w sobotę na IV Kongresie Obywatelskim prof. Marek Kwiek z poznańskiego UAM, ekspert o międzynarodowej renomie.

Wyniki sondażu PBS DGA dla "Gazety" zdziwiłyby nawet prof. Kwieka. Praktycznie wszyscy na samą myśl o swej uczelni odczuwają satysfakcję (91 proc.), a nawet dumę (84 proc.). Prawie nikogo praca na uczelni nie złości, nie nudzi, a już zupełnie nikt (4 proc.) się jej nie wstydzi.

Skąd ten samozachwyt? Jak jeden uczelniany mąż nauczyciele uważają się za zdolnych (99 proc. odpowiedzi!) i mądrych (98 proc.!). Lenistwo czy nudzenie studentów dostrzega we własnych szeregach ledwie co 12. pracownik uczelni.

Zdemaskują ich odpowiedzi studentów? Nie - laurka jest podobna. Z jednym wyjątkiem: 25 proc. żaków uważa, że ich nauczyciele są nudni. W tym badaniu to wynik katastrofalny.

Powszechnie wytyka się nauczycielom akademickim, że nie przygotowują się do zajęć. Ale oni sami w ogromnej większości (95 proc.) są przeciwnego zdania. Potwierdzają to studenci niemal równie entuzjastycznie jednomyślnie: 87 proc. twierdzi, że prowadzący są dobrze przygotowani i już.

Powszechnie narzeka się na spóźnienia kadry. Ale tylko 10 proc. nauczycieli akademickich przyznało, że u nich to się zdarza. Studenci widzą to surowiej: 21 proc. stwierdza, że prowadzący się spóźniają.

Czy zdarza się, że zajęcia i wykłady się nie odbywają? Potwierdziło to tylko 9 proc. kadry i15 proc. studentów (w uczelniach publicznych minimalnie częściej).

W tej sytuacji zupełnie nie dziwi, że praktycznie wszyscy badani nauczyciele (97 proc.) uważają, że ich uczelnia "w pełni zasługuje na miano szkoły wyższej".

Nasi studenci też są fantastyczni

Studenci są według kadry niemal tak wspaniali jak ona sama. Żadnych narzekań, że wraz z rozpowszechnieniem wyższej edukacji obniża się poziom. Według 94 proc. nauczycieli studenci są zdolni, a według 92 proc. mądrzy. To może nudni? Ależ skąd (tylko 11 proc. odpowiedzi tak). No, może trochę leniwi (24 proc.). Co ciekawe, ta laurka jest niemal identyczna z samooceną studentów: za zdolnych uważa się 94 proc., za mądrych 94 proc. itd. Lenistwo żaków trochę daje o sobie znać. Tylko 54 proc. kadry ocenia, że studenci są zwykle dobrze przygotowani do zajęć, 46 proc., że źle.

Studenci oceniają to niemal identycznie.

Studenci: My też jesteśmy dumni

Odpowiedzi studenckiej braci układają się - jak już widzieliśmy - w obraz równie liryczny. Duma na samą myśl o swej uczelni rozpiera ich prawie tak mocno jak ich nauczycieli, satysfakcja - niewiele mniej. Częściej przyznają się jednak do złości czy wstydu, a zdecydowanie częściej do nudy -19 proc. (więcej w uczelniach niepublicznych).

Także wśród studentów konkluzja o własnej uczelni musi być jednomyślna (92 proc.) - "w pełni zasługuje na miano szkoły wyższej". Zwłaszcza że zdaniem aż 72 proc. studentów prowadzący zajęcia "traktują ich jak partnerów i okazują szacunek".

Kadra widzi ten szacunek jeszcze wyraźniej: aż 90 proc. nauczycieli twierdzi, że studenci go im okazują. Czego chcieć więcej?

Ale na tej tafli pojawiają się rysy.

Ściąganie? Jasne

Polskim czy może postkomunistycznym couleur locale jest ściąganie - aż 54 proc. studentów przyznaje się bez żenady, że "w ich grupie się ściąga" (minimalnie częściej w uczelniach niepublicznych). Jeszcze ciekawszy jest kolejny donos - 39 proc. twierdzi, że zdawali egzamin, na którym prowadzący ściąganie tolerował (tym razem częściej w uczelniach publicznych - 43 proc., w niepublicznych - 32 proc.).

Nauczyciele są ostrożniejsi, bo tylko 16 proc. przyznaje, że w ich uczelni prowadzący zajęcia przymykają oko na ściąga nie. Sprzeczność może być mniejsza, niż się zdaje, wystarczy jeden "swój chłop", który da ściągać, by wielu studentów miało takie doświadczenie. Tak czy inaczej potwierdzają się obserwacje, że ściąganie należy w Polsce do uczelnianej normy.

Zadaliśmy też, jak się okazało, podchwytliwe pytanie: "Czy zgadzasz się, że ze znacznej części zajęć i wykładów można by zrezygnować bez straty dla studiów?".

Okazuje się, że mimo ogólnego zachwytu aż 48 proc. studentów i 20 proc. ich nauczycieli odpowiada twierdząco. Co ciekawe, bardziej krytyczni wobec zakresu i poziomu swego nauczania byli studenci uczelni publicznych. Różnice między typami uczelni okazały się jednak w całym badaniu mniejsze, niż można się było spodziewać. Satysfakcja gwarantowana, czy za czesne, czy bez niego.

Podziel się

Znajdź studia, kursy i szkolenia