Migowy jest nam obcy

Magda Chmielewska
02.08.2011 , aktualizacja: 02.08.2011 15:54
A A A Drukuj
Nikt nie wie, kiedy dokładnie powstał pierwszy język migowy. Szkoły dla niesłyszących dzieci zaczęły powstawać 200 lat temu. Natomiast obecnie istnieje już pewien międzynarodowy język migowy.
Język migowy: słowo Dom
Fot. Wojciech Matusik / AG
Język migowy: słowo Dom
ZOBACZ TAKŻE
Pięć wieków temu niesłyszący z jednej wsi miał zapewne niemały problem, by dogadać się z niesłyszącym z sąsiedniej wsi, mimo że dzieliło ich zaledwie kilka kilometrów. Ich "rozmowę" można by porównać ze współczesnym sposobem komunikacji między dwoma obcokrajowcami, którym na nic zdają się słowa i ich jedynym ratunkiem jest rozpaczliwe machanie rękami.

Dopiero 200 lat temu zaczęły powstawać pierwsze na świecie szkoły dla niesłyszących dzieci, które stały się ośrodkami nie tylko edukacyjnymi, lecz na swój sposób także naukowymi. To w nich dokonywała się powolna, wytrwała systematyzacja chaotycznych znaków, które różniły się w poszczególnych regionach, z których pochodzili uczniowie szkoły. Lecz pojawił się kolejny problem - szkoły dla osób głuchoniemych znajdowały się przeważnie w dość sporym oddaleniu od siebie, co skutkowało ograniczonymi kontaktami między placówkami. W związku z tym język migowy, który funkcjonował w jednej szkole, mógł się diametralnie różnić od tego, którym posługiwano się w innej szkole, nawet jeśli miało to miejsce w obrębie jednego państwa.

W Polsce problem ten był jeszcze poważniejszy, gdyż fundamenty języka migowego tworzone były w wyjątkowo niekorzystnych warunkach. Zabory utrudniały funkcjonowanie spójnego języka polskiego, nie wspominając nawet o języku migowym. Pierwsza szkoła dla niesłyszących powstała w Warszawie, w zaborze rosyjskim w 1817 roku z inicjatywy księdza Jakuba Falkowskiego. Nieco później, w 1830 roku, powstał Zakład dla Głuchoniemych we Lwowie (zabór austriacki), a w 1832 roku Królewski Zakład dla Głuchoniemych w Poznaniu (zabór pruski). W każdej z tych instytucji rozwijał się właściwie zupełnie inny język migowy, co było przyczyną wielu kłopotów po odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Zaczęto sobie z tym radzić dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to unifikacją języka migowego zajęły się instytucje powołane tylko i wyłącznie w tym celu. Mimo ogromu pracy, której dokonała Komisja Unifikacji Znaków Migowych, jeszcze do dziś w różnych regionach Polski funkcjonują różne "gwary" i nie da się tego uniknąć. Tak więc niesłyszący Kaszub może czuć się nieco skonfundowany podczas rozmowy z niesłyszącym Ślązakiem...

Mało kto zdaje sobie sprawę, że obecnie w Polsce istnieją dwa rodzaje języka dla niesłyszących: migany i migowy. Pierwszy z nich, czyli tzw. System Językowo-Migowy (SJM) wywodzi się z języka mówionego. W tym przypadku osoba niesłysząca czyta nie tylko z naszych gestów, lecz także z ruchu ust. Z tego powodu jest to forma komunikacji używana najczęściej w relacji osoby słyszącej z niesłyszącą, nie zaś w porozumiewaniu się osób niesłyszących między sobą. SJM opiera się w znacznej mierze na gramatyce języka ojczystego i dlatego można traktować go w pewnym stopniu jako miganą odmianę języka mówionego. Stosuje się w nim nawet szyk gramatyczny taki jak w języku polskim, dodając za pomocą alfabetu palcowego końcówki fleksyjne. Tak naprawdę każdy z nas, nie zdając sobie z tego sprawy, używa na co dzień gestów, które można zaliczyć do języka miganego. Niektóre znaki, na przykład "iść" albo "duży", są tak powszechnie stosowane, że za ich pomocą swobodnie możemy porozumieć się nawet zagranicą, nie znając danego języka obcego.

Jednak to nie migania powinny się uczyć niesłyszące dzieci w szkołach. Formalnym językiem dla głuchoniemych jest PJM, czyli Polski Język Migowy, zwany także klasycznym lub naturalnym językiem migowym. On z kolei niewiele ma wspólnego z językiem ojczystym, gdyż posiada swoją własną strukturę gramatyczną. Można rzec, że rządzi się swoimi regułami - na przykład porządek słów niekoniecznie jest zgodny z syntaksą języka ojczystego. W PJM ważną rolę odgrywa mimika twarzy oraz położenie tułowia i głowy, przez co odnosi się wrażenie, że system ten ma więcej wspólnego z pantomimą niż ze "zwykłym" językiem. Na co dzień często używa się języka mieszanego (tzw. pidżyn), który czerpie trochę z SJM, a trochę z PJM. Można także mówić nawet o swoistej "dwujęzyczności" ludzi niesłyszących, którzy między sobą posługują się językiem migowym, a "na zewnątrz" językiem miganym.

Wydawać by się mogło, że komunikowanie się osób głuchoniemych pochodzących z różnych krajów jest dość kłopotliwe. Nic bardziej błędnego. Co ciekawe, we wszystkich językach migowych świata wytworzyły się podobne zasady gramatyczne. Bariera językowa jest więc znacznie mniejsza niż w językach dźwiękowych (mówionych). Wszystkie systemy języków migowych na świecie łączy pewien typ myślenia i to on decyduje o ich międzynarodowym charakterze. Języki te istnieją więc jakby samodzielnie, obok języków ojczystych, a ich zasięgi nie zawsze pokrywają się nawet z zasięgami języków mówionych, na przykład brytyjski migowy różni się od amerykańskiego migowego. Jednak w gruncie rzeczy reguły tradycyjnego polskiego języka migowego są bardzo zbliżone do cech i reguł języków migowych używanych przez niesłyszących w innych państwach. Dlatego niesłyszący z różnych krajów dogadują się ze sobą znacznie łatwiej niż osoby słyszące. Niektóre znaki powtarzają się nawet w poszczególnych językach migowych, czego dobrym przykładem jest gest oznaczający telefon (zamknięta dłoń z wyprostowanym kciukiem i małym palcem przyłożona do policzka).

Co prawda istnieje pewien międzynarodowy język migowy, tzw. International Sign Language (ISL) lub dawny gestuno, opracowany przez międzynarodowy zespół ekspertów Światowej Federacji Głuchych, ale ma on takie znaczenie dla niesłyszących jak esperanto dla słyszących. Używa się go wyłącznie w oficjalnych kontaktach międzynarodowych niesłyszących - na igrzyskach, kongresach itp. W istocie ludzie niesłyszący z różnych krajów łatwiej porozumiewają się ze sobą, gdy operują własnymi językami, a ISL jest tak naprawdę systemem martwym.

Osoby niesłyszące nie mają w Polsce łatwo. Po pierwsze, dużo zamieszania jest z samym językiem migowym, a właściwie dwoma językami migowymi. Jedni znają SJM, drudzy PJM i nie zawsze potrafią się ze sobą dogadać. Niby w szkołach powinno nauczać się PJM, lecz większość nauczycieli zna tylko SJM lub różne mieszanki, które dodatkowo mącą dzieciom w głowach. Inny problem to języki obce. Jak twierdzi Małgorzata Ślęczka, nauczycielka dzieci niesłyszących, obowiązkowa nauka dwóch języków obcych w szkołach jest dla niesłyszących katorgą, ponieważ w istocie dzieci muszą uczyć się aż... trzech języków obcych. Język polski też stanowi bowiem dla nich obcy język, który przysparza im tyle samo problemów co angielski lub niemiecki. Być może należy więc podążyć śladem innych krajów, które prawnie usankcjonowały naturalny język migowy jako język mniejszości niesłyszących? Wówczas szkoły, w których funkcjonowałby polski i migowy, traktowane byłyby jako szkoły dwujęzyczne, co bardziej odpowiadałoby rzeczywistości. Tymczasem w Polsce dzieci niesłyszące wciąż uczone są tak, jakby słyszały, a ich naturalnym językiem był polski. Bardziej świadomi nauczyciele i tłumacze migowego apelują, że w ten sposób nigdy nie przekaże się im tej samej wiedzy, którą przekazuje się dzieciom słyszącym. To pierwszy objaw dyskryminacji niesłyszących ze strony państwa. Pierwszy i być może najważniejszy.

Podziel się